Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Szukaj


 

Znalazłem 9 takich materiałów

20 zdjęć udowadniających, że prawdziwa miłość istnieje

4015715120668662503345079.jpeg

To zdarza się bardzo rzadko - prawdziwa miłość, która pozwoli przetrwać nawet najtrudniejsze życiowe momenty. W dzisiejszym, cynicznym świecie trudno znaleźć tego dowody, dlatego dziś to my przedstawimy wam tu prawdziwą pigułę wzruszeń. Weźcie chusteczki.

Czytaj dalej →


Lecznicze właściwości olejku z drzewa herbacianego

Naukowcy z całego świata badają unikalne właściwości rośliny zwanej drzewem herbacianym już od ubiegłego stulecia. Substancje które kryje olejek z tej rośliny potrafią leczyć przypadłości takiej jak wirusy, bakterie, grzyby... Aborygeni wiedzieli o tym od zarania dziejów, jednak prawdziwą sławę zyskał on w w XVIII w. gdy żeglarz James Cook jako pierwszy Europejczyk przybił do wschodnich wybrzeży Australii i tam zetknął się z cudowną substancją...

Czytaj dalej →


Palenie trawki może być dobre dla twojego związku

Eksperci sprzed monitorów ostrzegają, że palenie marihuany powoduje szereg przeróżnych patologii. Okazuje się jednak, że wspólne jaranie trawki może tak naprawdę wzmocnić relację dwójki bliskich sobie osób.

Czytaj dalej →


Dystans czyli sztuka życia

Dystans to po prostu przyzwalanie na to, co jest. Zawsze możesz albo wziąć odpowiedzialność i próbować wywierać wpływ, albo pogodzić się z tym, co jest. Żadne z tych rozwiązań nie jest lepsze czy gorsze.

Czytaj dalej →


Ciemna strona współczesnej żarówki

Chwilą przełomową w historii ludzkości było wynalezienie ognia, od tamtego momentu wszystko nabrało szybszego tępa. Ognisko, świeczki, lampy naftowe, tradycyjne żarówki, żarówki energooszczędne i w końcu diody LED-owe. To dzięki nim po zmroku nie musimy zapadać w sen i możemy kontynuować naszą aktywność. Polska znajdując się na danej szerokości geograficznej jest uzależniona od oświetlenia, to dzięki niemu jesteśmy w stanie funkcjonować w krótkie zimowe dni.

Czytaj dalej →


Kim był i dlaczego warto Go znać- Terence McKenna

Wyobraźnia dowodzi obecności boskiej iskry w człowieku. Próby dopatrzenia się w wyobraźni wielkości niezbędnej z biologicznego punktu widzenia prowadzą na manowce. To emanacja z góry – zstąpienie duszy świata w każdego z nas.

- Terence McKenna, Zdążyć Przed Apokalipsą

Czytaj dalej →


Mężczyźni na wymarciu - czy facetów czeka los dinozaurów? – 8 marca 2044 roku. Po 53 latach spędzonych w specjalnych kapsułach, z hibernacji budzi się dwóch mężczyzn. Na śpiochów nie czekają dobre informacje - w trakcie ich głębokiego snu miała miejsce wielka wojna, podczas której w ruch poszły nuklearne bomby. Ich użycie okazało się tragiczne dla samczego rodu - z całej powierzchni Ziemi zniknęli mężczyźni. Mimo że fabuła wielbionej przez wielu „Seksmisji” narodziła się w głowie jej twórcy - Juliusza Machulskiego, to wizja świata bez facetów może być nam bliższa, niż się wydaje.

Mężczyzna zawsze był towarem, na który istniał olbrzymi popyt. Jak by nie patrzeć - my faceci mamy sporo zalet. Ktoś musi przecież pójść na polowanie, zbudować dom, wybrać się na wojnę i znaleźć jeszcze czas na podjęcie dochodowej pracy, aby swą rodzinę utrzymać. Oczywiście nie oznacza to, że kobieta była jedynie pojemnikiem na ejakulat zaopatrzonym w funkcje robota kuchennego i odkurzacza. Gdzieżby tam!

Z jakiegoś jednak powodu starożytni Grecy mocno związywali sznurkiem swoja mosznę, tak aby „odciąć od reszty systemu” lewe jądro. Według ówczesnych wierzeń to właśnie z tegoż narządu pochodziła „zła sperma”, czyli ta, dzięki której zamiast dzielnego wojownika na świat przyjść miała słaba i krucha samica. Ten mały dyskomfort podczas prokreacji i tak wydaje się być małym poświęceniem w porównaniu z tym, co potrafili sobie zaserwować żyjący w XVII wieku Francuzi. Aby mieć pewność, że na świat przyjdzie syn, niektórzy panowie dobrowolnie godzili się na amputację lewego jądra.

Przez całą historię ludzie robili różne dziwne rzeczy, wliczając w to specjalną dietę czy waginalne lewatywy, aby tylko na świat przyszedł mały mężczyzna. Nie wiadomo na czym skończyłoby się to eksperymentowanie z własnymi organami płciowymi, gdyby nie nauka, która całą zabawę najzwyczajniej w świecie nam zepsuła.

