Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Szukaj


 

Znalazłem 63 takie materiały
Zimowa pielęgnacja skóry – W okresie jesieni i zimy kiedy temperatury spadają poniżej zera, a mroźny wiatr sprawia, że odczuwalna temperatura jest o wiele niższa od tej, którą wskazuje termometr, nasz organizm jest narażony na wiele czynników negatywnie wpływających na naszą urodę. Jest to czas gdzie według Ajurwedy, dwie dosze, wilgotna i śnieżna Kapha oraz mroźna i wietrzna Vata, łączą się i ze zdwojoną siłą ‘atakują’ nasz organizm. W tym okresie wszelakiego rodzaju infekcje górnych dróg oddechowych (zwiększona kapha) czy problemów ze snem (niezharmonizowana vata) doskwierają nam częściej i trudniej się z nimi uporać

Niskie temperatury wysuszają naszą skórę co nie sprzyja zachowaniu jej pięknego i zdrowego wyglądu. W takim razie w jaki sposób właściwie pielęgnować naszą skórę? Pierwszym o co powinnyśmy wtedy zadbać jest zabezpieczenie skóry przed wysychaniem. Co więcej powinnyśmy zacząć o tym myśleć już na etapie oczyszczania naszej skóry. W obecnych czasach nie doceniamy możliwości własnego ciała. Nasza skóra posiada naturalne właściwości, które są w stanie ochraniać nas przed niesprzyjającymi warunkami środowiska. Mowa tutaj oczywiście o sebum. Jest to tłusta substancja, sprawiająca, że nasza skóra i włosy są nawilżone i wodoodporne. Musimy o tym pamiętać i uwzględnić to w procesie oczyszczania. 

Zimowe oczyszczanie skóry

Aby usunąć zanieczyszczenia z naszej skóry a zarazem nie ściągnąć z niej całego zapasu sebum, powinnyśmy przedsięwziąć zabiegi, które bardzo delikatne usuną brud, kurz, toksyny i martwy naskórek równocześnie regulując, odżywiając i lecząc.  Podczas oczyszczania skóry należy zachować  jej odpowiednie pH, dzięki czemu jest ona w stanie naturalnie i szybciej się odnawiać. Owszem, na rynku są dostępne żele z „neutralnym” pH, problem jednak polega na tym, że każdy z nas ma inny poziom pH skóry i komercyjny środek pH 5,5 może mieć pH za wysokie dla Ciebie. Jest to bardzo istotne, ponieważ jedynie w normalnych warunkach naszej skóry rozpoczyna się optymalna produkcja enzymów, które wspomagają tworzenie lipidów i naprawę bariery skórnej.

Dlatego do oczyszczania skóry z pozostałości po makijażu przede wszystkim zrezygnujmy ze środków,  które zawierają jakikolwiek alkohol, ponieważ ten bardzo wysusza naszą skórę, zwłaszcza w okolicy oczu. W zamian użyj olejku który bez problemu poradzi sobie z makijażem, zanieczyszczeniami oraz nadmiarem sebum, a równocześnie odżywi naszą skórę pozostawiając ją nawilżoną.
Nagietkowo – lawendowy olejek do demakijażu

Jeśli masz suchą skórę, do demakijażu użyj oleju sezamowego (do bardzo suchej skóry) lub oliwy z oliwek. Do skóry wrażliwej i tłustej odpowiedni będzie olej słonecznikowy.

Na 250ml potrzebujesz 1/2 szklankę suszonych płatków nagietka (do kupienia w sklepie zielarskim). Następnie przystępujemy do macerowania nagietka. Suszone kwiaty nagietka wsyp do słoika dodaj olej sezamowy lub oliwę z oliwek i wszystko dobrze wymieszaj. Umieść słoik w kąpieli wodnej, pilnując, aby woda nie wygotowała się ani nie dostała do środka. Podgrzewaj wszystko przez 4 godziny, utrzymując temperaturę nie wyższą niż 70°C. Ściągnij z ognia i pozostaw do ostygnięcia na 12 godzin, następnie przecedź. Następnie na 250 ml przecedzonego maceratu potrzebujesz  1 łyżeczkę olejku lawendowego, którego użyjemy aby odbudować wysuszoną skórę. Natomiast jeśli masz popękane naczynka do olejku lawendowego możesz dodać również olejku z drzewa różanego (w proporcji 1:1).

UŻYCIE:

Nałóż niewielką ilość oleju na opuszki palców i delikatnie wmasuj w skórę, a następnie za pomocą bawełnianego wacika lub też miękkiej szmatki delikatnie ściągnij brudny olej.
Ziołowe oczyszczanie, które nawilży naszą skórę.

Pasty do oczyszczania skóry twarzy są jedną z najbardziej tradycyjnych form jej pielęgnacji znanych w Ajurwedzie. Takie mieszanki poprawiają ukrwienie skóry, łagodzą podrażnienia, a równocześnie oczyszczają naszą twarz.

Wymieszaj ze sobą w równych częściach korzeń żywokostu i echinacei, kwiaty rumianku, czarnego bzu i nagietka lekarskiego oraz mąkę z ciecierzycy lub ziarna soczewicy. Wszystkie zioła zmiel w młynku do kawy, następnie wymieszaj z mąką i przechowuj w szczelnie zamkniętym pojemniku. Osoby, którym doskwiera wysuszona skóra zimą, powinny tą mieszankę wymieszać z  żelem z aloesu lub mlekiem. Pamiętając że na 1 łyżeczkę mieszanki używamy 1/2  łyżeczki płynu, tak aby otrzymać gęstą pastę. Do pasty można dodać 1 kropelkę olejku lawendowego w momencie przygotowywania pasty.

Gotową pastę nałóż opuszkami palców i delikatnie rozprowadź po twarzy (tak jak peeling), stosując okrężne ruchy, następnie usuń pastę przemywając twarz letnią wodą.

Zadbaj o odpowiednie nawilżenie dopasowując krem do aktualnej pogody za oknem

Za szybsze starzenie się skóry w głównej mierze odpowiedzialne jest jej nieodpowiednie nawilżenie, dlatego nie zapominajmy o tym zwłaszcza zimą. W całym procesie nawilżania istotne jest aby wybierać produkty, które nie zatykają porów skóry, to ważne, ponieważ dzięki temu gospodarka skóry nie jest rozregulowywana. Ponadto zimą bardzo często zapominamy o tym, aby odpowiednio zabezpieczyć skórę wokół oczu, jest to bardzo duże uchybienie zwłaszcza, że znajdująca się tam skóra jest niezwykle delikatna i podatna na wszelakie niesprzyjające czynniki. Należy o tym pamiętać podczas nakładania kremu nawilżającego, szczególnie, że w naszej strefie klimatycznej mamy bardzo często kontakt z niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi takimi jak mróz czy silny wiatr. Dodatkowo pamiętajmy, że im zimniej na zewnątrz tym krem, który będziemy używać powinien być „cięższy”. W czasie łagodniejszej pogody świetnie sprawdzą się zwykłe naturalne oliwki zaś w okresie większych mrozów kremy.

 
Nawilżająca i odżywcza oliwka do całego ciała i twarzy 

Potrzebujesz:

1/2 szklanki kwiatu nagietka lekarskiego (do kupienia w sklepie zielarskim)

1/4 szklanki oleju sezamowego (ma działanie rozgrzewające nasze ciało)

3/4 szklanki oliwy z oliwek

1 łyżeczkę olejku z drzewa sandałowego (do kupienia w sklepie zielarskim)

Suszone kwiaty nagietka wsyp do słoika dodaj olej sezamowy oraz oliwę z oliwek i wszystko dobrze wymieszaj. Umieść słoik w kąpieli wodnej, pilnując, aby woda nie wygotowała się ani nie dostała do środka. Podgrzewaj wszystko przez 4 godziny, utrzymując temperaturę nie wyższą niż 70°C. Ściągnij z ognia i pozostaw do ostygnięcia na 12 godzin, następnie przecedź. Warto zrobić większą ilość ziołowego maceratu, dla potrzeb przyszłych kremów.

Dodaj olejek z drzewa sandałowego, wszystko dobrze wymieszaj i przelej do butelki. Taki macerat może być przechowywany w szczelnym słoiku w ciemnym miejscu nawet do roku czasu.
Krem na zimowe mrozy

Odżywczy i ciężki krem jest jak zimowy płaszcz, który ochrania nasze ciało przed chłodem i innymi niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi, co więcej można go łatwo sporządzić w zaciszu własnej kuchni.

Potrzebujesz:

4 części maceratu z kwiatu nagietka z przepisu powyżej

1 część wosku pszczelego (do kupienia w sklepie zielarskim lub pszczelarskim)

1/2 łyżeczki olejku lawendowego

1/2 łyżeczki olejku geraniowego


Umieść macerat w kąpieli wodnej i dodaj do niego wosk pszczeli. Podgrzewaj do momentu roztopienia się wosku. Pamiętaj, aby naczynie z olejem i woskiem nie stało bezpośrednio na dnie garnka (można użyć małej szmatki), aby do jego środka nie dostała się woda, ale i żeby woda nie wyparowała. Kiedy wosk się rozpuści, przelej mieszaninę do sterylnego pojemniczka na krem, dodaj olejki eteryczne, szybko wymieszaj zawartość za pomocą wykałaczki i szczelnie zamknij.

Nawilżająca dieta

 Nawilżanie to nie tylko kremy i olejki, ale i nasza dieta, dlatego zimą zadbajmy o  to aby konsumować produkty bogate w przeciwutleniacze takie jak witamina A, C oraz E. Zimą ważne jest, aby w naszej diecie znalazły się niezbędne kwasy tłuszczowe, które właściwie odżywią naszą skórę. Nie bez powodu w naszej kulturze, w okresie zimy często je się potrawy jednogarnkowe czy też zupy. Tłuszcz jest nam niezbędny do odpowiedniego funkcjonowania, również dla osób będących na diecie odchudzającej, dlatego nie zapominajmy o tym komponując swoje posiłki. Wystarczy do pożywnej owsianki dodać kilka orzechów czy też kilka łyżeczek masła klarowanego. Unikajmy natomiast napojów, które wysuszają nasz organizm takich choćby jak kawa czy alkohol. Również potrawy suche z natury takie jak sałatki, grzanki czy chrupki ryżowe są niewskazane gdyż potęgują vatę.

Woda! Odpowiednie nawilżenie skóry, to przede wszystkim właściwie nawodnienie organizmu. Właśnie dlatego nie zapominajmy o niej! Woda pita rano, na czczo, powinna być mocno ciepła – ogrzeje nasz organizm i rozbudzi do życia. W ciągu dnia powinnyśmy wypijać ok 1,5 litra wody.

Zimowa pielęgnacja skóry

W okresie jesieni i zimy kiedy temperatury spadają poniżej zera, a mroźny wiatr sprawia, że odczuwalna temperatura jest o wiele niższa od tej, którą wskazuje termometr, nasz organizm jest narażony na wiele czynników negatywnie wpływających na naszą urodę. Jest to czas gdzie według Ajurwedy, dwie dosze, wilgotna i śnieżna Kapha oraz mroźna i wietrzna Vata, łączą się i ze zdwojoną siłą ‘atakują’ nasz organizm. W tym okresie wszelakiego rodzaju infekcje górnych dróg oddechowych (zwiększona kapha) czy problemów ze snem (niezharmonizowana vata) doskwierają nam częściej i trudniej się z nimi uporać

Niskie temperatury wysuszają naszą skórę co nie sprzyja zachowaniu jej pięknego i zdrowego wyglądu. W takim razie w jaki sposób właściwie pielęgnować naszą skórę? Pierwszym o co powinnyśmy wtedy zadbać jest zabezpieczenie skóry przed wysychaniem. Co więcej powinnyśmy zacząć o tym myśleć już na etapie oczyszczania naszej skóry. W obecnych czasach nie doceniamy możliwości własnego ciała. Nasza skóra posiada naturalne właściwości, które są w stanie ochraniać nas przed niesprzyjającymi warunkami środowiska. Mowa tutaj oczywiście o sebum. Jest to tłusta substancja, sprawiająca, że nasza skóra i włosy są nawilżone i wodoodporne. Musimy o tym pamiętać i uwzględnić to w procesie oczyszczania.

Zimowe oczyszczanie skóry

Aby usunąć zanieczyszczenia z naszej skóry a zarazem nie ściągnąć z niej całego zapasu sebum, powinnyśmy przedsięwziąć zabiegi, które bardzo delikatne usuną brud, kurz, toksyny i martwy naskórek równocześnie regulując, odżywiając i lecząc. Podczas oczyszczania skóry należy zachować jej odpowiednie pH, dzięki czemu jest ona w stanie naturalnie i szybciej się odnawiać. Owszem, na rynku są dostępne żele z „neutralnym” pH, problem jednak polega na tym, że każdy z nas ma inny poziom pH skóry i komercyjny środek pH 5,5 może mieć pH za wysokie dla Ciebie. Jest to bardzo istotne, ponieważ jedynie w normalnych warunkach naszej skóry rozpoczyna się optymalna produkcja enzymów, które wspomagają tworzenie lipidów i naprawę bariery skórnej.

