Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
 

 

Zdjęcia, które odejmą Ci mowę

Historyczne i bolesne momenty. Codziennie Świat dotykają przeróżne tragedie. Niektóre ważne momenty udało się uchwycić na fotografii.

Czytaj dalej »


Duch Leona – FUNDACJA POMOCY ZWIERZĘTOM ZAGROŻONYM WYKLUCZENIEM „DUCH LEONA”

NR KONTA 81 1090 2792 0000 0001 2332 8499

1%
KRS 0000217180
cel szczegółowy Duch Leona

Duch Leona

FUNDACJA POMOCY ZWIERZĘTOM ZAGROŻONYM WYKLUCZENIEM „DUCH LEONA”

NR KONTA 81 1090 2792 0000 0001 2332 8499

1%
KRS 0000217180
cel szczegółowy Duch Leona

Ćpanie i latanie, czyli po co wiedźmom miotły?

Wiedźma – stara jędza z pypciem na nosie, posiadaczka czarnego, wyleniałego kocura i domku stojącego na kurzej łapce. Ze znającą się na tworzeniu magicznych mikstur z ziół, żabich odwłoków oraz strupów nietoperza, szamanką kojarzy się jeszcze jeden bardzo charakterystyczny element. To miotła, na której posępna czarodziejka zwykła latać.


Od niepamiętnych czasów folklorystyczne podania mówią o wiedźmach, które za środek transportu obrały sobie swoje sękate miotły. Jako że leciwe szamanki mogły przecież zaczarować każdy inny przedmiot i uczynić z niego swój latający pojazd, z jakiegoś powodu wybór padł na coś tak przyziemnego jak zapyziały badyl z pękiem, związanych sznurkiem, brzozowych zasuszonych gałązek. Czyż nie lepiej w tej roli sprawdziłby się dębowy stół, miękka poduszka, czy drzwi od stodoły? Przy tych ostatnich, smętna miotła wyglądałaby niczym Trabant przy Maybachu.

Tak czy inaczej wszyscy pamiętamy takie czarownice jak na przykład Wiedźma Hazel:

...Złą Czarownicę z Zachodu – jedną z bohaterek „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”:

Oraz nade wszystko – ciotkę Kokosza – Jagę.

Ba, na miotle fruwał nawet Harry Potter...

Skąd ta miotła? No, cóż – żeby dowiedzieć się o pochodzeniu tego legendarnego „pojazdu” latającego zacząć musimy od wynalazku, który jak zapewne pamiętamy z bajek czytanych nam za młodu, powodował, że ten element wyposażenia każdej wiejskiej chaty nabierał swoich niesamowitych mocy. Mowa tu o maści do latania. Według różnych podań maścią należało natrzeć samą miotłę lub ciało pasażera.

Magiczna maść do latania

Również w zależności od wersji legendy tajemniczy specyfik produkowało się z tłuszczu wydobytego ze zwłok noworodka lub zestawu magicznych roślin. I to właśnie roślinom, z których mogła być maść produkowana należy się bliżej przyjrzeć.

Zgodnie z dawnym podaniami, wiedźmy bardzo często korzystały na przykład z pokrzyku wilczej jagody, lulka czarnego, mandragory lekarskiej czy bielunia. Ekstrakty z tych roślin szamanki stosowały podczas rytuałów, rzucania zaklęć, leczenia pacjentów i prawdopodobnie też... do latania.
Co łączy wspomniane roślinki? Ano to, że wszystkie są silnie trujące, a w odpowiedniej dawce mają działanie halucynogenne. To zasługa m.in. hioscyjaminy – alkaloidu porażającego układ nerwowy oraz całemu zestawowi innych działających euforycznie, a także i powodujących psychodeliczne stany, związków chemicznych.

Czarownice na kwasie?

Być może wiedźmy eksperymentowały też ze sporyszem – grzybowym pasożytem atakującym zboża. Od XIV do XVII wieku w całej Europie pojawiały się doniesienia o grupach ludzi (niekiedy nawet i całych wsiach), wpadających w taneczny szał, toczących pianę z ust, dostających ataków paranoi czy gadających z wyimaginowanymi bytami. Ofiary tych „opętań” opisywały później swoje barwne wizje i mistyczne wręcz uniesienia. Dopiero w XX wieku pewien szwajcarski chemik - Albert Hofmann przyjrzał się sporyszowi, a konkretnie ergotaminie – alkaloidowi, z którego otrzymuje się kwas lizergowy, znany bardziej jako LSD.

Czemu maścią należało się smarować?