Zabawy z chromosomami

W 1910 roku amerykański biolog Thomas Hunt Morgan odkrył, co tak naprawdę decyduje o płci naszego potomstwa. Okazało się, że stoi za tym chromosom - jeden ze składników komórkowego jądra, będący głównym źródłem informacji o nas samych. Człowiek posiada 23 pary chromosomów, z czego jedna z nich odpowiada za płeć. U kobiet są to dwa chromosomy X, tymczasem u panów, w parze z chromosomem X jest też inny - ten jeden, najważniejszy decydujący drobiazg - chromosom Y. Jeśli więc zniknąłby ten element budowy naszych komórek, planeta Ziemia stałaby się rajem dla każdego mężczyzny, który by jakimś cudem nie wyginął...

To odkrycie pobudziło wyobraźnię nie tylko autorów książek fantastyczno-naukowych oraz
twórców widowisk filmowych, ale i przedstawicieli świata nauki.
Jak by nie patrzeć był to kolejny krok w rozwoju genetyki i absolutnie nic niewnosząca wiadomość dla Greka, który w dalszym ciągu z uporem maniaka związywał rzemieniem swe lewe jądro, rozpaczliwie błagając Erosa o to, żeby jego siedemnaste z kolei dziecko tym razem było synem... Do czasu. Gdzieś w połowie lat 70. świat poznaje tajemniczego naukowca, który na pierwszy rzut oka bardziej przypomina słynnego Marlboro Mana niż spędzającego większość życia wśród laboratoryjnych probówek genetyka. Facet ten przeprowadził badania, których rezultat sprawił, że nam - mężczyznom, wcale do śmiechu nie było. Ronald Ericsson, bo tak się odkrywca nazywał, zauważył, że plemniki zawierające chromosom Y są znacznie bardziej wiotkie, ale i równocześnie szybsze niż plemniki z chromosomem X, które to mają większe główki i wyraźnie dłuższe ogonki.



Naukowiec umieścił nasienie w probówce wypełnionej białkowym, gęstym roztworem. Większe i bardziej powolne plemniki „żeńskie” najzwyczajniej grzęzły w cieczy, podczas gdy „chłopakom” z reguły udawało się spłynąć na dno naczynia. To odkrycie wkrótce zaowocowało opatentowaniem nowatorskiej techniki i wprowadzeniem jej do użycia w niemalże dwustu placówkach na całym świecie.

Doktor Ericsson gwarantował 85% skuteczności w takim „planowaniu” płci dziecka.
I tak też biedny Grek, zamykający dopływ krwi do swego lewego klejnotu, mógł wreszcie odetchnąć z ulgą - od teraz modły do wszechmocnych bóstw ustąpiły miejsca nauce i praktycznie każdy potomek mógł być synem! Niestety, jak na złość, w międzyczasie zmniejszył się popyt na mężczyzn...

Kobiecy faceci w rurkach
Ericsson, obserwując przez dwie dekady historię swoich usług, zauważył, że w latach 90. większość zgłaszających się do jego klinik par pragnęła, aby na świat przyszła... córeczka. Tak więc, można powiedzieć, że lata niewdzięcznych praktyk i poświęceń naszych przodków, którzy zaciekle walczyli o męską płeć swych potomków, poszły na marne. Zwolennicy teorii mówiącej o wracającej do łask Pachamamy i zmierzchu ery mężczyzn, radośnie zatarli ręce. Oto bowiem mieli kolejny dowód na to, że czas samczej dominacji właśnie dobiega końca... Porównując statystyki z ankiet przeprowadzonych trzy dekady temu z aktualnymi, widać jak bardzo zmieniło się podejście przedstawicieli zachodniego świata do kwestii tego, kto w rodzinie powinien być odpowiedzialny za utrzymywanie domu, a kto za mieszanie chochlą w rondelku. Dziś nie trzeba być specjalnie spostrzegawczym obserwatorem, aby zauważyć, że panie stały się silne i coraz mniej zależne od mężczyzn. I pomyśleć, że jeszcze do połowy XIX kobiety w żadnym kraju nie miały praw wyborczych...

Tymczasem archetypowy, nieogolony, atletyczny mężczyzna ustąpić musiał nowej wizji faceta - romantycznemu, wepchniętemu w koszmarnie obcisłe legginsy chuchru z podejrzeniem
zaawansowanej anemii. Czyżby więc to nie wojna atomowa mogłaby być przyczyną „wyginięcia” samców, a sami niewieściejący z dnia na dzień faceci, kulący się u nóg swych silnych i dominujących żon? Niekoniecznie. W końcu to kobiety nieprzerwanie wzdychają do mocno niemęskich członków boysbandów, celebrytów o trudnej do określenia płci czy filmowych wymuskanych do nieprzytomności wampirów, które równie dobrze mogłyby zerkać na nas z okładek magazynów dla panów lubiących ssać laski.