Dlatego do oczyszczania skóry z pozostałości po makijażu przede wszystkim zrezygnujmy ze środków, które zawierają jakikolwiek alkohol, ponieważ ten bardzo wysusza naszą skórę, zwłaszcza w okolicy oczu. W zamian użyj olejku który bez problemu poradzi sobie z makijażem, zanieczyszczeniami oraz nadmiarem sebum, a równocześnie odżywi naszą skórę pozostawiając ją nawilżoną.
Nagietkowo – lawendowy olejek do demakijażu

Jeśli masz suchą skórę, do demakijażu użyj oleju sezamowego (do bardzo suchej skóry) lub oliwy z oliwek. Do skóry wrażliwej i tłustej odpowiedni będzie olej słonecznikowy.

Na 250ml potrzebujesz 1/2 szklankę suszonych płatków nagietka (do kupienia w sklepie zielarskim). Następnie przystępujemy do macerowania nagietka. Suszone kwiaty nagietka wsyp do słoika dodaj olej sezamowy lub oliwę z oliwek i wszystko dobrze wymieszaj. Umieść słoik w kąpieli wodnej, pilnując, aby woda nie wygotowała się ani nie dostała do środka. Podgrzewaj wszystko przez 4 godziny, utrzymując temperaturę nie wyższą niż 70°C. Ściągnij z ognia i pozostaw do ostygnięcia na 12 godzin, następnie przecedź. Następnie na 250 ml przecedzonego maceratu potrzebujesz 1 łyżeczkę olejku lawendowego, którego użyjemy aby odbudować wysuszoną skórę. Natomiast jeśli masz popękane naczynka do olejku lawendowego możesz dodać również olejku z drzewa różanego (w proporcji 1:1).

UŻYCIE:

Nałóż niewielką ilość oleju na opuszki palców i delikatnie wmasuj w skórę, a następnie za pomocą bawełnianego wacika lub też miękkiej szmatki delikatnie ściągnij brudny olej.
Ziołowe oczyszczanie, które nawilży naszą skórę.

Pasty do oczyszczania skóry twarzy są jedną z najbardziej tradycyjnych form jej pielęgnacji znanych w Ajurwedzie. Takie mieszanki poprawiają ukrwienie skóry, łagodzą podrażnienia, a równocześnie oczyszczają naszą twarz.

Wymieszaj ze sobą w równych częściach korzeń żywokostu i echinacei, kwiaty rumianku, czarnego bzu i nagietka lekarskiego oraz mąkę z ciecierzycy lub ziarna soczewicy. Wszystkie zioła zmiel w młynku do kawy, następnie wymieszaj z mąką i przechowuj w szczelnie zamkniętym pojemniku. Osoby, którym doskwiera wysuszona skóra zimą, powinny tą mieszankę wymieszać z żelem z aloesu lub mlekiem. Pamiętając że na 1 łyżeczkę mieszanki używamy 1/2 łyżeczki płynu, tak aby otrzymać gęstą pastę. Do pasty można dodać 1 kropelkę olejku lawendowego w momencie przygotowywania pasty.

Gotową pastę nałóż opuszkami palców i delikatnie rozprowadź po twarzy (tak jak peeling), stosując okrężne ruchy, następnie usuń pastę przemywając twarz letnią wodą.

Zadbaj o odpowiednie nawilżenie dopasowując krem do aktualnej pogody za oknem

Za szybsze starzenie się skóry w głównej mierze odpowiedzialne jest jej nieodpowiednie nawilżenie, dlatego nie zapominajmy o tym zwłaszcza zimą. W całym procesie nawilżania istotne jest aby wybierać produkty, które nie zatykają porów skóry, to ważne, ponieważ dzięki temu gospodarka skóry nie jest rozregulowywana. Ponadto zimą bardzo często zapominamy o tym, aby odpowiednio zabezpieczyć skórę wokół oczu, jest to bardzo duże uchybienie zwłaszcza, że znajdująca się tam skóra jest niezwykle delikatna i podatna na wszelakie niesprzyjające czynniki. Należy o tym pamiętać podczas nakładania kremu nawilżającego, szczególnie, że w naszej strefie klimatycznej mamy bardzo często kontakt z niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi takimi jak mróz czy silny wiatr. Dodatkowo pamiętajmy, że im zimniej na zewnątrz tym krem, który będziemy używać powinien być „cięższy”. W czasie łagodniejszej pogody świetnie sprawdzą się zwykłe naturalne oliwki zaś w okresie większych mrozów kremy.


Nawilżająca i odżywcza oliwka do całego ciała i twarzy

Potrzebujesz:

1/2 szklanki kwiatu nagietka lekarskiego (do kupienia w sklepie zielarskim)

1/4 szklanki oleju sezamowego (ma działanie rozgrzewające nasze ciało)

3/4 szklanki oliwy z oliwek

1 łyżeczkę olejku z drzewa sandałowego (do kupienia w sklepie zielarskim)

Suszone kwiaty nagietka wsyp do słoika dodaj olej sezamowy oraz oliwę z oliwek i wszystko dobrze wymieszaj. Umieść słoik w kąpieli wodnej, pilnując, aby woda nie wygotowała się ani nie dostała do środka. Podgrzewaj wszystko przez 4 godziny, utrzymując temperaturę nie wyższą niż 70°C. Ściągnij z ognia i pozostaw do ostygnięcia na 12 godzin, następnie przecedź. Warto zrobić większą ilość ziołowego maceratu, dla potrzeb przyszłych kremów.

Dodaj olejek z drzewa sandałowego, wszystko dobrze wymieszaj i przelej do butelki. Taki macerat może być przechowywany w szczelnym słoiku w ciemnym miejscu nawet do roku czasu.
Krem na zimowe mrozy

Odżywczy i ciężki krem jest jak zimowy płaszcz, który ochrania nasze ciało przed chłodem i innymi niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi, co więcej można go łatwo sporządzić w zaciszu własnej kuchni.

Potrzebujesz:

4 części maceratu z kwiatu nagietka z przepisu powyżej

1 część wosku pszczelego (do kupienia w sklepie zielarskim lub pszczelarskim)

1/2 łyżeczki olejku lawendowego

1/2 łyżeczki olejku geraniowego


Umieść macerat w kąpieli wodnej i dodaj do niego wosk pszczeli. Podgrzewaj do momentu roztopienia się wosku. Pamiętaj, aby naczynie z olejem i woskiem nie stało bezpośrednio na dnie garnka (można użyć małej szmatki), aby do jego środka nie dostała się woda, ale i żeby woda nie wyparowała. Kiedy wosk się rozpuści, przelej mieszaninę do sterylnego pojemniczka na krem, dodaj olejki eteryczne, szybko wymieszaj zawartość za pomocą wykałaczki i szczelnie zamknij.

Nawilżająca dieta

Nawilżanie to nie tylko kremy i olejki, ale i nasza dieta, dlatego zimą zadbajmy o to aby konsumować produkty bogate w przeciwutleniacze takie jak witamina A, C oraz E. Zimą ważne jest, aby w naszej diecie znalazły się niezbędne kwasy tłuszczowe, które właściwie odżywią naszą skórę. Nie bez powodu w naszej kulturze, w okresie zimy często je się potrawy jednogarnkowe czy też zupy. Tłuszcz jest nam niezbędny do odpowiedniego funkcjonowania, również dla osób będących na diecie odchudzającej, dlatego nie zapominajmy o tym komponując swoje posiłki. Wystarczy do pożywnej owsianki dodać kilka orzechów czy też kilka łyżeczek masła klarowanego. Unikajmy natomiast napojów, które wysuszają nasz organizm takich choćby jak kawa czy alkohol. Również potrawy suche z natury takie jak sałatki, grzanki czy chrupki ryżowe są niewskazane gdyż potęgują vatę.

Woda! Odpowiednie nawilżenie skóry, to przede wszystkim właściwie nawodnienie organizmu. Właśnie dlatego nie zapominajmy o niej! Woda pita rano, na czczo, powinna być mocno ciepła – ogrzeje nasz organizm i rozbudzi do życia. W ciągu dnia powinnyśmy wypijać ok 1,5 litra wody.

5 mało znanych i zaskakujących zastosowań dla konopi – W 1937 roku powstał artykuł, w którym wymieniono ponad 25 tysięcy potencjalnych zastosowań konopi. Minęło ponad 70 lat i z planowanych zastosowań najgłośniej mówi się o jednym. Ani nie najbardziej praktycznym, ani nie szczególnie innowacyjnym. A co zrobić z tą gigantyczną ilością konopi, której zawartość THC pozostaje poniżej "oczekiwanego progu atrakcyjności"?

#1. Tkaniny antybakteryjne

Standard w wielu szpitalach jest taki, że człowiek kładzie się z jedną chorobą (i nadzieją na wyleczenie), a wychodzi z trzema innymi chorobami, zakażeniem i pasożytem. By chociaż ograniczyć to ryzyko, EnviroTextile – firma z Kolorado – postanowiła wykorzystać właśnie konopie. To z konopi, zamiast dotychczasowych bawełny i poliestru, mają być produkowane między innymi szpitalne pościele. Substancje zawarte we włóknach konopi mają właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybiczne, skuteczne między innymi w zwalczaniu gronkowca, istnej zmory szpitali całego świata.

#2. Ocieplanie domów

Dom z konopi – wydawałoby się, że taka atrakcja możliwa jest tylko na słonecznej Jamajce. A jednak pierwszy dom, do którego budowy wykorzystano konopie, powstał w Asheville, niewielkim mieście w Północnej Karolinie w Stanach Zjednoczonych. Konopie posłużyły tu do ocieplenia, jako alternatywa dla tradycyjnie stosowanej wełny mineralnej. Konopie okazały się bardziej odporne na warunki atmosferyczne, a także w rozrachunku bardziej ekologiczne.

#3. Beton z konopi

Woda, wapno i... konopie. Wbrew pozorom to nie śniadanie domorosłego kulturysty, a przepis na... beton. Bloki wykonane z betonu na bazie konopi mogą mieć szereg zastosowań w budownictwie. Są ponoć łatwiejsze w obróbce, lepiej utrzymują ciepło i regulują wilgotność. Nie wymagają również wykonywania przerw dylatacyjnych. Na dodatek są w stanie pochłonąć więcej gazów cieplarnianych, niż powstaje przy ich produkcji, co nie jest bez znaczenia dla środowiska.

#4. Samochody z konopi

W większości wypadków, kiedy rośliny łączy się z motoryzacją, chodzi zwykle o to, jak i z czego zrobić olej, który dałoby się spalić w silniku. Ewentualnie o to, po jakich roślinach nie powinno się siadać za kierownicę. Tymczasem włókna konopne mogą stanowić przyszłość wyścigów samochodowych. Wszystko dlatego, że są nie mniej wytrzymałe niż włókno szklane, a przy tym znacząco od niego lżejsze. Zastosowanie włókien konopnych pozwoliło ponoć zredukować masę drzwi nowego BMW i3 o 10%, ale materiały bazujące na konopiach stosują też Audi, Ford, Chrysler, Mercedes, Lotus, Honda czy marki General Motors.

#5. Nanomateriały

Nanomateriały, czyli – wedle Wikipedii – takie "materiały, w których występują regularne struktury na poziomie molekularnym". Aha... W każdym razie do tej pory za najbardziej nano spośród nanomateriałów uważany był grafen. Najcieńszy, najmocniejszy i najlżejszy zarazem materiał, jaki kiedykolwiek uzyskano. Tymczasem chemicy z Uniwersytetu w Albercie wzięli trochę konopi (interpretujcie jak chcecie), po czym wyprodukowali materiał właściwie taki sam jak grafen, tylko znacznie tańszy. Jak się chce... to można!

5 mało znanych i zaskakujących zastosowań dla konopi

W 1937 roku powstał artykuł, w którym wymieniono ponad 25 tysięcy potencjalnych zastosowań konopi. Minęło ponad 70 lat i z planowanych zastosowań najgłośniej mówi się o jednym. Ani nie najbardziej praktycznym, ani nie szczególnie innowacyjnym. A co zrobić z tą gigantyczną ilością konopi, której zawartość THC pozostaje poniżej "oczekiwanego progu atrakcyjności"?

