Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Szukaj


 

Znalazłem 23 takie materiały

Znaki drogowe zamiast płótna- czemu nie

4666115788338401944579494.jpeg

Eugène Barricade w swoim graffiti używa znaków drogowych by przekazać nam różne ważne wiadomości, wykorzystując do tego ikony pop kultury. Sami sprawdźcie.

Czytaj dalej →


Jak otworzyć czakry- tłumaczenie w bajce dla dzieci

Brak tłumaczenia ale jest dość prostym językiem mówione. Przekaz jasny. Bajkę można znaleźć w sieci, nazywa się Avatar

Mocny przekaz w teledysku Pharella - "Freedom"

Przyznajcie, że Pharell to jeden z tych artystów, którzy oprócz dobrej muzyki, potrafią oczarować kapitalnym przesłaniem.

Narkotykowy przekaz w znanych kompozycjach

Co chciał przez to powiedzieć artysta? Na co dzień rzadko zwracamy uwagę na warstwę tekstową radiowych hitów. Jak się okazuje artyści czerpią inspirację z nielegalnych używek i przesadnie wcale nie kryją tego w swoich tekstach...

Co przeszkadza w myśleniu?

Są trzy fazy ujawniania prawdy: najpierw prawda jest ośmieszana, potem spotyka się z gwałtownym oporem, a na koniec traktowana jest jako oczywistość. Arthur Schopenhauer

Problem tkwi w schematach dotyczących świata, jakie nabieramy na skutek szeroko rozumianego „wychowania”. Każdy z nas posiada swoją własną, indywidualną wizję otaczającej go rzeczywistości. Postrzegając świat, widzimy go przez pryzmat przekonań, jakie nasz umysł posiada na jego temat. 

Czytaj dalej →


Staropolskie Obrzędy Konopne

Pewien czas temu polskie media obiegła wiadomość o schwytaniu przez policję 72-letniej pani Stefanii, która w przydomowym ogródku wśród warzyw uprawiała konopie. Kobieta tłumaczyła stróżom prawa, że zrobiła to, by odstraszać szkodniki, niestety funkcjonariusze nie dali wiary jej tłumaczeniom. Podobne wiadomości niemal co roku przewijają się przez massmedia w Polsce. Okazuje się jednak, że kobieta, która została potraktowana jak zwykła diderka, mówiła szczerą prawdę...

Czytaj dalej →


Nikola Tesla - genialny szaleniec – - Pochodzący z terenów dzisiejszej Chorwacji młodzieniec wykazywał sporą kreatywność. Jeszcze jako dzieciak stworzył wiatrak napędzany... owadami przytwierdzonymi klejem do śmigła.                       (Nikola Tesla był Serbem, synem prawosławnego duchownego. W jego rodzinnej wsi stoi jego pomnik, zresztą odbudowany po tym, jak w latach 90. Chorwaci zniszczyli go razem z pomnikiem wymordowanych w czasie II wojny światowej przez chorwackich faszystów-Ustaszy, mieszkających tam Serbów - dzięki AI88!)

- Mało brakowało, a Tesla skończyłby jako prawosławny duchowny. Tak sobie wymarzył jego ojciec. Na szczęście nauczyciel młodego Nikoli namówił jego rodziców na wysłanie ich potomka na studia inżynierskie w Austrii. 

- Jeszcze zanim skończył edukację, skonstruował swoją pierwszą prądnicę – urządzenie na prąd przemienny. To osiągnięcie otworzyło mu drzwi do kariery – na krótko zahaczył się w paryskiej firmie produkującej mechanizmy według patentów Thomasa Edisona. 

- Thomas Edison był dla Tesli wzorem wielkiego wynalazcy. Wkrótce po porzuceniu pracy, Tesla ruszył do USA na spotkanie ze swym idolem. Gospodarz wyraźnie nie darzył młodzieńca sympatią, jednak postanowił dać mu szansę i zatrudnił go w swym laboratorium.

- Edison nie docenił jednak talentu swego nowego pracownika. Chcąc sprawdzić ile prawdy jest w informacjach o geniuszu Tesli, zaproponował mu pewien układ – jeśli Nikola sprawi, że elektrownie należące do Edisona zwiększą swą wydajność o 50%, ten dostanie nagrodę w wysokości 50 000 dolarów. Młody wynalazca nie tylko wykonał to zadanie, ale i zasugerował swemu pracodawcy kolejną znaczną poprawę wydajności, jeśli tylko ten zrezygnuje z urządzeń na prąd stały i skupi się na prądzie przemiennym. Upokorzony Edison miał wówczas powiedzieć do Nikoli, który przyszedł po należną mu zapłatę: „Tesla, ty nie czaisz naszego amerykańskiego humoru...”. W zamian zaproponował mu marne 10 dolarów podwyżki. Młody naukowiec pożegnał się z dotychczasową pracą.

- Nikola Tesla nie zraził się tym rozczarowaniem i wkrótce otworzył własną firmę – Tesla Electric Light Company. Zanim jednak do tego doszło, Nikola harował jak wół – imał się nawet ciężkiej fizycznej pracy jako robotnik. 

- W swojej firmie Tesla stworzył szczegółowe plany konstrukcji wielu, do dziś stosowanych, urządzeń, m.in. świetlówki. Jego pierwsza elektrownia wytwarzająca prąd przemienny wytworzyła energię pozwalającą oświetlić sporą ilość amerykańskich stacji kolejowych.

- Mimo spektakularnych sukcesów i coraz większych zarobków, Tesla nigdy nie chciał ustatkować się – ba, uważał wręcz, że swoje naukowe osiągnięcia zawdzięcza... celibatowi. Oprócz tego miał dość dziwne podejście do kobiet. Uważał, że wkrótce dojdzie do swoistej zmiany hierarchii i to płeć piękna zdominuje mężczyzn. Z drugiej zaś strony brzydził się np. noszonymi przez kobiety ozdobami – szczególną antypatią darzył perłowe kolczyki. Raz też zwolnił swoją sekretarkę, bo... była za gruba. 