O tym, że kobiety przestały zachwycać się muskularnymi dzikusami o kwadratowych szczękach świadczy chociażby prosty eksperyment, który dwa lata temu przeprowadzili psychologowie z uniwersytetów w Nowym Jorku oraz Princeton. Zarówno badanym paniom, jak i panom przedstawiono serię zdjęć różnych typów twarzy płci przeciwnej. Jeśli chodzi o mężczyzn, to możemy być spokojni - z nami jest wszystko w najlepszym porządku - większość badanych uważa delikatne, damskie rysy twarzy za te najbardziej pociągające. Gorzej, niestety, wyglądają obecnie preferencje kobiet, dla których ideałem okazał się facet o niemalże kobiecym obliczu i ciemnej karnacji. Najwyraźniej piękny jak laleczka Zack Efron zasiadł na tronie, który jeszcze parę dekad temu okupował posępny, śmierdzący łiskaczem i papierosowym dymem, Humphrey Bogart.

Nie bądźmy jednak fatalistami - to nie pierwszy raz, kiedy ni z tego, ni z owego pojawia się moda na zniewieściałych mężczyzn. Skoro przeżyliśmy już epokę żyjących na dworze Króla Słońce wypudrowanych nosicieli obcisłych rajstop i kolonii wszy kryjących się w misternie ufryzowanych perukach, to i przetrwamy wysyp dziewczęcych chłopców o chudych nóżkach.
Zresztą i tak wygląda na to, że katastrofa jest nam pisana niezależnie od tego, jaki typ faceta jest obecnie symbolem seksu.

Biada nam!
Apokaliptyczną wizję męskiej przyszłości zaprezentowała jedna z najbardziej wpływowych
australijskich kobiet nauki - Jenny Graves, profesor pracująca w Szkole Badań Biologicznych na Państwowym Uniwersytecie Australii. Potrzebujecie chromosomu Y, aby być mężczyznami! - tłumaczyła studentom medycyny zebranym na auli podczas oficjalnego wystąpienia w irlandzkiej Królewskiej Szkole Chirurgicznej. - Jeszcze trzysta milionów lat temu chromosom Y zwierał 1400 genów, teraz pozostało ich tylko 45!
Badaczka uważa, że jak tak dalej pójdzie, to my, faceci, będziemy mieli niemały problem. Ale
spokojnie - profesor Graves twierdzi, że ostatecznie wyginiemy dopiero za 5 milionów lat. Zresztą do tego czasu zdarzyć się może wiele rzeczy - włącznie z kosmiczną inwazją agresywnych żaboludów.
Na zjawisko zanikającego chromosomu Y zwrócił też uwagę profesor Bryan Sykes z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Swoją mroczną wersję przyszłości przedstawił w książce pt. „Klątwa Adama”. Autor uważa, że dojdzie do sytuacji, w której jedyną szansą na przetrwanie ludzkości będzie sztuczne zapładnianie kobiet. Wizja profesora Sykesa jest jednak nieco bardziej fatalistyczna - badacz twierdzi, że mężczyźni przetrwają jeszcze przez jakieś 5000 pokoleń, czyli mniej więcej 125 tysięcy lat.

Czy jednak jest się czego bać? Wielu krytyków tych teorii uważa, że natura sobie poradzi. Owszem, ilość chromosomów Y może drastycznie zmaleć - ale zawsze pozostanie to minimum niezbędne do utrzymania nas przy życiu. Ponadto pociesza nas pewien szczur z japońskiej wyspy Okinawa, który, jak się okazało, w procesie ewolucji stracił chromosom Y - prawdopodobnie geny zapisane na nim zostały przeniesione do chromosomu X. Gryzoń dał sobie jednak radę i wyginąć wcale nie zamierza, mimo że nie do końca jeszcze wiadomo co determinuje płeć kolejnych potomków tego sympatycznego zwierzęcia.

Ponadto teorie ginącego mężczyzny zostały już podważone przez genetyków z uniwersytetu w Cambridge. Badacze przyjrzeli się chromosomowi Y uzyskanemu od rezusa - sympatycznego przedstawiciela rodziny makaków. Naukowcy twierdzą, że człowieka i wspomnianą małpkę dzieli całe 25 milionów lat ewolucji. Od tego czasu straciliśmy tylko jeden nieszczęsny gen z 45 obecnych w naszym męskim chromosomie, więc jeśli nawet kiedykolwiek przyjdzie nam stanąć w obliczu samczej zagłady, to na pewno mamy jeszcze naprawdę sporo czasu...

Mężczyźni na wymarciu - czy facetów czeka los dinozaurów?

8 marca 2044 roku. Po 53 latach spędzonych w specjalnych kapsułach, z hibernacji budzi się dwóch mężczyzn. Na śpiochów nie czekają dobre informacje - w trakcie ich głębokiego snu miała miejsce wielka wojna, podczas której w ruch poszły nuklearne bomby. Ich użycie okazało się tragiczne dla samczego rodu - z całej powierzchni Ziemi zniknęli mężczyźni. Mimo że fabuła wielbionej przez wielu „Seksmisji” narodziła się w głowie jej twórcy - Juliusza Machulskiego, to wizja świata bez facetów może być nam bliższa, niż się wydaje.