#1. Tkaniny antybakteryjne

Standard w wielu szpitalach jest taki, że człowiek kładzie się z jedną chorobą (i nadzieją na wyleczenie), a wychodzi z trzema innymi chorobami, zakażeniem i pasożytem. By chociaż ograniczyć to ryzyko, EnviroTextile – firma z Kolorado – postanowiła wykorzystać właśnie konopie. To z konopi, zamiast dotychczasowych bawełny i poliestru, mają być produkowane między innymi szpitalne pościele. Substancje zawarte we włóknach konopi mają właściwości antybakteryjne i przeciwgrzybiczne, skuteczne między innymi w zwalczaniu gronkowca, istnej zmory szpitali całego świata.

#2. Ocieplanie domów

Dom z konopi – wydawałoby się, że taka atrakcja możliwa jest tylko na słonecznej Jamajce. A jednak pierwszy dom, do którego budowy wykorzystano konopie, powstał w Asheville, niewielkim mieście w Północnej Karolinie w Stanach Zjednoczonych. Konopie posłużyły tu do ocieplenia, jako alternatywa dla tradycyjnie stosowanej wełny mineralnej. Konopie okazały się bardziej odporne na warunki atmosferyczne, a także w rozrachunku bardziej ekologiczne.

#3. Beton z konopi

Woda, wapno i... konopie. Wbrew pozorom to nie śniadanie domorosłego kulturysty, a przepis na... beton. Bloki wykonane z betonu na bazie konopi mogą mieć szereg zastosowań w budownictwie. Są ponoć łatwiejsze w obróbce, lepiej utrzymują ciepło i regulują wilgotność. Nie wymagają również wykonywania przerw dylatacyjnych. Na dodatek są w stanie pochłonąć więcej gazów cieplarnianych, niż powstaje przy ich produkcji, co nie jest bez znaczenia dla środowiska.

#4. Samochody z konopi

W większości wypadków, kiedy rośliny łączy się z motoryzacją, chodzi zwykle o to, jak i z czego zrobić olej, który dałoby się spalić w silniku. Ewentualnie o to, po jakich roślinach nie powinno się siadać za kierownicę. Tymczasem włókna konopne mogą stanowić przyszłość wyścigów samochodowych. Wszystko dlatego, że są nie mniej wytrzymałe niż włókno szklane, a przy tym znacząco od niego lżejsze. Zastosowanie włókien konopnych pozwoliło ponoć zredukować masę drzwi nowego BMW i3 o 10%, ale materiały bazujące na konopiach stosują też Audi, Ford, Chrysler, Mercedes, Lotus, Honda czy marki General Motors.

#5. Nanomateriały

Nanomateriały, czyli – wedle Wikipedii – takie "materiały, w których występują regularne struktury na poziomie molekularnym". Aha... W każdym razie do tej pory za najbardziej nano spośród nanomateriałów uważany był grafen. Najcieńszy, najmocniejszy i najlżejszy zarazem materiał, jaki kiedykolwiek uzyskano. Tymczasem chemicy z Uniwersytetu w Albercie wzięli trochę konopi (interpretujcie jak chcecie), po czym wyprodukowali materiał właściwie taki sam jak grafen, tylko znacznie tańszy. Jak się chce... to można!

Przebiałczeni. Polacy przesadzają z białkiem – U dziecka powoduje podwyższenie poziomu insuliny i zwiększa ryzyko otyłości. U dorosłego sprzyja osteoporozie i zwiększa ryzyko powstawania kamieni nerkowych. Za dużo białka jedzą często nawet wegetarianie. To kolejny z wielu żywieniowych grzechów Polaków.

Nie jemy śniadań, omijamy obiady, za to przesadzamy ze słodkimi przekąskami i kolacjami. Jemy mnóstwo cukru i fast foodów. Z warzywami widujemy się tylko na obiadach u rodziny. Lista grzechów żywieniowych Polaków jest bardzo długa. Eksperci od spraw żywienia dorzucają do niej jeszcze jeden: jemy za dużo białka.  

600 procent normy
O przebiałczonych dzieciach napisały w najnowszym numerze "Polityki" Joanna Podgórska i Anna Jośko. Powołując się na badania, nad którymi patronat objęły Centrum Zdrowia Dziecka oraz Instytut Matki i Dziecka, przytoczyły zastraszające liczby:  

Dzieci na diecie tradycyjnej mają przekroczone spożycie białka o 600 proc., dzieci na diecie wegetariańskiej – 400 proc, a dzieci wegańskie – o 200 proc

– Do tej pory nie było wiarygodnych badań dotyczących żywienia dzieci. Chcieliśmy sprawdzić, czy mity o tragicznej diecie są prawdziwe. W badaniu brała udział reprezentatywna próba rodzin. Polegało ono na tym, że rodzice prowadzili dzienniczki, w których zapisywali, co przez całą dobę jadło ich dziecko – mówi naTemat Marta Szulc z fundacji Nutrica, która zleciła badania. – Prace prowadziły dwa zespoły ekspertów i oba doszły do takich samych wniosków: jest tragicznie.

Główne problemy polskich dzieci to ogromne ilości spożywanego cukru i soli. To samo badanie pokazało również, że z nadmiernym spożyciem białka ma problem 93 proc. maluchów do 12 miesiąca życia.

Iza Czajka, fizjolog żywienia, nie jest przekonana, czy takie wyniki są możliwe. Ale, w rozmowie z naTemat przyznaje, że polskie dzieci są zdecydowanie gorzej rozwinięte niż ich rówieśnicy sprzed 50 lat. – Takie badania przeprowadzono na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Nastolatki osiągały zdecydowanie gorsze wyniki w rzucie piłką lekarską, biegach. Są mniej skoczne, mniej sprawne niż pół wieku temu – mówi.

Na sumieniu rodziców
Jak mówi Marta Szulc, po tym, jak opublikowano wyniki badań, normy spożycia białka zostały podniesione. Mimo to eksperci Instytutu Żywności i Żywienia w najnowszej edycji norm żywieniowych przed białkiem ostrzegają. "U małych dzieci obserwowany jest pewien paradoks. Zawartość białka w mleku kobiecym wynosi około 1g/100 ml, a dzienne spożycie białka przez dziecko karmione piersią szacowane jest na 1g / kg masy ciała / dzień. Z chwilą wprowadzenia innych produktów do żywienia dziecka, spożycie białka wzrasta do 3g / kg m.c./ d. i więcej, mimo że w normach zmniejszone jest zapotrzebowanie na ten składnik".

Co z tego wynika? Jak przekonują eksperci z IŻŻ, nadmierne spożycie białka powoduje spustoszenie w organizmach dzieci. Podnosi poziom insuliny i insulinopodobnego czynnika IGF-1 oraz zwiększa ryzyko rozwoju otyłości.

– Bezsprzeczne jest, że dzieci jedzą na przykład za dużo mięsa. To konsekwencja tego, że rodzice bardzo szybko przestawiają je na dietę rodzinnego stołu, czyli dzieci de facto jedzą to, co dorośli. A i oni mają dużo na sumieniu – mowi Marta Szulc.

Skutki widać po Dukanowcach
Według raportu IŻŻ przeciętny dorosły także je za dużo białka. Od 1,5 do 2 razy. Nic dziwnego – norma dla dorosłego, nie uprawiającego wyczynowo sportu człowieka to średnio 0,83 g białka na kilogram masy ciała. Przy wadze 70 kg może więc zjeść 58,1 g. To tyle, co w ćwiartce z kurczaka, 330 g golonki bawarskiej, czy 200g wątróbki (dane za serwisem ilewazy.pl). Wystarczy więc zjeść tradycyjny, mięsny obiad, wcześniej kanapki z żółtym serem, a później – z wędliną, by w tej normie się nie zmieścić.

Ze skutkami za dużej ilości białka w organizmie zmagają się ci, którzy postanowili odchudzać się na wysokobiałkowej diecie Dukana. Przez wiele osób była uważana za cudowną, bo dawała szybkie efekty – można było zrzucić dzięki niej kilkadziesiąt kilogramów w kilka miesięcy.

Katarzyna Pryzmont, dietetyk z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego jakiś czas temu tak mówiła mi o konsekwencjach jej stosowania: "Na oddział trafiały osoby tak zakwaszone, że trzeba było paru dni, by doszły do siebie. Trafiali do mnie ludzie z 40-stopniową gorączką, wycieńczeni, wyniszczeni. Inni mówili, że czują kwaśność w ustach, bóle głowy, totalnie nie wiedzą, co się dzieje".

Także ci, którzy na diecie nie są, mogą konfrontować się ze skutkami zbyt dużej ilości spożywanego białka. Jak napisali w raporcie eksperci IŻŻ: "Spożywaniu dużych ilości białka może towarzyszyć hiperkalciuria sprzyjająca osteoporozie, a także kwasica oraz zwiększone ryzyko powstawania kamieni nerkowych zbudowanych ze szczawianu wapnia".

Remedium? Jak zwykle proste, powtarzane od lat przez wszystkich dietetyków: mniejsze porcje, więcej warzyw.

Przebiałczeni. Polacy przesadzają z białkiem

U dziecka powoduje podwyższenie poziomu insuliny i zwiększa ryzyko otyłości. U dorosłego sprzyja osteoporozie i zwiększa ryzyko powstawania kamieni nerkowych. Za dużo białka jedzą często nawet wegetarianie. To kolejny z wielu żywieniowych grzechów Polaków.

Nie jemy śniadań, omijamy obiady, za to przesadzamy ze słodkimi przekąskami i kolacjami. Jemy mnóstwo cukru i fast foodów. Z warzywami widujemy się tylko na obiadach u rodziny. Lista grzechów żywieniowych Polaków jest bardzo długa. Eksperci od spraw żywienia dorzucają do niej jeszcze jeden: jemy za dużo białka.

600 procent normy
O przebiałczonych dzieciach napisały w najnowszym numerze "Polityki" Joanna Podgórska i Anna Jośko. Powołując się na badania, nad którymi patronat objęły Centrum Zdrowia Dziecka oraz Instytut Matki i Dziecka, przytoczyły zastraszające liczby:

Dzieci na diecie tradycyjnej mają przekroczone spożycie białka o 600 proc., dzieci na diecie wegetariańskiej – 400 proc, a dzieci wegańskie – o 200 proc

– Do tej pory nie było wiarygodnych badań dotyczących żywienia dzieci. Chcieliśmy sprawdzić, czy mity o tragicznej diecie są prawdziwe. W badaniu brała udział reprezentatywna próba rodzin. Polegało ono na tym, że rodzice prowadzili dzienniczki, w których zapisywali, co przez całą dobę jadło ich dziecko – mówi naTemat Marta Szulc z fundacji Nutrica, która zleciła badania. – Prace prowadziły dwa zespoły ekspertów i oba doszły do takich samych wniosków: jest tragicznie.

Główne problemy polskich dzieci to ogromne ilości spożywanego cukru i soli. To samo badanie pokazało również, że z nadmiernym spożyciem białka ma problem 93 proc. maluchów do 12 miesiąca życia.

Iza Czajka, fizjolog żywienia, nie jest przekonana, czy takie wyniki są możliwe. Ale, w rozmowie z naTemat przyznaje, że polskie dzieci są zdecydowanie gorzej rozwinięte niż ich rówieśnicy sprzed 50 lat. – Takie badania przeprowadzono na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Nastolatki osiągały zdecydowanie gorsze wyniki w rzucie piłką lekarską, biegach. Są mniej skoczne, mniej sprawne niż pół wieku temu – mówi.

Na sumieniu rodziców
Jak mówi Marta Szulc, po tym, jak opublikowano wyniki badań, normy spożycia białka zostały podniesione. Mimo to eksperci Instytutu Żywności i Żywienia w najnowszej edycji norm żywieniowych przed białkiem ostrzegają. "U małych dzieci obserwowany jest pewien paradoks. Zawartość białka w mleku kobiecym wynosi około 1g/100 ml, a dzienne spożycie białka przez dziecko karmione piersią szacowane jest na 1g / kg masy ciała / dzień. Z chwilą wprowadzenia innych produktów do żywienia dziecka, spożycie białka wzrasta do 3g / kg m.c./ d. i więcej, mimo że w normach zmniejszone jest zapotrzebowanie na ten składnik".

Co z tego wynika? Jak przekonują eksperci z IŻŻ, nadmierne spożycie białka powoduje spustoszenie w organizmach dzieci. Podnosi poziom insuliny i insulinopodobnego czynnika IGF-1 oraz zwiększa ryzyko rozwoju otyłości.

– Bezsprzeczne jest, że dzieci jedzą na przykład za dużo mięsa. To konsekwencja tego, że rodzice bardzo szybko przestawiają je na dietę rodzinnego stołu, czyli dzieci de facto jedzą to, co dorośli. A i oni mają dużo na sumieniu – mowi Marta Szulc.