- Tymczasem Edison robił wszystko, aby wynalazki Tesli nie odnosiły sukcesu. Wynalazca otwarcie krytykował stosowanie prądu przemiennego – twierdził, że niesie on za sobą wiele niebezpieczeństw. W chwili gdy Edison skapitulował i również zaczął stosować patenty Tesli, ten właśnie dopracowywał swoje nowe cacko – turbinę wodną. 

-  Tesla pracował też nad zdalnie sterowanymi urządzeniami. W tym celu stworzył pierwszy na świecie pilot radiowy. Wynalazek testował na wielu pojazdach, m.in. stworzył pierwszego „chodzącego” robota oraz zdalnie sterowaną łódź.

-  Wiele osób podziwiało Teslę nie tylko za jego naukowy geniusz, ale i za talent do uczenia się języków. Wynalazca posługiwał się aż ośmioma językami – serbskim, czeskim, angielskim, francuskim, niemieckim, węgierskim, włoskim i łaciną. 

-  Nikola mało spał – podobno wystarczyło mu kilka dwugodzinnych drzemek, aby „naładować swoje akumulatory”. 

- Podczas prezentacji swoich wynalazków lubił wprowadzić nieco urozmaicenia i często wykorzystywał własne ciało w formie przewodnika elektrycznego.

-  Mówiąc o Tesli jako o człowieku, który wyprzedzał swą epokę, warto odnotować jedno z jego największych dzieł, którego niestety nie ukończył. Obsesyjnym marzeniem Nikoli było stworzenie urządzenia umożliwiającego bezprzewodową komunikację i nieograniczony transfer energii elektrycznej. Bazując na skonstruowanym przez siebie transformatorze oraz tzw. „nadajniku powiększającym”, wynalazca zademonstrował sposób na przekazywanie prądu bez stosowania kabli. Za przekaźnik miała posłużyć... ziemia i ukryte w niej fale stojące. Nie skończyło się na teorii – mechanizm przetestowany został na oczach wielu świadków – Tesla uruchomił 200 lamp przesyłając energię z urządzenia znajdującego się... 40 kilometrów dalej. Miało to pewne efekty uboczne – niepodłączone do prądu urządzenia elektryczne same się włączały, ziemia mieniła się iskrami, a hałas słychać było w promieniu dziesiątków kilometrów.

- Sukces Tesli nie zakończył się jedynie na udanych eksperymentach. Jednym z najbardziej tajemniczych projektów naukowca była konstrukcja przypominająca wielką latarnię morską, którą Nikola zaczął konstruować w Long Island. Powstały tam też laboratoria i kompleks badawczy. Wynalazca twierdził, że jest w stanie pozyskać tzw. wolną energię – pozyskiwaną m.in. z promieni kosmicznych. 

- Niestety, szalony pomysł Nikoli nie zakończył się dobrze – w „paradę” wszedł mu Guglielmo Marconi – człowiek, który ubiegł Teslę i na krótko przed nim opatentował wynalazek odbierający fale elektromagnetyczne w formie dźwięku. Marconi nagrodzony został Noblem, mimo trwających rozpraw sądowych dotyczących wykorzystania opatentowanej przez Teslę cewki. Ostatecznie Nikola spór wygrał, ale już pośmiertnie. Tymczasem Marconi stał się ulubieńcem śmietanki naukowej, a Edison dodatkowo robił wszystko, aby uwaga ludzi skupiła się wokół osiągnięć Guglielmo.

- Nikola zaczął być traktowany jako szaleniec, szczególnie po tym, jak oznajmił, że podczas jednego z eksperymentów udało mu się odebrać pozaziemski przekaz. Inwestorzy wycofali się z finansowania tajemniczego projektu. Mimo to legendy mówią, że Tesla przetestował swój nowy wynalazek. Jego efektem miała być niewielka eksplozja nazwana później „katastrofą tunguską”...

- Innym projektem Tesli miał być „bezskrzydły samolot”. Nikola twierdził, że możliwe jest skonstruowanie pojazdu latającego napędzanego reakcjami jonowymi i kontrolowanego za pomocą naziemnych stacji. Obecnie napędy jonowe NASA wykorzystuje w sondach kosmicznych. 

- Podobno w wieku 84 lat Nikola zgłosił się do przedstawicieli armii Stanów Zjednoczonych z propozycją sprzedania im planów dotyczących budowy broni miotającej „promieniami śmierci”. Miała ona służyć do niszczenia wrogich samolotów. 

- Naukowiec miał swoje dziwactwa. Miał np. obsesję na punkcie cyfry 3. Potrafił na przykład obejść budynek trzykrotnie zanim zdecydował się do niego wejść. Kiedy mieszkał w hotelu zawsze wybierał pokój, którego numer podzielny był przez tę cyfrę. Ostatnie lata życia spędził w pokoju nr 3327 położonym na 33 piętrze hotelu New Yorker. Rodzina nieboszczyka zauważyła, że zniknęło większość dokumentów i notatek Nikoli (wliczając w to tajemniczy dziennik, zawierający projekty dla amerykańskiego rządu). Wkrótce amerykańskie władze przejęły też posiadłości i laboratoria naukowca.

Nikola Tesla - genialny szaleniec

- Pochodzący z terenów dzisiejszej Chorwacji młodzieniec wykazywał sporą kreatywność. Jeszcze jako dzieciak stworzył wiatrak napędzany... owadami przytwierdzonymi klejem do śmigła. (Nikola Tesla był Serbem, synem prawosławnego duchownego. W jego rodzinnej wsi stoi jego pomnik, zresztą odbudowany po tym, jak w latach 90. Chorwaci zniszczyli go razem z pomnikiem wymordowanych w czasie II wojny światowej przez chorwackich faszystów-Ustaszy, mieszkających tam Serbów - dzięki AI88!)

- Mało brakowało, a Tesla skończyłby jako prawosławny duchowny. Tak sobie wymarzył jego ojciec. Na szczęście nauczyciel młodego Nikoli namówił jego rodziców na wysłanie ich potomka na studia inżynierskie w Austrii.

- Jeszcze zanim skończył edukację, skonstruował swoją pierwszą prądnicę – urządzenie na prąd przemienny. To osiągnięcie otworzyło mu drzwi do kariery – na krótko zahaczył się w paryskiej firmie produkującej mechanizmy według patentów Thomasa Edisona.