Mężczyzna zawsze był towarem, na który istniał olbrzymi popyt. Jak by nie patrzeć - my faceci mamy sporo zalet. Ktoś musi przecież pójść na polowanie, zbudować dom, wybrać się na wojnę i znaleźć jeszcze czas na podjęcie dochodowej pracy, aby swą rodzinę utrzymać. Oczywiście nie oznacza to, że kobieta była jedynie pojemnikiem na ejakulat zaopatrzonym w funkcje robota kuchennego i odkurzacza. Gdzieżby tam!

Z jakiegoś jednak powodu starożytni Grecy mocno związywali sznurkiem swoja mosznę, tak aby „odciąć od reszty systemu” lewe jądro. Według ówczesnych wierzeń to właśnie z tegoż narządu pochodziła „zła sperma”, czyli ta, dzięki której zamiast dzielnego wojownika na świat przyjść miała słaba i krucha samica. Ten mały dyskomfort podczas prokreacji i tak wydaje się być małym poświęceniem w porównaniu z tym, co potrafili sobie zaserwować żyjący w XVII wieku Francuzi. Aby mieć pewność, że na świat przyjdzie syn, niektórzy panowie dobrowolnie godzili się na amputację lewego jądra.

Przez całą historię ludzie robili różne dziwne rzeczy, wliczając w to specjalną dietę czy waginalne lewatywy, aby tylko na świat przyszedł mały mężczyzna. Nie wiadomo na czym skończyłoby się to eksperymentowanie z własnymi organami płciowymi, gdyby nie nauka, która całą zabawę najzwyczajniej w świecie nam zepsuła.

Zabawy z chromosomami

W 1910 roku amerykański biolog Thomas Hunt Morgan odkrył, co tak naprawdę decyduje o płci naszego potomstwa. Okazało się, że stoi za tym chromosom - jeden ze składników komórkowego jądra, będący głównym źródłem informacji o nas samych. Człowiek posiada 23 pary chromosomów, z czego jedna z nich odpowiada za płeć. U kobiet są to dwa chromosomy X, tymczasem u panów, w parze z chromosomem X jest też inny - ten jeden, najważniejszy decydujący drobiazg - chromosom Y. Jeśli więc zniknąłby ten element budowy naszych komórek, planeta Ziemia stałaby się rajem dla każdego mężczyzny, który by jakimś cudem nie wyginął...

To odkrycie pobudziło wyobraźnię nie tylko autorów książek fantastyczno-naukowych oraz
twórców widowisk filmowych, ale i przedstawicieli świata nauki.
Jak by nie patrzeć był to kolejny krok w rozwoju genetyki i absolutnie nic niewnosząca wiadomość dla Greka, który w dalszym ciągu z uporem maniaka związywał rzemieniem swe lewe jądro, rozpaczliwie błagając Erosa o to, żeby jego siedemnaste z kolei dziecko tym razem było synem... Do czasu. Gdzieś w połowie lat 70. świat poznaje tajemniczego naukowca, który na pierwszy rzut oka bardziej przypomina słynnego Marlboro Mana niż spędzającego większość życia wśród laboratoryjnych probówek genetyka. Facet ten przeprowadził badania, których rezultat sprawił, że nam - mężczyznom, wcale do śmiechu nie było. Ronald Ericsson, bo tak się odkrywca nazywał, zauważył, że plemniki zawierające chromosom Y są znacznie bardziej wiotkie, ale i równocześnie szybsze niż plemniki z chromosomem X, które to mają większe główki i wyraźnie dłuższe ogonki.



Naukowiec umieścił nasienie w probówce wypełnionej białkowym, gęstym roztworem. Większe i bardziej powolne plemniki „żeńskie” najzwyczajniej grzęzły w cieczy, podczas gdy „chłopakom” z reguły udawało się spłynąć na dno naczynia. To odkrycie wkrótce zaowocowało opatentowaniem nowatorskiej techniki i wprowadzeniem jej do użycia w niemalże dwustu placówkach na całym świecie.

Doktor Ericsson gwarantował 85% skuteczności w takim „planowaniu” płci dziecka.
I tak też biedny Grek, zamykający dopływ krwi do swego lewego klejnotu, mógł wreszcie odetchnąć z ulgą - od teraz modły do wszechmocnych bóstw ustąpiły miejsca nauce i praktycznie każdy potomek mógł być synem! Niestety, jak na złość, w międzyczasie zmniejszył się popyt na mężczyzn...