Skutki widać po Dukanowcach
Według raportu IŻŻ przeciętny dorosły także je za dużo białka. Od 1,5 do 2 razy. Nic dziwnego – norma dla dorosłego, nie uprawiającego wyczynowo sportu człowieka to średnio 0,83 g białka na kilogram masy ciała. Przy wadze 70 kg może więc zjeść 58,1 g. To tyle, co w ćwiartce z kurczaka, 330 g golonki bawarskiej, czy 200g wątróbki (dane za serwisem ilewazy.pl). Wystarczy więc zjeść tradycyjny, mięsny obiad, wcześniej kanapki z żółtym serem, a później – z wędliną, by w tej normie się nie zmieścić.

Ze skutkami za dużej ilości białka w organizmie zmagają się ci, którzy postanowili odchudzać się na wysokobiałkowej diecie Dukana. Przez wiele osób była uważana za cudowną, bo dawała szybkie efekty – można było zrzucić dzięki niej kilkadziesiąt kilogramów w kilka miesięcy.

Katarzyna Pryzmont, dietetyk z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego jakiś czas temu tak mówiła mi o konsekwencjach jej stosowania: "Na oddział trafiały osoby tak zakwaszone, że trzeba było paru dni, by doszły do siebie. Trafiali do mnie ludzie z 40-stopniową gorączką, wycieńczeni, wyniszczeni. Inni mówili, że czują kwaśność w ustach, bóle głowy, totalnie nie wiedzą, co się dzieje".

Także ci, którzy na diecie nie są, mogą konfrontować się ze skutkami zbyt dużej ilości spożywanego białka. Jak napisali w raporcie eksperci IŻŻ: "Spożywaniu dużych ilości białka może towarzyszyć hiperkalciuria sprzyjająca osteoporozie, a także kwasica oraz zwiększone ryzyko powstawania kamieni nerkowych zbudowanych ze szczawianu wapnia".

Remedium? Jak zwykle proste, powtarzane od lat przez wszystkich dietetyków: mniejsze porcje, więcej warzyw.

A gdyby tak wszystkie dragi były legalne?

Narkotyki to zło i nie powinny być legalne - powtarzamy niczym mantrę. Tu najczęściej wyciągamy najcięższy z argumentów - „no bo przecież dzieci trzeba chronić!”. Spokojnie – niezależnie od tego, czy dragi będą legalne, czy też nie, nasze dorastające latorośle i tak będą miały do narkotyków dostęp.

Czytaj dalej →


7 kroków do weganizmu – 1. Zdobądź wiedzę o przemyśle, czyli o tym, jak naprawdę traktuje się zwierzęta.

Dziesiątki miliardów zwierząt na całym świecie są eksploatowane, okaleczane, męczone i mordowane w imię zysku. We współczesnym przemyśle mięsnym poza zyskiem nie liczy się nic. Krówki, kurki i świnki są szczęśliwe jedynie w reklamach i bajkach dla dzieci. Rzeczywistość jest dużo bardziej smutna, żeby nie powiedzieć przerażająca, ale warto ją poznać. Warto też wiedzieć, że jedna osoba przechodząc na weganizm, ratuje rocznie trzydzieści zwierząt gospodarskich, a przez dawanie swoim działaniem przykładu innym ten potencjał jest dużo wyższy. To konsumenci kształtują rynek. Razem możemy więcej.

2. Zdobądź wiedzę o tym, jak to wpływa na świat.

Mięso stanowi jedno z największych zagrożeń współczesnego świata. Zakłady chowu przemysłowego stanowią dla dziury ozonowej niebezpieczeństwo większe niż transport. Z hodowli bydła pochodzi aż 14,5 procent wszystkich gazów cieplarnianych. To o 40 procent więcej niż produkują wszystkie samochody, statki, samoloty i pociągi razem wzięte.6

Odchody zwierząt hodowlanych zanieczyszczają środowisko 160 razy bardziej niż ścieki miejskie6. Nie będę wspominać o wypalaniu lasów deszczowych pod pastwiska dla bydła (1/3 lądów naszej planety zajmuje przemysł hodowlany)7 ani o herbicydach i pestycydach, królujących na polach uprawnych genetycznie modyfikowanych roślin na paszę dla zwierząt, które to pola stanowią 70% wszystkich pól uprawnych na Ziemi.8

3. Zdobądź wiedzę o tym, co jest dla Ciebie zdrowe.

Według ONZ i wielu innych niezależnych organizacji, instytutów i uniwersytetów, weganizm jest zdrowy dla każdego, włączając w to dzieci w każdym wieku, kobiety w ciąży czy sportowców9. Wbrew powszechnym opiniom weganie i wegetarianie dostarczają swoim organizmom optymalną ilość białka. Weganizm sprzyja utrzymaniu niskiego poziomu cholesterolu we krwi i odpowiedniego ciśnienia, zmniejsza ryzyko występowania wszystkich chorób cywilizacyjnych, w tym chorób serca, nadciśnienia i cukrzycy typu 2. Weganie mają też zwykle niższy wskaźnik masy ciała BMI i rzadziej chorują na raka.10 11 Według niektórych badań weganie żyją nawet do 15 lat dłużej niż wszystkożercy.12 13 14 15

4. Poznaj alternatywy produktów i sposobów odżywiania.

Przed podjęciem decyzji warto poznać i popróbować produktów, które wybijają się z ram znanej nam kuchni, choć bycie weganinem/weganką wcale nie musi się wiązać z kupowaniem egzotycznych, często bardzo drogich produktów w drugiego końca świata. Lokalny ryneczek często potrafi dostarczyć wszystkiego, co najlepsze. Niekiedy łatwiej jest znać wegańskie sposoby na naleśniki, pizzę czy cokolwiek Ci przyjdzie do głowy, ale to, co tak bardzo zaskakuje osoby, które świeżo przeszły na weganizm to niesamowite bogactwo smaków i przytłaczająca ilość możliwości, które otwiera przed nimi kuchnia roślinna.

5. Poznaj innych wegan.

Czy wiesz, że na świecie jest ponad 600 milionów wegetarian?16 Wegan jest trochę mniej, niektórzy z nich są nawet mili, ale na pewno każdy z nich chętnie wspomoże Cię wiedzą i zapałem. I wcale nie tak trudno ich znaleźć (np. tutaj: http://veganbuddy.pl/).

I nie są kosmitami. Niektórzy.

6. Co z nawykami żywieniowymi?

Nie musisz przestawać jeść swoich ulubionych potraw, żeby przejść na weganizm. Przyzwyczajenia dietetyczne nie należą do rzeczy, które łatwo można zmienić. Większość ludzi ma z tym problemy, bo smaki z dzieciństwa kształtują nasze poczucie bezpieczeństwa. Ale na rynku jest dostępny naprawdę szeroki wybór roślinnych zamienników wszelkiego rodzaju kotletów, kiełbas, serów, jogurtów, itp., a Internet aż kipi od blogów z przepisami na twarożek z orzechów, majonez sojowy czy wspaniałe ciasta bez użycia jajek czy mleka. Nie musisz rezygnować ze swoich przyzwyczajeń, a nowe potrawy wprowadzać stopniowo. Twoje ciało da Ci znać co dla niego dobre. Tak, to jest tak proste! Jeśli nie jesteś pewna/y swoich nawyków żywieniowych możesz zacząć od stopniowego eliminowania produktów odzwierzęcych, zastępując je roślinnymi. Gwarantuję Ci, że bardzo szybko poczujesz różnicę w jakości swojego życia.

7. Zrób to!

Nie wahaj się! To prostsze niż myślisz.

Tekst: Art Haegenbarth

7 kroków do weganizmu

1. Zdobądź wiedzę o przemyśle, czyli o tym, jak naprawdę traktuje się zwierzęta.

Dziesiątki miliardów zwierząt na całym świecie są eksploatowane, okaleczane, męczone i mordowane w imię zysku. We współczesnym przemyśle mięsnym poza zyskiem nie liczy się nic. Krówki, kurki i świnki są szczęśliwe jedynie w reklamach i bajkach dla dzieci. Rzeczywistość jest dużo bardziej smutna, żeby nie powiedzieć przerażająca, ale warto ją poznać. Warto też wiedzieć, że jedna osoba przechodząc na weganizm, ratuje rocznie trzydzieści zwierząt gospodarskich, a przez dawanie swoim działaniem przykładu innym ten potencjał jest dużo wyższy. To konsumenci kształtują rynek. Razem możemy więcej.

2. Zdobądź wiedzę o tym, jak to wpływa na świat.

Mięso stanowi jedno z największych zagrożeń współczesnego świata. Zakłady chowu przemysłowego stanowią dla dziury ozonowej niebezpieczeństwo większe niż transport. Z hodowli bydła pochodzi aż 14,5 procent wszystkich gazów cieplarnianych. To o 40 procent więcej niż produkują wszystkie samochody, statki, samoloty i pociągi razem wzięte.6

Odchody zwierząt hodowlanych zanieczyszczają środowisko 160 razy bardziej niż ścieki miejskie6. Nie będę wspominać o wypalaniu lasów deszczowych pod pastwiska dla bydła (1/3 lądów naszej planety zajmuje przemysł hodowlany)7 ani o herbicydach i pestycydach, królujących na polach uprawnych genetycznie modyfikowanych roślin na paszę dla zwierząt, które to pola stanowią 70% wszystkich pól uprawnych na Ziemi.8

3. Zdobądź wiedzę o tym, co jest dla Ciebie zdrowe.

Według ONZ i wielu innych niezależnych organizacji, instytutów i uniwersytetów, weganizm jest zdrowy dla każdego, włączając w to dzieci w każdym wieku, kobiety w ciąży czy sportowców9. Wbrew powszechnym opiniom weganie i wegetarianie dostarczają swoim organizmom optymalną ilość białka. Weganizm sprzyja utrzymaniu niskiego poziomu cholesterolu we krwi i odpowiedniego ciśnienia, zmniejsza ryzyko występowania wszystkich chorób cywilizacyjnych, w tym chorób serca, nadciśnienia i cukrzycy typu 2. Weganie mają też zwykle niższy wskaźnik masy ciała BMI i rzadziej chorują na raka.10 11 Według niektórych badań weganie żyją nawet do 15 lat dłużej niż wszystkożercy.12 13 14 15

4. Poznaj alternatywy produktów i sposobów odżywiania.

Przed podjęciem decyzji warto poznać i popróbować produktów, które wybijają się z ram znanej nam kuchni, choć bycie weganinem/weganką wcale nie musi się wiązać z kupowaniem egzotycznych, często bardzo drogich produktów w drugiego końca świata. Lokalny ryneczek często potrafi dostarczyć wszystkiego, co najlepsze. Niekiedy łatwiej jest znać wegańskie sposoby na naleśniki, pizzę czy cokolwiek Ci przyjdzie do głowy, ale to, co tak bardzo zaskakuje osoby, które świeżo przeszły na weganizm to niesamowite bogactwo smaków i przytłaczająca ilość możliwości, które otwiera przed nimi kuchnia roślinna.

5. Poznaj innych wegan.

Czy wiesz, że na świecie jest ponad 600 milionów wegetarian?16 Wegan jest trochę mniej, niektórzy z nich są nawet mili, ale na pewno każdy z nich chętnie wspomoże Cię wiedzą i zapałem. I wcale nie tak trudno ich znaleźć (np. tutaj: http://veganbuddy.pl/).

I nie są kosmitami. Niektórzy.

6. Co z nawykami żywieniowymi?

Nie musisz przestawać jeść swoich ulubionych potraw, żeby przejść na weganizm. Przyzwyczajenia dietetyczne nie należą do rzeczy, które łatwo można zmienić. Większość ludzi ma z tym problemy, bo smaki z dzieciństwa kształtują nasze poczucie bezpieczeństwa. Ale na rynku jest dostępny naprawdę szeroki wybór roślinnych zamienników wszelkiego rodzaju kotletów, kiełbas, serów, jogurtów, itp., a Internet aż kipi od blogów z przepisami na twarożek z orzechów, majonez sojowy czy wspaniałe ciasta bez użycia jajek czy mleka. Nie musisz rezygnować ze swoich przyzwyczajeń, a nowe potrawy wprowadzać stopniowo. Twoje ciało da Ci znać co dla niego dobre. Tak, to jest tak proste! Jeśli nie jesteś pewna/y swoich nawyków żywieniowych możesz zacząć od stopniowego eliminowania produktów odzwierzęcych, zastępując je roślinnymi. Gwarantuję Ci, że bardzo szybko poczujesz różnicę w jakości swojego życia.

7. Zrób to!

Nie wahaj się! To prostsze niż myślisz.

Tekst: Art Haegenbarth

Żelazo – Żelazo, jako składnik hemoglobiny, bierze udział w transporcie tlenu do mięśni i tkanek. Jest niezbędne dla wzrostu i regeneracji komórek oraz prawidłowego działania układu odpornościowego. Jego niedobór może prowadzić do osłabienia, anemii, a w przypadku kobiet w ciąży do nieprawidłowego rozwoju płodu. Okazuje się jednak, że nawet odpowiednia ilość żelaza w diecie nie gwarantuje jego niedoborów. Dlaczego? Ponieważ nie wchłania się ono najlepiej. Są jednak sposoby, które mogą w tym pomóc.  