- Thomas Edison był dla Tesli wzorem wielkiego wynalazcy. Wkrótce po porzuceniu pracy, Tesla ruszył do USA na spotkanie ze swym idolem. Gospodarz wyraźnie nie darzył młodzieńca sympatią, jednak postanowił dać mu szansę i zatrudnił go w swym laboratorium.

- Edison nie docenił jednak talentu swego nowego pracownika. Chcąc sprawdzić ile prawdy jest w informacjach o geniuszu Tesli, zaproponował mu pewien układ – jeśli Nikola sprawi, że elektrownie należące do Edisona zwiększą swą wydajność o 50%, ten dostanie nagrodę w wysokości 50 000 dolarów. Młody wynalazca nie tylko wykonał to zadanie, ale i zasugerował swemu pracodawcy kolejną znaczną poprawę wydajności, jeśli tylko ten zrezygnuje z urządzeń na prąd stały i skupi się na prądzie przemiennym. Upokorzony Edison miał wówczas powiedzieć do Nikoli, który przyszedł po należną mu zapłatę: „Tesla, ty nie czaisz naszego amerykańskiego humoru...”. W zamian zaproponował mu marne 10 dolarów podwyżki. Młody naukowiec pożegnał się z dotychczasową pracą.

- Nikola Tesla nie zraził się tym rozczarowaniem i wkrótce otworzył własną firmę – Tesla Electric Light Company. Zanim jednak do tego doszło, Nikola harował jak wół – imał się nawet ciężkiej fizycznej pracy jako robotnik.

- W swojej firmie Tesla stworzył szczegółowe plany konstrukcji wielu, do dziś stosowanych, urządzeń, m.in. świetlówki. Jego pierwsza elektrownia wytwarzająca prąd przemienny wytworzyła energię pozwalającą oświetlić sporą ilość amerykańskich stacji kolejowych.

- Mimo spektakularnych sukcesów i coraz większych zarobków, Tesla nigdy nie chciał ustatkować się – ba, uważał wręcz, że swoje naukowe osiągnięcia zawdzięcza... celibatowi. Oprócz tego miał dość dziwne podejście do kobiet. Uważał, że wkrótce dojdzie do swoistej zmiany hierarchii i to płeć piękna zdominuje mężczyzn. Z drugiej zaś strony brzydził się np. noszonymi przez kobiety ozdobami – szczególną antypatią darzył perłowe kolczyki. Raz też zwolnił swoją sekretarkę, bo... była za gruba.

- Tymczasem Edison robił wszystko, aby wynalazki Tesli nie odnosiły sukcesu. Wynalazca otwarcie krytykował stosowanie prądu przemiennego – twierdził, że niesie on za sobą wiele niebezpieczeństw. W chwili gdy Edison skapitulował i również zaczął stosować patenty Tesli, ten właśnie dopracowywał swoje nowe cacko – turbinę wodną.

- Tesla pracował też nad zdalnie sterowanymi urządzeniami. W tym celu stworzył pierwszy na świecie pilot radiowy. Wynalazek testował na wielu pojazdach, m.in. stworzył pierwszego „chodzącego” robota oraz zdalnie sterowaną łódź.

- Wiele osób podziwiało Teslę nie tylko za jego naukowy geniusz, ale i za talent do uczenia się języków. Wynalazca posługiwał się aż ośmioma językami – serbskim, czeskim, angielskim, francuskim, niemieckim, węgierskim, włoskim i łaciną.

- Nikola mało spał – podobno wystarczyło mu kilka dwugodzinnych drzemek, aby „naładować swoje akumulatory”.

- Podczas prezentacji swoich wynalazków lubił wprowadzić nieco urozmaicenia i często wykorzystywał własne ciało w formie przewodnika elektrycznego.

- Mówiąc o Tesli jako o człowieku, który wyprzedzał swą epokę, warto odnotować jedno z jego największych dzieł, którego niestety nie ukończył. Obsesyjnym marzeniem Nikoli było stworzenie urządzenia umożliwiającego bezprzewodową komunikację i nieograniczony transfer energii elektrycznej. Bazując na skonstruowanym przez siebie transformatorze oraz tzw. „nadajniku powiększającym”, wynalazca zademonstrował sposób na przekazywanie prądu bez stosowania kabli. Za przekaźnik miała posłużyć... ziemia i ukryte w niej fale stojące. Nie skończyło się na teorii – mechanizm przetestowany został na oczach wielu świadków – Tesla uruchomił 200 lamp przesyłając energię z urządzenia znajdującego się... 40 kilometrów dalej. Miało to pewne efekty uboczne – niepodłączone do prądu urządzenia elektryczne same się włączały, ziemia mieniła się iskrami, a hałas słychać było w promieniu dziesiątków kilometrów.

- Sukces Tesli nie zakończył się jedynie na udanych eksperymentach. Jednym z najbardziej tajemniczych projektów naukowca była konstrukcja przypominająca wielką latarnię morską, którą Nikola zaczął konstruować w Long Island. Powstały tam też laboratoria i kompleks badawczy. Wynalazca twierdził, że jest w stanie pozyskać tzw. wolną energię – pozyskiwaną m.in. z promieni kosmicznych.

- Niestety, szalony pomysł Nikoli nie zakończył się dobrze – w „paradę” wszedł mu Guglielmo Marconi – człowiek, który ubiegł Teslę i na krótko przed nim opatentował wynalazek odbierający fale elektromagnetyczne w formie dźwięku. Marconi nagrodzony został Noblem, mimo trwających rozpraw sądowych dotyczących wykorzystania opatentowanej przez Teslę cewki. Ostatecznie Nikola spór wygrał, ale już pośmiertnie. Tymczasem Marconi stał się ulubieńcem śmietanki naukowej, a Edison dodatkowo robił wszystko, aby uwaga ludzi skupiła się wokół osiągnięć Guglielmo.