Kobiecy faceci w rurkach
Ericsson, obserwując przez dwie dekady historię swoich usług, zauważył, że w latach 90. większość zgłaszających się do jego klinik par pragnęła, aby na świat przyszła... córeczka. Tak więc, można powiedzieć, że lata niewdzięcznych praktyk i poświęceń naszych przodków, którzy zaciekle walczyli o męską płeć swych potomków, poszły na marne. Zwolennicy teorii mówiącej o wracającej do łask Pachamamy i zmierzchu ery mężczyzn, radośnie zatarli ręce. Oto bowiem mieli kolejny dowód na to, że czas samczej dominacji właśnie dobiega końca... Porównując statystyki z ankiet przeprowadzonych trzy dekady temu z aktualnymi, widać jak bardzo zmieniło się podejście przedstawicieli zachodniego świata do kwestii tego, kto w rodzinie powinien być odpowiedzialny za utrzymywanie domu, a kto za mieszanie chochlą w rondelku. Dziś nie trzeba być specjalnie spostrzegawczym obserwatorem, aby zauważyć, że panie stały się silne i coraz mniej zależne od mężczyzn. I pomyśleć, że jeszcze do połowy XIX kobiety w żadnym kraju nie miały praw wyborczych...

Tymczasem archetypowy, nieogolony, atletyczny mężczyzna ustąpić musiał nowej wizji faceta - romantycznemu, wepchniętemu w koszmarnie obcisłe legginsy chuchru z podejrzeniem
zaawansowanej anemii. Czyżby więc to nie wojna atomowa mogłaby być przyczyną „wyginięcia” samców, a sami niewieściejący z dnia na dzień faceci, kulący się u nóg swych silnych i dominujących żon? Niekoniecznie. W końcu to kobiety nieprzerwanie wzdychają do mocno niemęskich członków boysbandów, celebrytów o trudnej do określenia płci czy filmowych wymuskanych do nieprzytomności wampirów, które równie dobrze mogłyby zerkać na nas z okładek magazynów dla panów lubiących ssać laski.

O tym, że kobiety przestały zachwycać się muskularnymi dzikusami o kwadratowych szczękach świadczy chociażby prosty eksperyment, który dwa lata temu przeprowadzili psychologowie z uniwersytetów w Nowym Jorku oraz Princeton. Zarówno badanym paniom, jak i panom przedstawiono serię zdjęć różnych typów twarzy płci przeciwnej. Jeśli chodzi o mężczyzn, to możemy być spokojni - z nami jest wszystko w najlepszym porządku - większość badanych uważa delikatne, damskie rysy twarzy za te najbardziej pociągające. Gorzej, niestety, wyglądają obecnie preferencje kobiet, dla których ideałem okazał się facet o niemalże kobiecym obliczu i ciemnej karnacji. Najwyraźniej piękny jak laleczka Zack Efron zasiadł na tronie, który jeszcze parę dekad temu okupował posępny, śmierdzący łiskaczem i papierosowym dymem, Humphrey Bogart.

Nie bądźmy jednak fatalistami - to nie pierwszy raz, kiedy ni z tego, ni z owego pojawia się moda na zniewieściałych mężczyzn. Skoro przeżyliśmy już epokę żyjących na dworze Króla Słońce wypudrowanych nosicieli obcisłych rajstop i kolonii wszy kryjących się w misternie ufryzowanych perukach, to i przetrwamy wysyp dziewczęcych chłopców o chudych nóżkach.
Zresztą i tak wygląda na to, że katastrofa jest nam pisana niezależnie od tego, jaki typ faceta jest obecnie symbolem seksu.

Biada nam!
Apokaliptyczną wizję męskiej przyszłości zaprezentowała jedna z najbardziej wpływowych
australijskich kobiet nauki - Jenny Graves, profesor pracująca w Szkole Badań Biologicznych na Państwowym Uniwersytecie Australii. Potrzebujecie chromosomu Y, aby być mężczyznami! - tłumaczyła studentom medycyny zebranym na auli podczas oficjalnego wystąpienia w irlandzkiej Królewskiej Szkole Chirurgicznej. - Jeszcze trzysta milionów lat temu chromosom Y zwierał 1400 genów, teraz pozostało ich tylko 45!
Badaczka uważa, że jak tak dalej pójdzie, to my, faceci, będziemy mieli niemały problem. Ale
spokojnie - profesor Graves twierdzi, że ostatecznie wyginiemy dopiero za 5 milionów lat. Zresztą do tego czasu zdarzyć się może wiele rzeczy - włącznie z kosmiczną inwazją agresywnych żaboludów.
Na zjawisko zanikającego chromosomu Y zwrócił też uwagę profesor Bryan Sykes z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Swoją mroczną wersję przyszłości przedstawił w książce pt. „Klątwa Adama”. Autor uważa, że dojdzie do sytuacji, w której jedyną szansą na przetrwanie ludzkości będzie sztuczne zapładnianie kobiet. Wizja profesora Sykesa jest jednak nieco bardziej fatalistyczna - badacz twierdzi, że mężczyźni przetrwają jeszcze przez jakieś 5000 pokoleń, czyli mniej więcej 125 tysięcy lat.