Owoce cytrusowe

Szacuje się, że obecność witaminy C może zwiększyć przyswajanie żelaza niehemowego nawet kilkakrotnie. Dobrym źródłem tego składnika są cytrusy oraz wyciśnięte z nich soki. Warunkiem jest jednak spożywanie ich wraz z produktami zawierającymi żelazo w tym samym posiłku. Ważna informacja: słodzone napoje o pomarańczowym czy cytrusowym smaku nie spełniają tej roli.

Oprócz cytrusów możemy też wybrać czarne i czerwone porzeczki, truskawki, poziomki, agrest oraz owoce tropikalne, np. kiwi, ananasa czy mango. 
Warzywa

Chodzi oczywiście o te z jak największą zawartością witaminy C. Najlepiej sięgnąć po natkę pietruszki i czerwoną papryką, ale całkiem sporo kwasu askorbinowego znajduje się również w brukselce, papryce zielonej, kalafiorze, kapuście. Co ciekawe ziemniaki, w zależności od odmiany, zawierają tylko 11-16 mg tej witaminy w 100 g. Dla porównania czerwona papryka ma 144 mg, kalafior 69, a szpinak 68 mg.

Bez kawy, herbaty i czerwonego wina

Powinniśmy pamiętać, by posiłków zawierających żelazo nigdy nie popijać kawą ani herbatą. Napoje te zakłócają proces wchłaniania pierwiastka. Szczególnie „groźne” są taniny obecne w herbacie. Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Kolorado twierdzą, że obniżają wchłanianie żelaza o 50-60 proc. Minimalnie lepiej, ale wciąż źle, jest z kawą, która redukuje wchłanianie o 40 proc. a prawdziwym pogromcą tego pierwiastka jest czerwone wino, które obniża jego absorpcję o 75 proc.

Naczynia żeliwne

Nasze babcie często używały ich w kuchni. Warto powrócić do naczyń żeliwnych, gdy zależy nam na zwiększeniu przyswajalności żelaza. Żeliwo wydziela bowiem do smażonej czy gotowanej potrawy minimalne ilości tego pierwiastka. Co ważne, jest to żelazo całkowicie zdrowe i bezpieczne. W tych naczyniach powinno się przygotowywać przede wszystkim potrawy kwaśne, np. zupę pomidorową, sos do spaghetti i inne dania z wykorzystaniem warzyw i owoców zawierających witaminę C. 

Surowe lub krótko gotowane

Żelazo zdecydowanie lepiej wchłaniane jest z produktów surowych. Oczywiście ich spożycie w tej formie nie zawsze jest możliwe, pamiętajmy jednak, by obróbka termiczna nie trwała długo. Najlepiej gotować krótko i w jak najmniejszej ilości wody. To o tyle istotne, że żelazo rozpuszcza się w wodzie, więc im ten proces trwa dłużej, tym więcej pierwiastka „ucieknie” wraz z wylewaną po gotowaniu cieczą. Szczególnie dużo minerałów tracą warzywa liściaste. Pocięta i ugotowana w dużej ilości wody kapusta pozbawiona zostaje ok. 70 proc, wapnia, 60 proc. fosforu i 67 proc. żelaza. 

Szczawiany, fityniany, wapń

Wchłanianie żelaza osłabiają m.in. szczawiany i fityniany. To o tyle problematyczne, że znajdują się one w wielu produktach, które jednocześnie zawierają żelazo lub ułatwiającą jego wchłanianie witaminę C.

Dużo fitynianów znajduje się np. w otrębach pszennych i pieczywie razowym. Z kolei bogatym źródłem szczawianów są: szczaw, botwinka, rabarbar oraz szpinak. Co ciekawe ten ostatni bardzo często wymieniany jest jako świetne źródło samego żelaza, jak i ułatwiającej jego wchłanianie witaminy C. Jednak ze względu na obecność wspomnianych szczawianów, przyswajanie żelaza ze szpinaku nie przekracza 1 proc.!

Trzeba też uważać, by w tym samym posiłku nie jeść produktów bogatych w żelazo i np. produktów mlecznych. I tu kolejny paradoks, na który warto zwrócić uwagę. Wiele rodzajów płatków śniadaniowych (zwłaszcza dla dzieci i kobiet) wzbogacanych jest żelazem. Biorąc pod uwagę, że spożywane są one głównie z mlekiem lub jogurtem, taki zabieg nie ma po prostu sensu. Żelazo i wapń blokują bowiem swoje wzajemne wchłanianie.

Najlepszym wyjściem z sytuacji jest więc urozmaicona dieta. Dzięki niej organizm będzie mógł czerpać niezbędne mu składniki z różnych produktów.

/         Agnieszka Majewska          zdrowie.wp.pl         /

Żelazo

Żelazo, jako składnik hemoglobiny, bierze udział w transporcie tlenu do mięśni i tkanek. Jest niezbędne dla wzrostu i regeneracji komórek oraz prawidłowego działania układu odpornościowego. Jego niedobór może prowadzić do osłabienia, anemii, a w przypadku kobiet w ciąży do nieprawidłowego rozwoju płodu. Okazuje się jednak, że nawet odpowiednia ilość żelaza w diecie nie gwarantuje jego niedoborów. Dlaczego? Ponieważ nie wchłania się ono najlepiej. Są jednak sposoby, które mogą w tym pomóc.

Owoce cytrusowe

Szacuje się, że obecność witaminy C może zwiększyć przyswajanie żelaza niehemowego nawet kilkakrotnie. Dobrym źródłem tego składnika są cytrusy oraz wyciśnięte z nich soki. Warunkiem jest jednak spożywanie ich wraz z produktami zawierającymi żelazo w tym samym posiłku. Ważna informacja: słodzone napoje o pomarańczowym czy cytrusowym smaku nie spełniają tej roli.

Oprócz cytrusów możemy też wybrać czarne i czerwone porzeczki, truskawki, poziomki, agrest oraz owoce tropikalne, np. kiwi, ananasa czy mango.
Warzywa

Chodzi oczywiście o te z jak największą zawartością witaminy C. Najlepiej sięgnąć po natkę pietruszki i czerwoną papryką, ale całkiem sporo kwasu askorbinowego znajduje się również w brukselce, papryce zielonej, kalafiorze, kapuście. Co ciekawe ziemniaki, w zależności od odmiany, zawierają tylko 11-16 mg tej witaminy w 100 g. Dla porównania czerwona papryka ma 144 mg, kalafior 69, a szpinak 68 mg.

Bez kawy, herbaty i czerwonego wina

Powinniśmy pamiętać, by posiłków zawierających żelazo nigdy nie popijać kawą ani herbatą. Napoje te zakłócają proces wchłaniania pierwiastka. Szczególnie „groźne” są taniny obecne w herbacie. Naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Kolorado twierdzą, że obniżają wchłanianie żelaza o 50-60 proc. Minimalnie lepiej, ale wciąż źle, jest z kawą, która redukuje wchłanianie o 40 proc. a prawdziwym pogromcą tego pierwiastka jest czerwone wino, które obniża jego absorpcję o 75 proc.

Naczynia żeliwne

Nasze babcie często używały ich w kuchni. Warto powrócić do naczyń żeliwnych, gdy zależy nam na zwiększeniu przyswajalności żelaza. Żeliwo wydziela bowiem do smażonej czy gotowanej potrawy minimalne ilości tego pierwiastka. Co ważne, jest to żelazo całkowicie zdrowe i bezpieczne. W tych naczyniach powinno się przygotowywać przede wszystkim potrawy kwaśne, np. zupę pomidorową, sos do spaghetti i inne dania z wykorzystaniem warzyw i owoców zawierających witaminę C.

Surowe lub krótko gotowane

Żelazo zdecydowanie lepiej wchłaniane jest z produktów surowych. Oczywiście ich spożycie w tej formie nie zawsze jest możliwe, pamiętajmy jednak, by obróbka termiczna nie trwała długo. Najlepiej gotować krótko i w jak najmniejszej ilości wody. To o tyle istotne, że żelazo rozpuszcza się w wodzie, więc im ten proces trwa dłużej, tym więcej pierwiastka „ucieknie” wraz z wylewaną po gotowaniu cieczą. Szczególnie dużo minerałów tracą warzywa liściaste. Pocięta i ugotowana w dużej ilości wody kapusta pozbawiona zostaje ok. 70 proc, wapnia, 60 proc. fosforu i 67 proc. żelaza.

Szczawiany, fityniany, wapń

Wchłanianie żelaza osłabiają m.in. szczawiany i fityniany. To o tyle problematyczne, że znajdują się one w wielu produktach, które jednocześnie zawierają żelazo lub ułatwiającą jego wchłanianie witaminę C.

Dużo fitynianów znajduje się np. w otrębach pszennych i pieczywie razowym. Z kolei bogatym źródłem szczawianów są: szczaw, botwinka, rabarbar oraz szpinak. Co ciekawe ten ostatni bardzo często wymieniany jest jako świetne źródło samego żelaza, jak i ułatwiającej jego wchłanianie witaminy C. Jednak ze względu na obecność wspomnianych szczawianów, przyswajanie żelaza ze szpinaku nie przekracza 1 proc.!

Trzeba też uważać, by w tym samym posiłku nie jeść produktów bogatych w żelazo i np. produktów mlecznych. I tu kolejny paradoks, na który warto zwrócić uwagę. Wiele rodzajów płatków śniadaniowych (zwłaszcza dla dzieci i kobiet) wzbogacanych jest żelazem. Biorąc pod uwagę, że spożywane są one głównie z mlekiem lub jogurtem, taki zabieg nie ma po prostu sensu. Żelazo i wapń blokują bowiem swoje wzajemne wchłanianie.

Najlepszym wyjściem z sytuacji jest więc urozmaicona dieta. Dzięki niej organizm będzie mógł czerpać niezbędne mu składniki z różnych produktów.

/ Agnieszka Majewska zdrowie.wp.pl /

Cichy morderca. – Ciężko sobie wyobrazić życie bez komórki, a wielu z nas spędza wiele godzin z telefonem komórkowym przyklejonym do ucha. Może warto zastanowić się czy używanie telefonów komórkowych jest bezpieczne? Czy korzystając z komórki nie narażamy się na ryzyko zachorowania na raka mózgu?Czy mamy się obawiać tego, że nasz mózg ugotuje się jak jajko na twardo lub upraży jak popcorn? A może komórki są zupełnie bezpieczne?

Liczba telefonów komórkowych z roku na rok cały czas wzrasta. Jak na razie nic zapowiada, by ta tendencja się zmieniła. A ilu konkretnie jest użytkowników telefonów na świecie?

Według orientacyjnych danych szacunkowych około 6 miliardów ludzi na całym świecie korzysta z telefonów komórkowych. W Wielkiej Brytanii około 70 procent nastolatków w wieku 11-12 lat i 90 proc. w wieku lat 14 posiada i korzysta z komórek.

Czy telefony bezprzewodowe i nadajniki WiFi, emitując promieniowanie elektromagnetyczne, szkodzą dzieciom? Ich układ nerwowy jest bardziej wrażliwy, bo dopiero się rozwija. Na dodatek ze względów anatomicznych promieniowanie radiowe głębiej może wnikać do wnętrza ich głowy niż u ludzi dorosłych.  
Choć nie ma przekonywujących dowodów na to, że fale radiowe mogą wpływać na zdrowie, to wszystkie badania dotyczące tej kwestii koncentrowały się na osobach dorosłych i na ryzyku wystąpienia u nich nowotworów mózgu.

Dlatego brytyjscy badacze postanowili sprawdzić czy telefony komórkowe i inne mobilne urządzenia mogą negatywnie wpływać na rozwijające się mózgi dzieci i nastolatków.

W ramach projektu SCAMP (Study of Cognition, Adolescents and Mobile Phones) naukowcy skupią się na analizowaniu funkcji poznawczych, takich jak pamięć czy uwaga, które w okresie dojrzewania ciągle się rozwijają.

− Musimy to zbadać, ponieważ mamy do czynienia z zupełnie nową technologią, która stała się ogromnie popularna wśród dzieci i młodzieży. Najnowsze badania nie wykazują wpływu działania fal radiowych telefonu komórkowego na mózg osób dorosłych. Jednak brakuje nam danych dotyczących oddziaływania tych urządzeń na młodsze organizmy – mówi prof. Paul Elliot, dyrektor Medical Research Council Centre for Environment and Health w Imperial College.


Jak bezpiecznie używać telefonów komórkowych?