- Nikola zaczął być traktowany jako szaleniec, szczególnie po tym, jak oznajmił, że podczas jednego z eksperymentów udało mu się odebrać pozaziemski przekaz. Inwestorzy wycofali się z finansowania tajemniczego projektu. Mimo to legendy mówią, że Tesla przetestował swój nowy wynalazek. Jego efektem miała być niewielka eksplozja nazwana później „katastrofą tunguską”...

- Innym projektem Tesli miał być „bezskrzydły samolot”. Nikola twierdził, że możliwe jest skonstruowanie pojazdu latającego napędzanego reakcjami jonowymi i kontrolowanego za pomocą naziemnych stacji. Obecnie napędy jonowe NASA wykorzystuje w sondach kosmicznych.

- Podobno w wieku 84 lat Nikola zgłosił się do przedstawicieli armii Stanów Zjednoczonych z propozycją sprzedania im planów dotyczących budowy broni miotającej „promieniami śmierci”. Miała ona służyć do niszczenia wrogich samolotów.

- Naukowiec miał swoje dziwactwa. Miał np. obsesję na punkcie cyfry 3. Potrafił na przykład obejść budynek trzykrotnie zanim zdecydował się do niego wejść. Kiedy mieszkał w hotelu zawsze wybierał pokój, którego numer podzielny był przez tę cyfrę. Ostatnie lata życia spędził w pokoju nr 3327 położonym na 33 piętrze hotelu New Yorker. Rodzina nieboszczyka zauważyła, że zniknęło większość dokumentów i notatek Nikoli (wliczając w to tajemniczy dziennik, zawierający projekty dla amerykańskiego rządu). Wkrótce amerykańskie władze przejęły też posiadłości i laboratoria naukowca.

Afroman i nowy pro-legalizacyjny remix “Because I Got High”

Rawie 15 lat po premierze kawałka “Because I Got High” – znanego utworu związanego z tematem marihuany, wydaje się, że Afroman znowu będzie w centrum uwagi. Tym razem jako zwolennik legalizacji.

Nominowany do nagrody Grammy artysta niedawno połączył siły z NORML i Weedmaps tworząc remake swojego przeboju, obracając pierwotną wersję utworu w hymn pro-legalizacyjny na wybory tegoroczne wybory w Stanach Zjednoczonych. Nowy remix w zabawny sposób prowadzi narrację otaczającą korzyści z reformy prawa marihuany, a także medyczne korzyści samej rośliny.

Tuż przed wyborami jego najnowszy projekt podgrzewa atmosferę związaną z możliwymi zmianami zachodzącymi w całym kraju. Dwa stany, Alaska i Oregon będą głosować w sprawie legalizacji marihuany. Wyborcy na Florydzie będą mieli okazję do zatwierdzenia legalnego stosowania medycznej marihuany. W Waszyngtonie, wyborcy mogą zagłosować za dekryminalizacją posiadania marihuany i możliwością hodowli roślin do użytku osobistego.

Nie było lepszego czasu aby wydać remake kultowej canna-klasyki. Wersja 2014 “Because I Got High” nie tylko podważa stare stereotypy, ale także stara się budować poparcie i entuzjazm co do reformy prawa związanego z marihuaną w tegorocznych wyborach.

Poprzez nową wersje, przekazuje on ważną wiadomość polityczną młodszym obywatelom, a jego ogólnoświatowa sława sprawia, że przekaz trafi do wielu osób. Argumentuje on tekst nowego kawałka, możliwością leczenia jaskry, finansowaniem szkół z podatków od legalnej marihuany, podkreśla wiele świadczeń społecznych, medycznych i ekonomicznych legalizacji, informując w zabawny sposób.

“NORML jest zachwycony, że jest częścią tej współpracy, łączącej sztukę, rozrywki i aktywizm w jednej kampanii, aby zaznaczyć wiele pozytywnych korzyści z konopi i podnieść świadomość społeczną w odniesieniu do inicjatywy legalizacyjnej która obędzie się w listopadzie 2014 w Stanach Zjednoczonych.”

Remix “Because I Got High” jest częścią kampanii Weedmaps. Każdego miesiąca artysta będzie tworzył piosenkę, która pokazuje jak marihuana wpływa na ich proces twórczy. “Wszyscy ci artyści używają marihuany aby w pełni wykorzystać swoją kreatywność”.

8 reguł świadomej komunikacji,które rozwiążą większość problemów – Nie można się jej nauczyć w szkołach, choć jest jedną z najważniejszych umiejętności życiowych. Nie ma wielu nauczycieli jej uczących, choć każdy jest jej uczniem. Nie ma o niej programów telewizyjnych, choć wszędzie się z niej korzysta. Od jej jakości zależy przetrwanie gatunku i te zwierzęta czy plemiona, które nią lepiej operują, dominują nad pozostałymi.

Przez zdecydowaną większość życia dla zdecydowanej większości ludzi jest nieświadoma oraz zautomatyzowana i nie daje możliwości dokonywania zmian nawyków wyuczonych we wczesnym dzieciństwie. Czy mowa o jedzeniu? O oddychaniu? Nie, o świadomej komunikacji. W tym artykule dowiesz się, jakich zasad przestrzegać, by znacznie zmniejszyć liczbę błędów komunikacyjnych nieświadomie popełnianych przez większość ludzi.


1. Czy to, co mówisz, można zrealizować?

To, co mówisz, musi być możliwe do zrealizowania – oto reguła pierwsza. Jeśli nie, to komunikat werbalny nie może być wykonany. Jeśli usłyszysz: „Zapomnij liczbę 4”, nie jesteś w stanie tego zrobić, bo proces zapominania jest niewykonalny. Taka komenda ma dokładnie odwrotny efekt – osoba, pamiętając, co rzekomo ma zapomnieć, wzmacnia informację, którą rozmówca chciał zlikwidować. Podobnie jest z nagminnym w piaskownicach komentarzem rodziców do dzieci: „Bądź grzeczny” (lub jakikolwiek inny przymiotnik). Czasownik „być” jest niewykonalny, bo nie można „nie być”. Dziecko tego nie zrozumie, co frustruje i je, i rodzica. W zamian sprecyzuj, o co dokładnie chodzi, i upewnij się, że można to zrobić, by fizycznie zaistniał rezultat.