Czy jednak jest się czego bać? Wielu krytyków tych teorii uważa, że natura sobie poradzi. Owszem, ilość chromosomów Y może drastycznie zmaleć - ale zawsze pozostanie to minimum niezbędne do utrzymania nas przy życiu. Ponadto pociesza nas pewien szczur z japońskiej wyspy Okinawa, który, jak się okazało, w procesie ewolucji stracił chromosom Y - prawdopodobnie geny zapisane na nim zostały przeniesione do chromosomu X. Gryzoń dał sobie jednak radę i wyginąć wcale nie zamierza, mimo że nie do końca jeszcze wiadomo co determinuje płeć kolejnych potomków tego sympatycznego zwierzęcia.

Ponadto teorie ginącego mężczyzny zostały już podważone przez genetyków z uniwersytetu w Cambridge. Badacze przyjrzeli się chromosomowi Y uzyskanemu od rezusa - sympatycznego przedstawiciela rodziny makaków. Naukowcy twierdzą, że człowieka i wspomnianą małpkę dzieli całe 25 milionów lat ewolucji. Od tego czasu straciliśmy tylko jeden nieszczęsny gen z 45 obecnych w naszym męskim chromosomie, więc jeśli nawet kiedykolwiek przyjdzie nam stanąć w obliczu samczej zagłady, to na pewno mamy jeszcze naprawdę sporo czasu...

Karma zamiast kwiatów! Nakarm głodne zwierzęta – Kwiaty są piękne, ale szybko zwiędną. Jeśli planujecie ślub, zamiast kwiatów poproście gości o karmę dla podopiecznych Azylu. To będzie podwójnie dobra karma: psiaki się najedzą, a dla młodej pary zapewniamy szczęście i pomyślność do końca życia  Wystarczy odpowiednia adnotacja na zaproszeniach. Po zebraną karmę podjedziemy, zabierzemy oraz wręczymy podziękowanie.Zachęcamy do podzielenia się Waszym szczęściem z naszymi biedakami! Na zachętę słowa Pani Kasi: "Naprawdę satysfakcja gwarantowana z takiej akcji, bo dla zwierzaków warto było przekonać gości, że więcej pożytku będzie z jedzonka niż z usychając kwiatów, czy wina, maskotek itp."Zainteresowanych prosimy o kontakt: fundacja.azyl@interia.pl lub przez Facebooka.Zdjęcia ślubne pochodzą ze ślubu Pani Asi i Pana Filipa, którzy jako pierwsi w odległym 2009 roku przekazali nam karmę zebraną podczas ślub. Reszta zdjęć ze ślubu Pani Kasi.

Fundacja Azyl https://www.facebook.com/FundacjaAzylLodz

Karma zamiast kwiatów! Nakarm głodne zwierzęta

Kwiaty są piękne, ale szybko zwiędną. Jeśli planujecie ślub, zamiast kwiatów poproście gości o karmę dla podopiecznych Azylu. To będzie podwójnie dobra karma: psiaki się najedzą, a dla młodej pary zapewniamy szczęście i pomyślność do końca życia Wystarczy odpowiednia adnotacja na zaproszeniach. Po zebraną karmę podjedziemy, zabierzemy oraz wręczymy podziękowanie.Zachęcamy do podzielenia się Waszym szczęściem z naszymi biedakami! Na zachętę słowa Pani Kasi: "Naprawdę satysfakcja gwarantowana z takiej akcji, bo dla zwierzaków warto było przekonać gości, że więcej pożytku będzie z jedzonka niż z usychając kwiatów, czy wina, maskotek itp."Zainteresowanych prosimy o kontakt: fundacja.azyl@interia.pl lub przez Facebooka.Zdjęcia ślubne pochodzą ze ślubu Pani Asi i Pana Filipa, którzy jako pierwsi w odległym 2009 roku przekazali nam karmę zebraną podczas ślub. Reszta zdjęć ze ślubu Pani Kasi.

Fundacja Azyl https://www.facebook.com/FundacjaAzylLodz

Pięć Treningów Uważności – Trening Pierwszy - poszanowanie życia

Świadom, świadoma cierpienia powodowanego przez niszczenie życia, postanawiam rozwijać współczucie i wnikać w istotę wpół-bycia. Postanawiam uczyć się sposobów chronienia życia ludzi, zwierząt, roślin i całej Ziemi. 

Postanawiam nie zabijać, nie pozwalać innym zabijać, ani nie wspierać żadnego aktu zabijania w świecie swoim myśleniem ani swoim sposobem życia. Rozumiem, że przemoc rodzi się z gniewu, strachu, chciwości, nietolerancji, dogmatyzmu i fanatyzmu, a te z kolei są wynikiem różnicującego i oceniającego sposobu myślenia. Dlatego będę rozwijać otwartość i nieprzywiązywanie się do poglądów, aby przekształcać przemoc i jej źródła we mnie i na świecie.
 