    Zwiększenie odległości między głową, a telefonem (poprzez zestawy słuchawkowe głośnomówiące)
    Skracanie czasu rozmowy
    Wyłączanie telefonu w miejscach gdzie nie ma zasięgu
    Przy prowadzeniu rozmowy w obiektach zamkniętych zbliżenie się do okna, by nadajnik i stacja bazowa mogły pracować z mniejszą mocą
    Nie należy przechowywać telefonu blisko ciała

Cichy morderca.

Ciężko sobie wyobrazić życie bez komórki, a wielu z nas spędza wiele godzin z telefonem komórkowym przyklejonym do ucha. Może warto zastanowić się czy używanie telefonów komórkowych jest bezpieczne? Czy korzystając z komórki nie narażamy się na ryzyko zachorowania na raka mózgu?Czy mamy się obawiać tego, że nasz mózg ugotuje się jak jajko na twardo lub upraży jak popcorn? A może komórki są zupełnie bezpieczne?

Liczba telefonów komórkowych z roku na rok cały czas wzrasta. Jak na razie nic zapowiada, by ta tendencja się zmieniła. A ilu konkretnie jest użytkowników telefonów na świecie?

Według orientacyjnych danych szacunkowych około 6 miliardów ludzi na całym świecie korzysta z telefonów komórkowych. W Wielkiej Brytanii około 70 procent nastolatków w wieku 11-12 lat i 90 proc. w wieku lat 14 posiada i korzysta z komórek.

Czy telefony bezprzewodowe i nadajniki WiFi, emitując promieniowanie elektromagnetyczne, szkodzą dzieciom? Ich układ nerwowy jest bardziej wrażliwy, bo dopiero się rozwija. Na dodatek ze względów anatomicznych promieniowanie radiowe głębiej może wnikać do wnętrza ich głowy niż u ludzi dorosłych.
Choć nie ma przekonywujących dowodów na to, że fale radiowe mogą wpływać na zdrowie, to wszystkie badania dotyczące tej kwestii koncentrowały się na osobach dorosłych i na ryzyku wystąpienia u nich nowotworów mózgu.

Dlatego brytyjscy badacze postanowili sprawdzić czy telefony komórkowe i inne mobilne urządzenia mogą negatywnie wpływać na rozwijające się mózgi dzieci i nastolatków.

W ramach projektu SCAMP (Study of Cognition, Adolescents and Mobile Phones) naukowcy skupią się na analizowaniu funkcji poznawczych, takich jak pamięć czy uwaga, które w okresie dojrzewania ciągle się rozwijają.

− Musimy to zbadać, ponieważ mamy do czynienia z zupełnie nową technologią, która stała się ogromnie popularna wśród dzieci i młodzieży. Najnowsze badania nie wykazują wpływu działania fal radiowych telefonu komórkowego na mózg osób dorosłych. Jednak brakuje nam danych dotyczących oddziaływania tych urządzeń na młodsze organizmy – mówi prof. Paul Elliot, dyrektor Medical Research Council Centre for Environment and Health w Imperial College.


Jak bezpiecznie używać telefonów komórkowych?

Zwiększenie odległości między głową, a telefonem (poprzez zestawy słuchawkowe głośnomówiące)
Skracanie czasu rozmowy
Wyłączanie telefonu w miejscach gdzie nie ma zasięgu
Przy prowadzeniu rozmowy w obiektach zamkniętych zbliżenie się do okna, by nadajnik i stacja bazowa mogły pracować z mniejszą mocą
Nie należy przechowywać telefonu blisko ciała

Alkohol to zło.

Bardzo obrazowy, szokujący wpis i film o alkoholu etylowym. Jest to jedna z najstarszych znanych człowiekowi trucizn. Oprócz bycia trucizną najstarszą, jest też jedną z najbardziej toksycznych trucizn jakie zna nasza planeta. Oczywiście nie dorównuje w bezpośredni sposób substancjom takim jak cyjanek czy radioaktywny pluton. Czyni jedne z największych spustoszeń, z tego powodu, że na upijanie się, aż do krańcowej formy degeneracji i upodlenia, istnieje całkowite społeczne przyzwolenie.

Jak zwykle mamy tutaj specyficzne odwrócenie wartości, o 180 stopni. A tam gdzie zwyczajowo dostrzegamy drugie dno, okazuje się być trzecie, czwarte i nawet dziesiąte dno. Bowiem jak zwykle to, co jest uważane przez społeczeństwo za „poprawne”, przynosi ogrom cierpienia, upodlenia, degeneracji i zła. Artyści zażywający raz na pół roku grzybki są w powszechnym odbiorze „straconymi ćpunami”. Zaś pan Mietek spod bramy nr 6, który jest w krańcowej formie alkoholowego wykończenia i katuje rodzinę, jest postrzegany jako „nie lubiący wylewać za kołnierz, ale jednak szanowany ojciec rodziny”.

Społeczna hipokryzja jest tutaj jednym z przejawów powszechnego na tej planecie „odwrócenia wartości”. Tam, gdzie naprawdę trzeba reagować – nie tylko się nie reaguje, ale wręcz przyzwala i promuje degenerację. Alkohol etylowy jest substancją, której nawet najmniejsza ilość oddziałuje negatywnie na wszystkie narządy, tkanki i organy ciała. Chyba nie istnieje na Ziemi drugi taki narkotyk, który by miał takie szerokie degenerujące działanie, nie licząc ekstremów takich jak rosyjski krokodyl. Nawet heroina nie dawałaby takich rezultatów, gdyby była sprzedawana legalnie i bez zanieczyszczeń.

Kolejna kwestia, jaką trzeba poruszyć, to fakt, że ten świat jest permanentnie pijany. Pod wpływem alkoholu powstają dzieła sztuki, muzyka, pod wpływem alkoholu przeżywa się dobre chwile – imprezy, spotkania towarzyskie, seks. Pod wpływem alkoholu podejmowane są ważne polityczne i biznesowe decyzje.. Wszystko sprowadza się do alkoholu. Kilka sennych, i tak nie zawsze trzeźwych godzin za dnia pracy, kontra wieczorne i popołudniowe piwko, dwa, trzy.. Kontra co weekendowe upijanie się, nieraz w przysłowiowego trupa.

Alkohol etylowy, gdyby trzymać się oficjalnej definicji – jest narkotykiem twardym. Uzależnia nie tylko psychicznie, ale także bardzo silnie fizycznie. Jego nadużywanie powoduje potworną degenerację fizyczną i moralną. Nałóg alkoholowy jest na całe życie. Co do nałogu.. Gdyby trzymać się sztywno kolejnej definicji – terminu „alkoholizm” – to przecież zdecydowana większość choćby polskich studentów należałoby uznać za nałogowych alkoholików i w trybie pilnym leczyć. Tak się jednak nie dzieje, z kilku powodów.

Powód pierwszy to ten, że państwo na tym narkotyku – alkoholu etylowym – zarabia ogromne pieniądze. Państwo inaczej stoi w roli zarówno największej narkotykowej mafii, jak i największego narkotykowego dilera – trzeba to przyznać uczciwie. Powód drugi – w/w przyzwolenie społeczne. Powód trzeci – my, ludzie, po prostu nie potrafimy bawić się, radować się, cieszyć, na trzeźwo. To jedna z najbardziej ponurych prawd o współczesnej cywilizacji, obok tej, że na ogół małżeństwo, dzieci i rodzina szczęścia nie dają. Pozbawiono nas w większości możliwości swobodnej ekspresji na trzeźwo. Nawet te ekstrawertyczne tuzy towarzystwa muszą się odurzyć tą lub inną substancją, by radośnie pląsać w tańcu czy śmiać się. Uwzględniając ten czynnik, dorośli ludzie są na niższym stopniu rozwoju niż dzieci – gdyż dzieci umieją i bawić się i radować na trzeźwo, jak i potrafią cieszyć się z niczego, z samego faktu istnienia.
Alkohol etylowy to także zniszczone rodziny, dzieci ze spaczoną psychiką, syndrom Dorosłych Dzieci Alkoholików. Obecnie większość z nas, pokolenia ’70 – ’90, ma część lub wszystkie symptomy DDA. Jest to niestety ponura rzeczywistość krajów słowiańskich, które zostały rozpite celowo w drugiej połowie XX wieku. Bo jeszcze przed II wojną światową ludzie tak dużo nie pili.. Ale to już zupełnie inny temat. Zapamiętajmy jedynie, że alkohol etylowy jest takim samym czynnikiem depopulacji (lub nawet większym..) jak szczepionki, szkodliwa żywność czy lekarstwa nie leczące przyczyn chorób, ale uciszające na chwilę objawy.

Większość alkoholików to dobrze funkcjonujący w społeczeństwie alkoholicy weekendowi. Powinniśmy mieć tę świadomość, że nie można utożsamiać terminu „alkoholizm” tylko i wyłącznie z krańcowym stadium tej choroby. Ona zaczyna się dużo, dużo wcześniej, już wtedy, gdy kilkuletnie dziecko obserwuje w domu wypaczone schematy, w tym schematy picia alkoholu, samo jeszcze nie pijąc! Wszak od kogo ja słyszałem to słynne zdanie w latach 90-tych: „do obiadu, lampka wina, lub jedno piwko, z pełną kulturką„? Ano właśnie od tych, którzy sami teraz mają bardzo poważne problemy z alkoholem. I to prawie że ostatnie zdanie tego felietonu zdanie niech rozwiewa Wam, Czytelnicy, wszelkie wątpliwości..

Weganizm a sport: obalamy mity – Kiedy organizacje dietetyczne wydają pozytywne raporty na temat diety roślinnej to znak, że z pewnością nauka już dawno przestała kierować się kryterium obiektywności badań. Kiedy Departament Zdrowia USA zatwierdza weganizm jako oficjalną, dofinansowywaną kurację alternatywą dla pacjentów z chorobami serca, kwalifikującymi się do leczenia farmakologicznego lub operacji to znak, że rząd Stanów Zjednoczonych jest na sznurku lobby ekologicznego. Kiedy weganami zostają sportowcy to znak… że biorą sterydy!

Wiadomo – nie można być sportowcem i jeść same rośliny. No nie można, nieważne ilu sportowców twierdziłoby inaczej.

    #1. Sportowcy nie mogą pokryć zapotrzebowania energetycznego organizmu na diecie roślinnej

To prawda, że rośliny są z reguły mniej kaloryczne niż produkty odzwierzęce (dzięki czemu weganizm nieźle sprawdza się przy zbijaniu kilogramów). Nie przeszkadza to jednak zjadać ponad 4 tys. kalorii dziennie jednemu z najlepszych ultramaratończyków świata. Scott Jurek jest na diecie roślinnej od wielu, wielu lat. Wygrywał wyścigi na dystansach ponad 200 km napędzany samymi roślinami! Patrik Baboumian, strongman i weganin w jednym, w okresie przed zawodami dobija nawet do 6 tys. kalorii. I wcale nie spędza całego dnia na jedzeniu. Do tego jeżeli porównasz zawartość składników mineralnych w jednostce kalorii produktów roślinnych z produktami zwierzęcymi szybko zauważysz różnicę. Jeżeli weganizm kojarzy ci się wyłącznie z jedzeniem sałaty zagryzanej rzodkiewką to znaczy, że wciąż jeszcze nie przejrzałeś dokładnie naszej strony. Popraw się i potem wróć do zadawania pytań!

    #2. Sportowcy na diecie wegańskiej dorobili się swojej siły i mięśni kiedy jeszcze jedli mięso

Głosisz prawdziwie rewolucyjną ideę! Twierdzisz, że sportowcom na diecie roślinnej wystarczyło wypracować siłę 6 lat wcześniej, kiedy jeszcze jedli mięso, by potem (już jedząc rośliny) ciągle z niej korzystać. To samo z mięśniami. Facet wypracował sobie mięśnie 10 lat temu i dlatego teraz tak dobrze wygląda. Fakt, że od 10 lat jest weganinem nie ma tu nic do rzeczy… Niestety, siła, którą wypracowałeś sobie kilka lat wcześniej nie zostanie z tobą do końca życia. Mięśnie tym bardziej. Nawet kondycja! Wystarczy miesiąc/dwa bez treningów z kiepską dietą by twoje osiągnięcia sportowe poleciały na łeb na szyję. A przecież podobno weganizm to bardzo kiepska dieta.

Jakim cudem tym ludziom udaje się utrzymać masę mięśniową na diecie roślinnej skoro białko roślinne jest rzekomo białkiem niepełnowartościowym? Jakim cudem wygrywają zawody? Napędza ich szklanka mleka i stek sprzed 10 lat?  Ile lat sportowcy na diecie wegańskiej mają czekać na spadek formy? Mike Mahler czeka już 15 lat. W tym czasie został jednym z najbardziej uznanych instruktorów kettlebells na świecie. Jeszcze rok? Dwa?