2. Czy to, co mówisz, jest precyzyjnie sformułowane?

„Bądź grzeczny!”, „Zachowuj się!”, „Zmotywuj się!” Wiesz, o co chodzi? Nie – komunikatowi brakuje precyzji, a co za tym idzie – można go rozumieć na zbyt wiele sposobów. To w efekcie prawie na pewno gwarantuje inne niż oczekiwane wykonanie komunikatu. Zamiast „Bądź grzeczny!” powiedz do dziecka dokładnie, czego oczekujesz, np.: „Odłóż zabawkę na półkę z innymi zabawkami”. Zamiast „Zachowuj się!” poproś drugą stronę: „Mów o pół tonu ciszej”. Nie żądaj „zmotywowania się”, bo nie wiadomo, co to oznacza. Zaproponuj, by druga strona wyprostowała się, mówiła głośniej i opowiedziała o sytuacji, w której odczuwa entuzjazm. To, co mówisz, musi być precyzyjnie sformułowane – oto reguła numer dwa.

3. Czy to, co mówisz, jest pozytywnie sformułowane?

Proponujesz komuś coś do picia i pytasz, czy ma ochotę na kawę. Słyszysz, że nie. Proponujesz więc herbatę. Również „nie”. Sok pomarańczowy? „Nie”. Kieliszek wódki? „Nie”. Ile czasu potrzeba, byś się zirytował? Samo negowanie jest reaktywne – odwołuje się do rzeczywistości już istniejącej bez konstruktywnego kreowania przyszłości, co pozostawia rozmówcę bez możliwości rozwiązania problemu. Ma to szczególnie negatywne konsekwencje dla małych dzieci, które słysząc, czego mają nie robić, nie są w stanie wyrobić u siebie proaktywnej postawy szukania rozwiązań. Dodatkowo mózg nie rozpoznaje zaprzeczeń – propozycja, byś nie myślał o różowym słoniu, skończy się fiaskiem, bo to, co usłyszysz (mimo negacji), mózg przetworzy. Następnym razem, gdy ktoś Ci powie, że „nie chce się czepiać, ale…”, to oczywiście czepiać się chce. Zamiast powiedzieć pracownikowi: „Nie mów tak do klienta”, wyjaśnij, jak konkretnie chcesz, by osoba ta się wypowiadała. Reguła numer trzy – to, co mówisz, musi być pozytywnie sformułowane.

4. Czy to, co mówisz, jest komunikatem dla Ciebie czy dla rozmówcy?

„Zrozum to”. „Wiedz, co do Ciebie mówię”. „Poczuj mnie”. Druga strona nie jest w stanie Cię zrozumieć tak, jak chcesz być zrozumiany, bo to może zostać wykonane tylko przez Ciebie. Nikt nie może być odpowiedzialny za procesy mentalne i emocjonalne innej osoby, ponieważ w ostatecznym rozrachunku to Ty decydujesz o tym, co myślisz i czujesz (niezależnie od tego, czy rozmówca jest bodźcem to stymulującym). Druga strona również nie może wiedzieć, o co Ci chodzi, nie może Cię „poczuć” tak, jak chcesz. Może za to zrozumieć Ciebie, tak jak sama to sobie wyobraża, odczuwa, interpretuje, czyli według własnych filtrów poznawczych. Jeśli Ty siebie rozumiesz, wiesz, co chcesz przekazać, i sam siebie czujesz, to przekazanie tego drugiej stronie będzie możliwe. Reguła numer cztery to pamiętanie o tym by wziąć odpowiedzialność za siebie i oddać ją innym.

5. Czy to, co mówisz, jest czytaniem w myślach czy opisem mierzalnych faktów?

„Widzę, że jesteś smutny!” Nie, widzisz łzy lecące z oczu. Kroiłem cebulę.

„Wiem, co za chwilę powiesz!” Nie wiesz, przypominasz sobie jedynie, co w podobnej sytuacji powiedziałem ostatnim razem.

„To zdjęcie mi mówi, że nie byłeś wtedy szczęśliwy”. Nie, zdjęcia nie mówią. To Ty je w taki sposób interpretujesz, a następnie przenosisz tę interpretację na zdjęcie. Jest to błąd atrybucyjny (zdjęcia nie mają możliwości mówienia) i projekcja (uznanie, że to, co sądzimy sami na temat rzeczywistości, sądzi również rozmówca).

Odczytywanie procesów mentalnych w rzeczywistości jest trudne (do dziś psychologia nie znalazła jednoznacznych rozwiązań dotyczących np. języka ciała), a w komunikacji bardziej ograniczonej – w praktyce prawie zawsze niemożliwe (szacuje się, że większość komunikacji e-mailowej jest zniekształcona, czyli odbiór wiadomości jest inny niż intencja, którą kierował się autor).

Opis faktów natomiast ma charakter obiektywny i pomaga uniknąć wielu konfliktów, takich jak np. traktowanie własnego osądu jako obiektywnego opisu rzeczywistości. Błąd ten widać w poniższym przykładzie:
– Wyglądasz na zdenerwowanego.
– Nie jestem.
– Jak to nie, przecież widzę!

Dlatego pamiętaj o piątej regule świadomej komunikacji – opisuj mierzalne fakty zamiast czytać w myślach.

6. Czy to, co mówisz, opisuje, co czujesz, czy atakuje drugą stronę?
Atakowanie rozmówcy zwykle prowadzi do włączenia się u niego mechanizmów obronnych służących do ochrony obrazu siebie. Powiedzenie partnerowi: „Ty mnie nie kochasz!” skończy się prawdopodobnie zaprzeczeniem („Jak to nie, przecież Cię kocham!”), odwetem („Ciągle się mnie czepiasz!”), eskalacją konfliktu („Znowu to samo, ile można wymyślać problemów, których nie ma?”). Zamiast atakowania korzystniej jest mówić o swoich własnych odczuciach, co ma charakter edukacyjny i informacyjny i jest bezpieczne dla integralności rozmówcy. W powyższym przykładzie zamiast „Ty mnie nie kochasz!” efektywniejszym przekazem byłoby: „Wczoraj, gdy powiedziałeś, że źle wyglądam w tej sukience, poczułam smutek”. Jeśli rozmówca powie, że nie to miał na myśli, należy wyjaśnić: „Rozumiem i cieszę się, że miałeś inne intencje. Jednocześnie ja to w taki sposób zrozumiałam. Czy mógłbyś następnym razem powiedzieć to w inny sposób, na przykład…?”. Ta reguła (szósta) zabezpiecza przed występowaniem konfliktów, pamiętaj by opisywać swoje uczucia bez atakowania rozmówcy.