Trening Drugi - prawdziwe szczęście

Świadom, świadoma cierpienia powodowanego przez wyzysk, niesprawiedliwość społeczną i prześladowania, postanawiam praktykować szczodrość w moim sposobie myślenia, mówienia i postępowania. Będę dzielić się swoim czasem, energią i środkami materialnymi z tymi, którzy są w potrzebie. Nie będę kraść ani posiadać niczego, co powinno należeć do innych.

Będę wnikać w istotę bycia aby dostrzec, że szczęście i cierpienie innych jest nierozdzielnie związane z moim własnym szczęściem i cierpieniem; że prawdziwe szczęście nie jest możliwe bez zrozumienia i współczucia. 

Wiem, że mogę żyć szczęśliwie w chwili obecnej bo szczęście zależy od mojego psychicznego nastawienia, a nie od warunków zewnętrznych. 
Postanawiam praktykować właściwy sposób zarobkowania, aby przyczyniać się do zmniejszenia cierpień wszystkich istot i chronienia całej Ziemi.


Trening Trzeci - prawdziwa miłość

Świadom, świadoma cierpienia powodowanego przez brak prawdziwej miłości w relacjach intymnych, postanawiam budować szczęście swoje i innych, kultywując miłującą dobroć, współodczuwanie, radość i świadomość jedności. Wiedząc, że działania seksualne motywowane wyłącznie pożądaniem krzywdzą mnie i innych, postanawiam kultywować odpowiedzialność oraz chronić bezpieczeństwo i nienaruszalność każdej osoby, pary, rodziny i społeczeństwa. Będę robić wszystko, aby chronić dzieci przed nadużyciami seksualnymi.

Zdając sobie sprawę, że ciało i umysł są jednym, postanawiam uczyć się opiekować swoją energią seksualną i nie angażować się w związki seksualne bez prawdziwej miłości i głębokiego, trwałego zaangażowania, zakomunikowanych rodzinie i przyjaciołom.

Wiem, że praktykowanie prawdziwej miłości zapewnia piękno naszej kontynuacji.
 

Trening Czwarty - mowa pełna miłości i głębokie słuchanie

Świadom, świadoma cierpienia powodowanego przez nieuważną mowę i nieumiejętność słuchania, postanawiam rozwijać mowę pełną miłości i słuchanie, pełne zrozumienia i współczucia. Będę w ten sposób przyczyniać się do pojednania i pokoju między ludźmi, grupami religijnymi i etnicznymi oraz narodami. 

Wiedząc, że słowa mogą przynieść zarówno szczęście jak i cierpienie, postanawiam mówić tylko to, co jest prawdziwe, używając słów, które przynoszą wiarę w siebie, wzajemne zrozumienie, radość i nadzieję.

Gdy tylko poczuję gniew – poświęcę mu uwagę, praktykując uważne oddychanie i chodzenie. Rozpoznam w ten sposób jego korzenie, tkwiące w braku zrozumienia cierpienia mojego i drugiej osoby. Będę mówić i słuchać w sposób, który pomoże nam przekształcić cierpienie i zobaczyć drogę wyjścia z trudnej sytuacji.

Taką postawą będę przekształcać gniew, agresję i strach, tkwiące głęboko w mojej świadomości, a wzmacniać umiejętności rozumienia, kochania, cieszenia się i otwierania się na różnorodność świata.
 

Trening Piąty - pokarm i uzdrawianie

Świadom, świadoma cierpienia powodowanego przez nieuważne przyjmowanie pokarmów, postanawiam dbać o zdrowie, zarówno fizyczne jak i psychiczne – moje własne, mojej rodziny i mojego społeczeństwa. Będę dokładnie obserwować sposób przyjmowania Czterech Rodzajów Pokarmów – żywności, doznań zmysłowych, dążeń i świadomości. Postanawiam też nie zagłuszać cierpienia przez zatracanie się w konsumpcji ani nie karmić się tym, co zawiera trucizny: alkoholem, narkotykami, hazardem czy szkodliwymi treściami, zawartymi w książkach, mediach czy rozmowach.

Aby kontaktować się z odświeżającymi, uzdrawiającymi i odżywiającymi elementami we mnie i wokół mnie, będę praktykować powracanie do chwili bieżącej, nie pozwalając na to, aby żale i smutki odciągały mnie ku przeszłości ani obawy, lęki i pragnienia - ku przyszłości. 

Będę kontemplować współ-bycie i przyjmować pokarmy w sposób podtrzymujący pokój, radość i dobrobyt w moim ciele i mojej świadomości oraz w kolektywnym ciele i świadomości mojej rodziny, społeczeństwa i naszej Ziemi.

Pięć Treningów Uważności

Trening Pierwszy - poszanowanie życia

Świadom, świadoma cierpienia powodowanego przez niszczenie życia, postanawiam rozwijać współczucie i wnikać w istotę wpół-bycia. Postanawiam uczyć się sposobów chronienia życia ludzi, zwierząt, roślin i całej Ziemi.