A Patrik Baboumian? Nie je mięsa od ponad 7 lat. W tym czasie wygrał niemieckie zawody strongman, został mistrzem Europy w trójobju siłowym i pobił kilka rekordów Guinessa w sportach siłowych. No jasne, że wcześniej jadł mięso, był nawet kulturystą. Został strongmanem kilka miesięcy po tym jak wyrzucił ze swojej diety mięso. Kilka lat później pobił rekord świata wyciskając nad głową 150 kilogramową beczkę. Na początku swojej kariery strongmana nie był w stanie tego zrobić. Nie wystarczyła mu do tego siła sprzed 7 lat. Potrzebny był mu progres. Bo siła rośnie. Albo maleje. Nigdy nie jest taka sama. A już na pewno nie czeka sobie spokojnie przez 7 lat. Przyszło ci do głowy, że żeby wygrywać zawody trzeba być coraz lepszym?

    #3. Sportowcy na diecie roślinnej biorą sterydy!

Ostatnio wszyscy, którzy wyglądają nieco lepiej niż przeciętna osoba spędzająca pół dnia przed facebookiem biorą podobno sterydy. Bo na sucho nic się nie da. Ani mieć 40 cm w bicepsie ani 6-paka na brzuchu. Tak to podobno wygląda zdaniem ludzi, którzy wypisują setki dziwacznych komentarzy w internecie. Zdaniem internetowych ekspertów wystarczy brać sterydy by zapewnić sobie sukces. Trening treningiem, ale bez przesady. W końcu bierzesz sterydy. Dzięki nim i tak urośniesz. A dieta? Po co dieta, skoro bierzesz sterydy? Przecież sterydy zrobią za ciebie trening, uzupełnią składniki mineralne w organizmie i napompują mięśnie. W gruncie rzeczy można jeść tylko sałatę, jeśli bierzesz sterydy i tak urośniesz. Tyle jeżeli chodzi o internetowych specjalistów przypisujących sterydom niemal magiczne właściwości. Współcześni zawodowi kulturyści mają inne zdanie. To jasne, że są na sterydach i hormonie wzrostu. Mimo to pilnują swojej diety i przerzucają tony żelaza na treningu bo wiedzą, że sterydy nie wystarczą. Gdyby odżywiali się byle jak, czy nie daj boże korzystali z niedoborowej diety (jaką podobno jest weganizm) żadne sterydy nie uchroniłyby ich na dłuższą metę przed spadkiem formy. Inna sprawa to wygląd. Zobacz jak wyglądają zawodowi kulturyści.

Porównaj ich sobie z sylwetką Roberta Cheeka czy Jimiego Sitko – wegan startujących w zawodach naturalnej kulturystyki. Kto tu bierze sterydy?

Jeżeli nadal uważasz, że nie można dobrze wyglądać bez sterydów przyjrzyj się zdjęciom  takich ludzi jak Eugen Sandow, George Hackenshmidt czy Charles Atlas – siłaczy sprzed ponad 100 lat, którzy wypracowali swoją olbrzymią siłę na długo przed wynalezieniem profesjonalnych suplementów białkowych, sterydów i innych dopalaczy.

    #4. Wegańscy sportowcy jedzą tony suplementów!

Wygląda to trochę tak jakbyś sugerował, że suplementy powstały na świecie z myślą o weganach. Przejdź się do najbliższej apteki i zobacz jak wygląda oferta suplementów. Możesz kupić w kapsułkach wszystko – witaminę C, B, kwasy omega-3, imbir, możesz kupić nawet wyciąg z ananasa! Niektórzy ludzie wolą łykać pigułki z ananasem zamiast jeść samego ananasa. Wolą łykać błonnik niż zjeść jedno jabłko. Popatrz na magazyny kulturystyczne. Czy przy którejkolwiek reklamie proszków proteinowych napisano „Polecane dla wegan”? Chyba trochę zaburzyły ci się proporcje.

Jeżeli ktoś jest doświadczonym sportowcem i decyduje się na suplementację to nie dlatego, że jego dieta jest niedoborowa, ale dlatego, że zapotrzebowanie jego organizmu na poszczególne składniki odżywcze jest tak duże, że pokrycie go w oparciu o samą dietę byłoby niesamowicie uciążliwe. Jeżeli tacy ludzie jak Ed Bauer decydują się na przyjmowanie suplementów białkowych to nie dlatego, że weganizm nie zapewnia pełnowartościowego białka tylko dlatego, że zapotrzebowanie białkowe ich organizmu wymagałoby spędzania całego dnia w kuchni. Dużo szybciej i ekonomicznej jest uzupełnić potrzebne kilkadziesiąt gram białka korzystając z suplementu niż przygotowując sobie kolejną porcję soczewicy. To proste. Ta zasada dotyczy wszystkich sportowców. Nie tylko wegan.

    #5. Gdyby oni wszyscy nie jedli mięsa od dziecka nie zostaliby sportowcami.

Nie? Dlaczego? Bo niepełnowartościowe białko? Których aminokwasów egzogennych brakuje w roślinach? Żadnych. Za mało wapnia? Najbogatszym źródłem wapnia są produkty roślinne (ziarna sezamu i maku). Za mało kalorii? Zwykły szejk na bazie bananów, owsianki, mleka sojowego i kakao może mieć ponad 700 kalorii.

Ciężko o przykłady osób, które wychowały się na dietach wegetariańskich, a potem zostały sportowcami, nie dlatego, że są to diety niedoborowe tylko ze względu na osoby takie jak ty, które uważają, że mięso jest niezbędnym elementem menu. Pomóż nam zmieniać świadomość innych ludzi i edukować ich na temat diet wegetariańskich to sam się przekonasz jak wyglądają sportowcy wychowani na diecie bezmięsnej. Oni istnieją już teraz. Popatrz na Torry’ego Washingtona. Nie je mięsa od dziecka, został weganinem jeszcze w latach 90. Nie przeszkadza mu to trenować, brać udział w zawodach kulturystyki naturalnej i odnosić w tym sporcie sukcesy.

Teraz wystarczy już zaakceptować fakt, że weganizm działa. Nie jest żadną dietą cud, nie ma żadnych magicznych właściwości. Po prostu, odpowiednio skomponowana dieta roślinna działa. I nie ważne, czy masz 10 czy 70 lat, czy chodzisz do szkoły czy siedzisz w pracy, czy podnosisz ciężary czy grasz w szachy.

Weganizm a sport: obalamy mity

Kiedy organizacje dietetyczne wydają pozytywne raporty na temat diety roślinnej to znak, że z pewnością nauka już dawno przestała kierować się kryterium obiektywności badań. Kiedy Departament Zdrowia USA zatwierdza weganizm jako oficjalną, dofinansowywaną kurację alternatywą dla pacjentów z chorobami serca, kwalifikującymi się do leczenia farmakologicznego lub operacji to znak, że rząd Stanów Zjednoczonych jest na sznurku lobby ekologicznego. Kiedy weganami zostają sportowcy to znak… że biorą sterydy!

Wiadomo – nie można być sportowcem i jeść same rośliny. No nie można, nieważne ilu sportowców twierdziłoby inaczej.

#1. Sportowcy nie mogą pokryć zapotrzebowania energetycznego organizmu na diecie roślinnej

To prawda, że rośliny są z reguły mniej kaloryczne niż produkty odzwierzęce (dzięki czemu weganizm nieźle sprawdza się przy zbijaniu kilogramów). Nie przeszkadza to jednak zjadać ponad 4 tys. kalorii dziennie jednemu z najlepszych ultramaratończyków świata. Scott Jurek jest na diecie roślinnej od wielu, wielu lat. Wygrywał wyścigi na dystansach ponad 200 km napędzany samymi roślinami! Patrik Baboumian, strongman i weganin w jednym, w okresie przed zawodami dobija nawet do 6 tys. kalorii. I wcale nie spędza całego dnia na jedzeniu. Do tego jeżeli porównasz zawartość składników mineralnych w jednostce kalorii produktów roślinnych z produktami zwierzęcymi szybko zauważysz różnicę. Jeżeli weganizm kojarzy ci się wyłącznie z jedzeniem sałaty zagryzanej rzodkiewką to znaczy, że wciąż jeszcze nie przejrzałeś dokładnie naszej strony. Popraw się i potem wróć do zadawania pytań!

#2. Sportowcy na diecie wegańskiej dorobili się swojej siły i mięśni kiedy jeszcze jedli mięso

Głosisz prawdziwie rewolucyjną ideę! Twierdzisz, że sportowcom na diecie roślinnej wystarczyło wypracować siłę 6 lat wcześniej, kiedy jeszcze jedli mięso, by potem (już jedząc rośliny) ciągle z niej korzystać. To samo z mięśniami. Facet wypracował sobie mięśnie 10 lat temu i dlatego teraz tak dobrze wygląda. Fakt, że od 10 lat jest weganinem nie ma tu nic do rzeczy… Niestety, siła, którą wypracowałeś sobie kilka lat wcześniej nie zostanie z tobą do końca życia. Mięśnie tym bardziej. Nawet kondycja! Wystarczy miesiąc/dwa bez treningów z kiepską dietą by twoje osiągnięcia sportowe poleciały na łeb na szyję. A przecież podobno weganizm to bardzo kiepska dieta.

Jakim cudem tym ludziom udaje się utrzymać masę mięśniową na diecie roślinnej skoro białko roślinne jest rzekomo białkiem niepełnowartościowym? Jakim cudem wygrywają zawody? Napędza ich szklanka mleka i stek sprzed 10 lat? Ile lat sportowcy na diecie wegańskiej mają czekać na spadek formy? Mike Mahler czeka już 15 lat. W tym czasie został jednym z najbardziej uznanych instruktorów kettlebells na świecie. Jeszcze rok? Dwa?

A Patrik Baboumian? Nie je mięsa od ponad 7 lat. W tym czasie wygrał niemieckie zawody strongman, został mistrzem Europy w trójobju siłowym i pobił kilka rekordów Guinessa w sportach siłowych. No jasne, że wcześniej jadł mięso, był nawet kulturystą. Został strongmanem kilka miesięcy po tym jak wyrzucił ze swojej diety mięso. Kilka lat później pobił rekord świata wyciskając nad głową 150 kilogramową beczkę. Na początku swojej kariery strongmana nie był w stanie tego zrobić. Nie wystarczyła mu do tego siła sprzed 7 lat. Potrzebny był mu progres. Bo siła rośnie. Albo maleje. Nigdy nie jest taka sama. A już na pewno nie czeka sobie spokojnie przez 7 lat. Przyszło ci do głowy, że żeby wygrywać zawody trzeba być coraz lepszym?

#3. Sportowcy na diecie roślinnej biorą sterydy!

Ostatnio wszyscy, którzy wyglądają nieco lepiej niż przeciętna osoba spędzająca pół dnia przed facebookiem biorą podobno sterydy. Bo na sucho nic się nie da. Ani mieć 40 cm w bicepsie ani 6-paka na brzuchu. Tak to podobno wygląda zdaniem ludzi, którzy wypisują setki dziwacznych komentarzy w internecie. Zdaniem internetowych ekspertów wystarczy brać sterydy by zapewnić sobie sukces. Trening treningiem, ale bez przesady. W końcu bierzesz sterydy. Dzięki nim i tak urośniesz. A dieta? Po co dieta, skoro bierzesz sterydy? Przecież sterydy zrobią za ciebie trening, uzupełnią składniki mineralne w organizmie i napompują mięśnie. W gruncie rzeczy można jeść tylko sałatę, jeśli bierzesz sterydy i tak urośniesz. Tyle jeżeli chodzi o internetowych specjalistów przypisujących sterydom niemal magiczne właściwości. Współcześni zawodowi kulturyści mają inne zdanie. To jasne, że są na sterydach i hormonie wzrostu. Mimo to pilnują swojej diety i przerzucają tony żelaza na treningu bo wiedzą, że sterydy nie wystarczą. Gdyby odżywiali się byle jak, czy nie daj boże korzystali z niedoborowej diety (jaką podobno jest weganizm) żadne sterydy nie uchroniłyby ich na dłuższą metę przed spadkiem formy. Inna sprawa to wygląd. Zobacz jak wyglądają zawodowi kulturyści.

Porównaj ich sobie z sylwetką Roberta Cheeka czy Jimiego Sitko – wegan startujących w zawodach naturalnej kulturystyki. Kto tu bierze sterydy?

Jeżeli nadal uważasz, że nie można dobrze wyglądać bez sterydów przyjrzyj się zdjęciom takich ludzi jak Eugen Sandow, George Hackenshmidt czy Charles Atlas – siłaczy sprzed ponad 100 lat, którzy wypracowali swoją olbrzymią siłę na długo przed wynalezieniem profesjonalnych suplementów białkowych, sterydów i innych dopalaczy.