7. Czy to, co mówisz, dotyczy osoby czy jej zachowań?

Mówienie o człowieku jest zawsze zgeneralizowane, a więc uogólnia jednostkowe sytuacje. To poziom oceny – i niezależnie od tego, czy pozytywnej („Jesteś wyjątkowo inteligentny”) czy negatywnej („Jesteś wyjątkowo głupi”) – buduje nieprawdziwy obraz w głowie rozmówcy na jego temat. Nieprawdziwy, bo każdy człowiek ma momenty, gdy zachował się wyjątkowo inteligentnie i wyjątkowo głupio (w zależności od opinii oceniającego, bo nie ma obiektywnych kryteriów inteligencji i głupoty). Ten obraz buduje określone poczucie własnej wartości, a sam komunikat pozornie opisuje rzeczywistość, co uniemożliwia dokonanie zmian. Jeśli ktoś jest rzekomo „głupi”, to nic z tym nie może zrobić. Dlatego znacznie efektywniejsze jest odnoszenie się do zachowań rozmówcy, bo te – w przeciwieństwie do osobowości – łatwo zmienić plus rzadko kiedy bierze się je do siebie. Zamiast „jesteś głupi” powiedz: „Gdy idziesz do klienta, to następnym razem poczytaj więcej na temat tego, czym zajmuje się jego firma”. Zamiast „jesteś mądry” powiedz: „Gdy wczoraj wyraziłeś swoją opinię o tym filmie, zainspirowałeś mnie do jego obejrzenia”. Reguła siódma uczy by mówić o zachowaniach ludzi, a nie o nich samych.

8. Czy to, co mówisz, jest bezpośrednie czy ma ukrytą intencję?

„Kochanie, nie było ładniejszej sukienki?” wcale nie jest pytaniem o dostępność innych sukienek, ale negatywnym komentarzem oceniającym na temat tej konkretnej. Słowa „A jak myślisz, do jasnej cholery?!” nie mają na celu poznania opinii drugiej strony, ale wyrażenie własnej frustracji. Przekazy z podwójnym dnem, w których wypowiedziana treść różni się od prawdziwej intencji mówiącego, zmniejszają zaufanie dorosłego rozmówcy, a przez dzieci nie zostaną zrozumiane. Ponieważ budowanie relacji bez zaufania nie jest możliwe, im bardziej bezpośredni przekaz (z zachowaniem zasad społecznej poprawności i wrażliwości rozmówcy na informacje zwrotne), tym więcej w niej szczerości i łatwości w pozytywnym przyjęciu komunikatu. Stąd też ósma reguła: mówić bezpośrednio co się ma do przekazania.

Wprowadzenie powyższych zasad w życie wymaga systematycznej praktyki. Niektóre z błędów komunikacyjnych (np. mówienie do dzieci czy pracowników, czego nie robić) są tak powszechne, że zyskują status „normy” – mimo swej dysfunkcjonalności. Na szczęście każdą umiejętność można wyćwiczyć, a najlepiej to osiągnąć, skupiając się na jednej technice w ciągu minimum tygodnia. Liczba nieporozumień i konfliktów komunikacyjnych na pewno zostanie zmniejszona. Powodzenia!

/            Mateusz Grzesiak            natemat.pl         /

8 reguł świadomej komunikacji,które rozwiążą większość problemów

Nie można się jej nauczyć w szkołach, choć jest jedną z najważniejszych umiejętności życiowych. Nie ma wielu nauczycieli jej uczących, choć każdy jest jej uczniem. Nie ma o niej programów telewizyjnych, choć wszędzie się z niej korzysta. Od jej jakości zależy przetrwanie gatunku i te zwierzęta czy plemiona, które nią lepiej operują, dominują nad pozostałymi.

Przez zdecydowaną większość życia dla zdecydowanej większości ludzi jest nieświadoma oraz zautomatyzowana i nie daje możliwości dokonywania zmian nawyków wyuczonych we wczesnym dzieciństwie. Czy mowa o jedzeniu? O oddychaniu? Nie, o świadomej komunikacji. W tym artykule dowiesz się, jakich zasad przestrzegać, by znacznie zmniejszyć liczbę błędów komunikacyjnych nieświadomie popełnianych przez większość ludzi.


1. Czy to, co mówisz, można zrealizować?

To, co mówisz, musi być możliwe do zrealizowania – oto reguła pierwsza. Jeśli nie, to komunikat werbalny nie może być wykonany. Jeśli usłyszysz: „Zapomnij liczbę 4”, nie jesteś w stanie tego zrobić, bo proces zapominania jest niewykonalny. Taka komenda ma dokładnie odwrotny efekt – osoba, pamiętając, co rzekomo ma zapomnieć, wzmacnia informację, którą rozmówca chciał zlikwidować. Podobnie jest z nagminnym w piaskownicach komentarzem rodziców do dzieci: „Bądź grzeczny” (lub jakikolwiek inny przymiotnik). Czasownik „być” jest niewykonalny, bo nie można „nie być”. Dziecko tego nie zrozumie, co frustruje i je, i rodzica. W zamian sprecyzuj, o co dokładnie chodzi, i upewnij się, że można to zrobić, by fizycznie zaistniał rezultat.