Postanawiam nie zabijać, nie pozwalać innym zabijać, ani nie wspierać żadnego aktu zabijania w świecie swoim myśleniem ani swoim sposobem życia. Rozumiem, że przemoc rodzi się z gniewu, strachu, chciwości, nietolerancji, dogmatyzmu i fanatyzmu, a te z kolei są wynikiem różnicującego i oceniającego sposobu myślenia. Dlatego będę rozwijać otwartość i nieprzywiązywanie się do poglądów, aby przekształcać przemoc i jej źródła we mnie i na świecie.


Trening Drugi - prawdziwe szczęście

Świadom, świadoma cierpienia powodowanego przez wyzysk, niesprawiedliwość społeczną i prześladowania, postanawiam praktykować szczodrość w moim sposobie myślenia, mówienia i postępowania. Będę dzielić się swoim czasem, energią i środkami materialnymi z tymi, którzy są w potrzebie. Nie będę kraść ani posiadać niczego, co powinno należeć do innych.

Będę wnikać w istotę bycia aby dostrzec, że szczęście i cierpienie innych jest nierozdzielnie związane z moim własnym szczęściem i cierpieniem; że prawdziwe szczęście nie jest możliwe bez zrozumienia i współczucia.

Wiem, że mogę żyć szczęśliwie w chwili obecnej bo szczęście zależy od mojego psychicznego nastawienia, a nie od warunków zewnętrznych.
Postanawiam praktykować właściwy sposób zarobkowania, aby przyczyniać się do zmniejszenia cierpień wszystkich istot i chronienia całej Ziemi.


Trening Trzeci - prawdziwa miłość

Świadom, świadoma cierpienia powodowanego przez brak prawdziwej miłości w relacjach intymnych, postanawiam budować szczęście swoje i innych, kultywując miłującą dobroć, współodczuwanie, radość i świadomość jedności. Wiedząc, że działania seksualne motywowane wyłącznie pożądaniem krzywdzą mnie i innych, postanawiam kultywować odpowiedzialność oraz chronić bezpieczeństwo i nienaruszalność każdej osoby, pary, rodziny i społeczeństwa. Będę robić wszystko, aby chronić dzieci przed nadużyciami seksualnymi.

Zdając sobie sprawę, że ciało i umysł są jednym, postanawiam uczyć się opiekować swoją energią seksualną i nie angażować się w związki seksualne bez prawdziwej miłości i głębokiego, trwałego zaangażowania, zakomunikowanych rodzinie i przyjaciołom.

Wiem, że praktykowanie prawdziwej miłości zapewnia piękno naszej kontynuacji.


Trening Czwarty - mowa pełna miłości i głębokie słuchanie

Świadom, świadoma cierpienia powodowanego przez nieuważną mowę i nieumiejętność słuchania, postanawiam rozwijać mowę pełną miłości i słuchanie, pełne zrozumienia i współczucia. Będę w ten sposób przyczyniać się do pojednania i pokoju między ludźmi, grupami religijnymi i etnicznymi oraz narodami.

Wiedząc, że słowa mogą przynieść zarówno szczęście jak i cierpienie, postanawiam mówić tylko to, co jest prawdziwe, używając słów, które przynoszą wiarę w siebie, wzajemne zrozumienie, radość i nadzieję.

Gdy tylko poczuję gniew – poświęcę mu uwagę, praktykując uważne oddychanie i chodzenie. Rozpoznam w ten sposób jego korzenie, tkwiące w braku zrozumienia cierpienia mojego i drugiej osoby. Będę mówić i słuchać w sposób, który pomoże nam przekształcić cierpienie i zobaczyć drogę wyjścia z trudnej sytuacji.

Taką postawą będę przekształcać gniew, agresję i strach, tkwiące głęboko w mojej świadomości, a wzmacniać umiejętności rozumienia, kochania, cieszenia się i otwierania się na różnorodność świata.


Trening Piąty - pokarm i uzdrawianie

Świadom, świadoma cierpienia powodowanego przez nieuważne przyjmowanie pokarmów, postanawiam dbać o zdrowie, zarówno fizyczne jak i psychiczne – moje własne, mojej rodziny i mojego społeczeństwa. Będę dokładnie obserwować sposób przyjmowania Czterech Rodzajów Pokarmów – żywności, doznań zmysłowych, dążeń i świadomości. Postanawiam też nie zagłuszać cierpienia przez zatracanie się w konsumpcji ani nie karmić się tym, co zawiera trucizny: alkoholem, narkotykami, hazardem czy szkodliwymi treściami, zawartymi w książkach, mediach czy rozmowach.

Aby kontaktować się z odświeżającymi, uzdrawiającymi i odżywiającymi elementami we mnie i wokół mnie, będę praktykować powracanie do chwili bieżącej, nie pozwalając na to, aby żale i smutki odciągały mnie ku przeszłości ani obawy, lęki i pragnienia - ku przyszłości.

Będę kontemplować współ-bycie i przyjmować pokarmy w sposób podtrzymujący pokój, radość i dobrobyt w moim ciele i mojej świadomości oraz w kolektywnym ciele i świadomości mojej rodziny, społeczeństwa i naszej Ziemi.


1