#4. Wegańscy sportowcy jedzą tony suplementów!

Wygląda to trochę tak jakbyś sugerował, że suplementy powstały na świecie z myślą o weganach. Przejdź się do najbliższej apteki i zobacz jak wygląda oferta suplementów. Możesz kupić w kapsułkach wszystko – witaminę C, B, kwasy omega-3, imbir, możesz kupić nawet wyciąg z ananasa! Niektórzy ludzie wolą łykać pigułki z ananasem zamiast jeść samego ananasa. Wolą łykać błonnik niż zjeść jedno jabłko. Popatrz na magazyny kulturystyczne. Czy przy którejkolwiek reklamie proszków proteinowych napisano „Polecane dla wegan”? Chyba trochę zaburzyły ci się proporcje.

Jeżeli ktoś jest doświadczonym sportowcem i decyduje się na suplementację to nie dlatego, że jego dieta jest niedoborowa, ale dlatego, że zapotrzebowanie jego organizmu na poszczególne składniki odżywcze jest tak duże, że pokrycie go w oparciu o samą dietę byłoby niesamowicie uciążliwe. Jeżeli tacy ludzie jak Ed Bauer decydują się na przyjmowanie suplementów białkowych to nie dlatego, że weganizm nie zapewnia pełnowartościowego białka tylko dlatego, że zapotrzebowanie białkowe ich organizmu wymagałoby spędzania całego dnia w kuchni. Dużo szybciej i ekonomicznej jest uzupełnić potrzebne kilkadziesiąt gram białka korzystając z suplementu niż przygotowując sobie kolejną porcję soczewicy. To proste. Ta zasada dotyczy wszystkich sportowców. Nie tylko wegan.

#5. Gdyby oni wszyscy nie jedli mięsa od dziecka nie zostaliby sportowcami.

Nie? Dlaczego? Bo niepełnowartościowe białko? Których aminokwasów egzogennych brakuje w roślinach? Żadnych. Za mało wapnia? Najbogatszym źródłem wapnia są produkty roślinne (ziarna sezamu i maku). Za mało kalorii? Zwykły szejk na bazie bananów, owsianki, mleka sojowego i kakao może mieć ponad 700 kalorii.

Ciężko o przykłady osób, które wychowały się na dietach wegetariańskich, a potem zostały sportowcami, nie dlatego, że są to diety niedoborowe tylko ze względu na osoby takie jak ty, które uważają, że mięso jest niezbędnym elementem menu. Pomóż nam zmieniać świadomość innych ludzi i edukować ich na temat diet wegetariańskich to sam się przekonasz jak wyglądają sportowcy wychowani na diecie bezmięsnej. Oni istnieją już teraz. Popatrz na Torry’ego Washingtona. Nie je mięsa od dziecka, został weganinem jeszcze w latach 90. Nie przeszkadza mu to trenować, brać udział w zawodach kulturystyki naturalnej i odnosić w tym sporcie sukcesy.

Teraz wystarczy już zaakceptować fakt, że weganizm działa. Nie jest żadną dietą cud, nie ma żadnych magicznych właściwości. Po prostu, odpowiednio skomponowana dieta roślinna działa. I nie ważne, czy masz 10 czy 70 lat, czy chodzisz do szkoły czy siedzisz w pracy, czy podnosisz ciężary czy grasz w szachy.

Wylesianie – Wycinanie lasów tropikalnych

Rośliny podczas wzrostu pochłaniają dwutlenek węgla i wbudowują go w siebie. Podczas spalania roślin i rozkładania się ściętego drewna zmagazynowany w nich węgiel trafia znów do atmosfery. W lasach będących w stanie równowagi ilość pochłanianego i uwalnianego dwutlenku węgla jest zbliżona i nie wpływa na globalny bilans dwutlenku węgla. Jednak masowe wycinanie lasów i zmniejszanie ich areału powoduje, że w wyniku naszej działalności zmagazynowany w roślinach węgiel trafia do atmosfery.

Rezultatem masowego wycinania lasów jest też pustynnienie terenów i zaburzenie gospodarki wodą. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu. W Azji Bangladesz jest regularnie pustoszony przez powodzie, gdyż ogołocono z lasów ściany Himalajów. Giną mieszkające w lasach gatunki zwierząt i cenne, nie poznane jeszcze rośliny. Zagrożeni są też pierwotni mieszkańcy lasów deszczowych.

W wielu ubogich krajach Afryki, Azji i Ameryki Południowej lasy tropikalne wycinane są w zastraszającym tempie. Co 3 lata na świecie znikają lasy tropikalne o powierzchni Polski. W niektórych krajach Afryki wyrębem lasów zajmuje się na co dzień aż 70% mieszkańców, dla których karczowanie lasów jest głównym źródłem dochodów. 60% wyciętych drzew przeznacza się na opał, karczuje się też pola pod nowe uprawy i pastwiska. Nikt nie myśli, co będzie, kiedy już zostanie wycięte ostatnie drzewo. Jak na razie więc większość mieszkańców konkuruje o zasoby według dewizy: "spiesz się z wycinaniem drzew, żeby inni nie skorzystali na tym przed Tobą"... Uboga gleba lasów tropikalnych nie nadaje się do celów rolniczych i hodowlanych. W Amazonii, aby wyżywić jedną krowę, trzeba wykarczować na pastwiska prawie 7 hektarów lasu. Pola założone na takich terenach po 2-3 latach przestają dawać plony, po czym trzeba karczować las na nowe pole.

Proces wylesiania jest nasilany przez budowę dróg. Zdjęcia pokazują Autostradę Transamazońską podczas budowy i kilka lat później. Na drugim zdjęciu wyraźnie widać wyrąb lasu wzdłuż autostrady. Konsekwencje mogą być dramatyczne. Wycinając lasy ludzie podcinają gałąź, na której siedzą. Lokalne społeczności niestety zazwyczaj koncentrują się na bieżących potrzebach, często nawet nie uświadamiając sobie konsekwencji swojego postępowania. Poziom świadomości, jak ważne są lasy z punktu widzenia absorpcji dwutlenku węgla, wykracza niestety poza zdolność pojmowania tubylców. Nie żebyśmy my, mieszkańcy Zachodu, byli znacznie lepsi i mądrzejsi - to międzynarodowe koncerny, zarówno wydobywcze, jak i żywnościowe finansują wyrąb lasów na największą skalę.

Jak policzyć wartość lasów i cenę, jaką ponosimy przez degradację środowiska naturalnego?

Lasy dostarczają nam żywności, drewna, zapewniają retencję, oczyszczają powietrze, produkują tlen, a wszystko to za darmo. Wycinane lasy, przestają świadczyć nam te usługi.
Zamiast tego trzeba budować zbiorniki retencyjne, uprawiać żywność, albo obyć się bez tego i ponosić koszty tej sytuacji w postaci powodzi czy erozji gleby. W obu przypadkach oznacza to bezpośrednie koszty finansowe.
Kilka lat temu wydawało się, że będzie lepiej - tempo wylesiania spadło. W Brazylii ustanowiono mądre prawa, zgodnie z którymi właściciel lasu miał prawo wyciąć jedynie 20%, a 80% powinien zostawić w stanie nienaruszonym. Jednak tempo wylesiania znowu wzrasta. Presję na karczowanie dżungli nasilają znane nam dobrze zjawiska - run na tereny pod uprawę biopaliw, poszukiwanie i podejmowanie wydobycia w dziewiczych rejonach Amazonii (i gdziekolwiek tylko są szanse dobrać się do pozostałych jeszcze zasobów ropy) oraz, związana z kryzysem żywnościowym i rosnącymi cenami jedzenia, presja na zwiększanie areału terenów uprawnych. Wszystko to spowodowało, że w 2007 roku Indonezja i Brazylia znalazły się na 3 i 4 miejscu, zaraz za Chinami i USA, w rankingu krajów odpowiadających za największą emisję dwutlenku węgla na świecie.  
Więcej:
http://ziemianarozdrozu.pl/encyklopedia/49/niszczenie-lasow-tropikalnych

Wylesianie

Wycinanie lasów tropikalnych

Rośliny podczas wzrostu pochłaniają dwutlenek węgla i wbudowują go w siebie. Podczas spalania roślin i rozkładania się ściętego drewna zmagazynowany w nich węgiel trafia znów do atmosfery. W lasach będących w stanie równowagi ilość pochłanianego i uwalnianego dwutlenku węgla jest zbliżona i nie wpływa na globalny bilans dwutlenku węgla. Jednak masowe wycinanie lasów i zmniejszanie ich areału powoduje, że w wyniku naszej działalności zmagazynowany w roślinach węgiel trafia do atmosfery.

Rezultatem masowego wycinania lasów jest też pustynnienie terenów i zaburzenie gospodarki wodą. Na wylesionych gruntach woda spływa bez przeszkód unosząc ze sobą bryły ziemi i powodując osuwanie się terenu. W Azji Bangladesz jest regularnie pustoszony przez powodzie, gdyż ogołocono z lasów ściany Himalajów. Giną mieszkające w lasach gatunki zwierząt i cenne, nie poznane jeszcze rośliny. Zagrożeni są też pierwotni mieszkańcy lasów deszczowych.

W wielu ubogich krajach Afryki, Azji i Ameryki Południowej lasy tropikalne wycinane są w zastraszającym tempie. Co 3 lata na świecie znikają lasy tropikalne o powierzchni Polski. W niektórych krajach Afryki wyrębem lasów zajmuje się na co dzień aż 70% mieszkańców, dla których karczowanie lasów jest głównym źródłem dochodów. 60% wyciętych drzew przeznacza się na opał, karczuje się też pola pod nowe uprawy i pastwiska. Nikt nie myśli, co będzie, kiedy już zostanie wycięte ostatnie drzewo. Jak na razie więc większość mieszkańców konkuruje o zasoby według dewizy: "spiesz się z wycinaniem drzew, żeby inni nie skorzystali na tym przed Tobą"... Uboga gleba lasów tropikalnych nie nadaje się do celów rolniczych i hodowlanych. W Amazonii, aby wyżywić jedną krowę, trzeba wykarczować na pastwiska prawie 7 hektarów lasu. Pola założone na takich terenach po 2-3 latach przestają dawać plony, po czym trzeba karczować las na nowe pole.

Proces wylesiania jest nasilany przez budowę dróg. Zdjęcia pokazują Autostradę Transamazońską podczas budowy i kilka lat później. Na drugim zdjęciu wyraźnie widać wyrąb lasu wzdłuż autostrady. Konsekwencje mogą być dramatyczne. Wycinając lasy ludzie podcinają gałąź, na której siedzą. Lokalne społeczności niestety zazwyczaj koncentrują się na bieżących potrzebach, często nawet nie uświadamiając sobie konsekwencji swojego postępowania. Poziom świadomości, jak ważne są lasy z punktu widzenia absorpcji dwutlenku węgla, wykracza niestety poza zdolność pojmowania tubylców. Nie żebyśmy my, mieszkańcy Zachodu, byli znacznie lepsi i mądrzejsi - to międzynarodowe koncerny, zarówno wydobywcze, jak i żywnościowe finansują wyrąb lasów na największą skalę.

Jak policzyć wartość lasów i cenę, jaką ponosimy przez degradację środowiska naturalnego?

Lasy dostarczają nam żywności, drewna, zapewniają retencję, oczyszczają powietrze, produkują tlen, a wszystko to za darmo. Wycinane lasy, przestają świadczyć nam te usługi.
Zamiast tego trzeba budować zbiorniki retencyjne, uprawiać żywność, albo obyć się bez tego i ponosić koszty tej sytuacji w postaci powodzi czy erozji gleby. W obu przypadkach oznacza to bezpośrednie koszty finansowe.
Kilka lat temu wydawało się, że będzie lepiej - tempo wylesiania spadło. W Brazylii ustanowiono mądre prawa, zgodnie z którymi właściciel lasu miał prawo wyciąć jedynie 20%, a 80% powinien zostawić w stanie nienaruszonym. Jednak tempo wylesiania znowu wzrasta. Presję na karczowanie dżungli nasilają znane nam dobrze zjawiska - run na tereny pod uprawę biopaliw, poszukiwanie i podejmowanie wydobycia w dziewiczych rejonach Amazonii (i gdziekolwiek tylko są szanse dobrać się do pozostałych jeszcze zasobów ropy) oraz, związana z kryzysem żywnościowym i rosnącymi cenami jedzenia, presja na zwiększanie areału terenów uprawnych. Wszystko to spowodowało, że w 2007 roku Indonezja i Brazylia znalazły się na 3 i 4 miejscu, zaraz za Chinami i USA, w rankingu krajów odpowiadających za największą emisję dwutlenku węgla na świecie.
Więcej:
http://ziemianarozdrozu.pl/encyklopedia/49/niszczenie-lasow-tropikalnych