2. Czy to, co mówisz, jest precyzyjnie sformułowane?

„Bądź grzeczny!”, „Zachowuj się!”, „Zmotywuj się!” Wiesz, o co chodzi? Nie – komunikatowi brakuje precyzji, a co za tym idzie – można go rozumieć na zbyt wiele sposobów. To w efekcie prawie na pewno gwarantuje inne niż oczekiwane wykonanie komunikatu. Zamiast „Bądź grzeczny!” powiedz do dziecka dokładnie, czego oczekujesz, np.: „Odłóż zabawkę na półkę z innymi zabawkami”. Zamiast „Zachowuj się!” poproś drugą stronę: „Mów o pół tonu ciszej”. Nie żądaj „zmotywowania się”, bo nie wiadomo, co to oznacza. Zaproponuj, by druga strona wyprostowała się, mówiła głośniej i opowiedziała o sytuacji, w której odczuwa entuzjazm. To, co mówisz, musi być precyzyjnie sformułowane – oto reguła numer dwa.

3. Czy to, co mówisz, jest pozytywnie sformułowane?

Proponujesz komuś coś do picia i pytasz, czy ma ochotę na kawę. Słyszysz, że nie. Proponujesz więc herbatę. Również „nie”. Sok pomarańczowy? „Nie”. Kieliszek wódki? „Nie”. Ile czasu potrzeba, byś się zirytował? Samo negowanie jest reaktywne – odwołuje się do rzeczywistości już istniejącej bez konstruktywnego kreowania przyszłości, co pozostawia rozmówcę bez możliwości rozwiązania problemu. Ma to szczególnie negatywne konsekwencje dla małych dzieci, które słysząc, czego mają nie robić, nie są w stanie wyrobić u siebie proaktywnej postawy szukania rozwiązań. Dodatkowo mózg nie rozpoznaje zaprzeczeń – propozycja, byś nie myślał o różowym słoniu, skończy się fiaskiem, bo to, co usłyszysz (mimo negacji), mózg przetworzy. Następnym razem, gdy ktoś Ci powie, że „nie chce się czepiać, ale…”, to oczywiście czepiać się chce. Zamiast powiedzieć pracownikowi: „Nie mów tak do klienta”, wyjaśnij, jak konkretnie chcesz, by osoba ta się wypowiadała. Reguła numer trzy – to, co mówisz, musi być pozytywnie sformułowane.

4. Czy to, co mówisz, jest komunikatem dla Ciebie czy dla rozmówcy?

„Zrozum to”. „Wiedz, co do Ciebie mówię”. „Poczuj mnie”. Druga strona nie jest w stanie Cię zrozumieć tak, jak chcesz być zrozumiany, bo to może zostać wykonane tylko przez Ciebie. Nikt nie może być odpowiedzialny za procesy mentalne i emocjonalne innej osoby, ponieważ w ostatecznym rozrachunku to Ty decydujesz o tym, co myślisz i czujesz (niezależnie od tego, czy rozmówca jest bodźcem to stymulującym). Druga strona również nie może wiedzieć, o co Ci chodzi, nie może Cię „poczuć” tak, jak chcesz. Może za to zrozumieć Ciebie, tak jak sama to sobie wyobraża, odczuwa, interpretuje, czyli według własnych filtrów poznawczych. Jeśli Ty siebie rozumiesz, wiesz, co chcesz przekazać, i sam siebie czujesz, to przekazanie tego drugiej stronie będzie możliwe. Reguła numer cztery to pamiętanie o tym by wziąć odpowiedzialność za siebie i oddać ją innym.

5. Czy to, co mówisz, jest czytaniem w myślach czy opisem mierzalnych faktów?

„Widzę, że jesteś smutny!” Nie, widzisz łzy lecące z oczu. Kroiłem cebulę.

„Wiem, co za chwilę powiesz!” Nie wiesz, przypominasz sobie jedynie, co w podobnej sytuacji powiedziałem ostatnim razem.

„To zdjęcie mi mówi, że nie byłeś wtedy szczęśliwy”. Nie, zdjęcia nie mówią. To Ty je w taki sposób interpretujesz, a następnie przenosisz tę interpretację na zdjęcie. Jest to błąd atrybucyjny (zdjęcia nie mają możliwości mówienia) i projekcja (uznanie, że to, co sądzimy sami na temat rzeczywistości, sądzi również rozmówca).

Odczytywanie procesów mentalnych w rzeczywistości jest trudne (do dziś psychologia nie znalazła jednoznacznych rozwiązań dotyczących np. języka ciała), a w komunikacji bardziej ograniczonej – w praktyce prawie zawsze niemożliwe (szacuje się, że większość komunikacji e-mailowej jest zniekształcona, czyli odbiór wiadomości jest inny niż intencja, którą kierował się autor).

Opis faktów natomiast ma charakter obiektywny i pomaga uniknąć wielu konfliktów, takich jak np. traktowanie własnego osądu jako obiektywnego opisu rzeczywistości. Błąd ten widać w poniższym przykładzie:
– Wyglądasz na zdenerwowanego.
– Nie jestem.
– Jak to nie, przecież widzę!

Dlatego pamiętaj o piątej regule świadomej komunikacji – opisuj mierzalne fakty zamiast czytać w myślach.

6. Czy to, co mówisz, opisuje, co czujesz, czy atakuje drugą stronę?
Atakowanie rozmówcy zwykle prowadzi do włączenia się u niego mechanizmów obronnych służących do ochrony obrazu siebie. Powiedzenie partnerowi: „Ty mnie nie kochasz!” skończy się prawdopodobnie zaprzeczeniem („Jak to nie, przecież Cię kocham!”), odwetem („Ciągle się mnie czepiasz!”), eskalacją konfliktu („Znowu to samo, ile można wymyślać problemów, których nie ma?”). Zamiast atakowania korzystniej jest mówić o swoich własnych odczuciach, co ma charakter edukacyjny i informacyjny i jest bezpieczne dla integralności rozmówcy. W powyższym przykładzie zamiast „Ty mnie nie kochasz!” efektywniejszym przekazem byłoby: „Wczoraj, gdy powiedziałeś, że źle wyglądam w tej sukience, poczułam smutek”. Jeśli rozmówca powie, że nie to miał na myśli, należy wyjaśnić: „Rozumiem i cieszę się, że miałeś inne intencje. Jednocześnie ja to w taki sposób zrozumiałam. Czy mógłbyś następnym razem powiedzieć to w inny sposób, na przykład…?”. Ta reguła (szósta) zabezpiecza przed występowaniem konfliktów, pamiętaj by opisywać swoje uczucia bez atakowania rozmówcy.

7. Czy to, co mówisz, dotyczy osoby czy jej zachowań?

Mówienie o człowieku jest zawsze zgeneralizowane, a więc uogólnia jednostkowe sytuacje. To poziom oceny – i niezależnie od tego, czy pozytywnej („Jesteś wyjątkowo inteligentny”) czy negatywnej („Jesteś wyjątkowo głupi”) – buduje nieprawdziwy obraz w głowie rozmówcy na jego temat. Nieprawdziwy, bo każdy człowiek ma momenty, gdy zachował się wyjątkowo inteligentnie i wyjątkowo głupio (w zależności od opinii oceniającego, bo nie ma obiektywnych kryteriów inteligencji i głupoty). Ten obraz buduje określone poczucie własnej wartości, a sam komunikat pozornie opisuje rzeczywistość, co uniemożliwia dokonanie zmian. Jeśli ktoś jest rzekomo „głupi”, to nic z tym nie może zrobić. Dlatego znacznie efektywniejsze jest odnoszenie się do zachowań rozmówcy, bo te – w przeciwieństwie do osobowości – łatwo zmienić plus rzadko kiedy bierze się je do siebie. Zamiast „jesteś głupi” powiedz: „Gdy idziesz do klienta, to następnym razem poczytaj więcej na temat tego, czym zajmuje się jego firma”. Zamiast „jesteś mądry” powiedz: „Gdy wczoraj wyraziłeś swoją opinię o tym filmie, zainspirowałeś mnie do jego obejrzenia”. Reguła siódma uczy by mówić o zachowaniach ludzi, a nie o nich samych.

8. Czy to, co mówisz, jest bezpośrednie czy ma ukrytą intencję?

„Kochanie, nie było ładniejszej sukienki?” wcale nie jest pytaniem o dostępność innych sukienek, ale negatywnym komentarzem oceniającym na temat tej konkretnej. Słowa „A jak myślisz, do jasnej cholery?!” nie mają na celu poznania opinii drugiej strony, ale wyrażenie własnej frustracji. Przekazy z podwójnym dnem, w których wypowiedziana treść różni się od prawdziwej intencji mówiącego, zmniejszają zaufanie dorosłego rozmówcy, a przez dzieci nie zostaną zrozumiane. Ponieważ budowanie relacji bez zaufania nie jest możliwe, im bardziej bezpośredni przekaz (z zachowaniem zasad społecznej poprawności i wrażliwości rozmówcy na informacje zwrotne), tym więcej w niej szczerości i łatwości w pozytywnym przyjęciu komunikatu. Stąd też ósma reguła: mówić bezpośrednio co się ma do przekazania.

Wprowadzenie powyższych zasad w życie wymaga systematycznej praktyki. Niektóre z błędów komunikacyjnych (np. mówienie do dzieci czy pracowników, czego nie robić) są tak powszechne, że zyskują status „normy” – mimo swej dysfunkcjonalności. Na szczęście każdą umiejętność można wyćwiczyć, a najlepiej to osiągnąć, skupiając się na jednej technice w ciągu minimum tygodnia. Liczba nieporozumień i konfliktów komunikacyjnych na pewno zostanie zmniejszona. Powodzenia!

/ Mateusz Grzesiak natemat.pl /

Źródło:

natemat.pl

Bruksela chce nas pozbawić leków naturalnych

Chodzi o rozporządzenie 1924/2006/WE w sprawie oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych dotyczących produktów medycyny naturalnej. Nakłada ono na sprzedawców naturalnych produktów medycznych obowiązek uzyskania specjalnego zezwolenia, aby móc informować konsumentów – pisemnie lub ustnie – o właściwościach terapeutycznych oferowanych produktów naturalnych.
Takie zezwolenie wydaje Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA, European Food Safety Authority), który na podjęcie w tej mierze decyzji potrzebuje od 3 do 5 lat! (zob. tekst obok). Co więcej, na blisko 44.000 wniosków złożonych od 2008 r., urząd ten wydał jak dotąd zaledwie 241 zezwoleń.

Jest to kolejne już, tym razem wyjątkowo dotkliwe i podstępne uderzenie w preparaty pochodzenia naturalnego, stanowiące często skuteczną konkurencję dla różnego rodzaju specyfików syntetycznych, a za całą sprawą kryją się w sposób oczywisty interesy wielkich koncernów farmaceutycznych. Do czasu uzyskania stosownych dokumentów i odpowiednich zezwoleń wspomniane produkty nie będą bowiem mogły być sprzedawane na dotychczasowych zasadach lub z takim opisem, jak dotychczas, co poważnie ograniczy lub wręcz wyeliminuje ich dostępność. Mamy tu do czynienia z bezprecedensowym, jeśli chodzi o jego skalę, skandalem polegającym na naruszeniu podstawowych wolności obywatelskich oraz praw człowieka poprzez zablokowanie możliwości dokonywania przez ludzi suwerennych wyborów w odniesieniu do własnego zdrowia. Żadną miarą nie wolno się na to godzić.

W polityce funkcjonuje stare powiedzenie: Milczenie oznacza zgodę. Jeśli nie wyrazisz swojego zdania, podpisując petycję, europejscy biurokraci zrozumieją to jako przyzwolenie na ten niekorzystny dla wszystkich w Polsce przepis. Pomyślą, że ta ogromna przysługa, jaką wyświadczają przemysłowi farmaceutycznemu i spożywczemu, nie wzbudziła niczyjego zainteresowania ani oburzenia i otrzymali zielone światło do działania. Dlatego wszyscy liczymy na Twój podpis, bo nadeszła chwila prawdy. Będzie on bardzo ważnym i demokratycznym gestem dla działań podejmowanych przez Instytut Obrony Zdrowia Naturalnego.

Po podpisaniu petycji przekaż tą wiadomość wszystkim swoim znajomym. Powiedz im, że trzeba działać. Naprawdę nie ma czasu do stracenia.

http://www.iozn.pl/petycja/Podpisz_petycje.html?utm_source=wpis&utm_medium=strona&utm_campaign=201210-wpis-IOZN

Źródło: http://www.iozn.pl