Te interesujące, wizjonerskie dragi miały jednak pewną wspólną, mocno upierdliwą, cechę – były cholernie niebezpieczne i konsumowane doustnie wywoływały wymioty, męczące nudności i podrażnienia skóry. W skrajnych przypadkach mogły doprowadzić też do śpiączki, a nawet śmierci. Wiedziały o tym wiedźmy, które tworząc skondensowane ekstrakty ze wspomnianych specyfików odkryły, że halucynogenne substancje wchłaniają się również przez skórę – w tym wypadku haj nie jest zmącony niepożądanymi reakcjami ludzkiego ciała. Ba, tak przyjęty narkotyk działał znacznie potężniej niż kiedy przyjmowano go doustnie. Wchłonięty przez skórę omijał wątrobę, która bardzo często znacznie neutralizowała działanie tej magicznej maści.

Po co ta miotła?

No dobra, ale w dalszym ciągu nie wiemy do czego służyła tu miotła. Chociaż pewnie wielu z Was, drodzy Bojownicy, pewnie się już domyśla...

Zacznijmy od tego, że papież Jan XVII w latach 20. XIV wieku dodał czarowanie do oficjalnej listy karygodnych herezji i zezwolił inkwizytorom zajmować się tępieniem tego typu działalności. Pierwszą oskarżoną o konszachty z diabłem i czary była pewna irlandzka wysoko urodzona dama – Alice Kyteler. Proces miał miejsce w 1323 roku. W dokumentach znalazł się opis maści, którą oskarżona trzymała w szafie. Substancją tą, Alice miała w zwyczaju smarować drewniany kijek, a następnie wkładać go sobie między nogi i galopować w te i nazad.

Dwa wieki później, kronikarze opisywali zloty czarownic, podczas których kobiety, w określone noce spotykały się. Na miejsce docierały na obtoczonych w mazi kijach lub klasycznie, na piechotę, po uprzednim wtarciu sobie tajemniczych mazideł pod pachy i w inne swe „owłosione miejsca”.

Już się domyślacie o co chodziło? Położone w pachach i pachwinach gruczoły potowe to miejsca wyjątkowo chłonne. Jeszcze bardziej chłonnym obszarem ciała są... błony śluzowe narządów płciowych. Wiedźmy smarowały więc kije swych mioteł „maścią na latanie”, czyli niczym innym jak halucynogennym mazidłem, a następnie za jego pomocą „aplikowały” sobie narkotyk wprost do swych wagin. Sam proces umieszczania halucynogennego specyfiku budził wśród zeznających w procesach, prostych mieszkańców wsi, skojarzenia z ujeżdżaniem mioteł. A no i warto też dodać, że w większości przypadków czarownice zasiadały na swych miotłach całkiem nago... Wyobraźcie sobie galopują watahę naprutych bieluniem nagich bab, które pocierając się sękatymi kijkami po kroczach radośnie skrzeczą "wiuuuuuuuuuuu...!".

Ćpanie i latanie

Nietrudno zgadnąć, że po wtarciu w swoje krocza maści, wiedźmy odrywały się od rzeczywistości. Od ziemi zresztą też. Halucynogen zawarty w mazidle dawał wrażenie latania – czarownicom wydawało się, że na swych miotłach wzbijają się w przestworza i szybują nad głowami przerażonych, bogobojnych mieszkańców wsi, grodów i zamków.

Will-Erich Peuckert, jeden z najbardziej szanowanych badaczy europejskiego folkloru, dawnych wierzeń, legend i baśni, zainteresował się tematem „maści do latania”. Bazując na instrukcjach zachowanych w kronikach i ustnych przekazach przygotował sobie miksturę na bazie belladonny, lulka i datury.

„Mieliśmy dzikie sny. Twarze tańczyły wokół mojej głowy, co z początku było dość przerażające. W pewnym momencie doznałem silnego uczucia latania. Przebyłem długie mile w powietrzu. Lot wielokrotnie przerywany był gwałtownymi upadkami. Końcową fazą mojego doświadczenia było wrażenie uczestnictwa w orgiastycznej uczcie wypełnionej groteskowymi i bardzo zmysłowymi ekscesami.” - pisał Peuckeret.

Teraz, znając mechanizmy stojące za działaniem latających mioteł zupełnie inaczej patrzeć będziemy na niewinne bohaterki naszych dziecięcych bajek (ciocia Jaga aplikująca sobie narkotyki do pochwy? Serio?). I o ile jesteśmy sobie w stanie wyobrazić taką na przykład Hermionę fruwającą na Nimbusie 2000, to już zasiadający na kijku Harry Potter mocno nas zniesmacza.

Super Size Me

Odkąd tylko pojawiły się na rynku, fast foody zyskały nie tylko ogromną popularność ale i rzesze zagorzałych przeciwników, przestrzegających ludzkość przed zgubnymi skutkami żywienia się w tego rodzaju przybytkach. Ogromne przychody takich firm jak McDonald's dowodzą jednak, że głos krytyki do przeciętnego zjadacza hamburgerów jednak nie dociera. Rzesze otyłych mieszkańców globu, padających jak muchy na zawały serca i marskość wątroby nic sobie nie robią z alarmów dietetyków i lekarzy. Pewien młody Amerykanin postanowił to zmienić...

Z wizytą w ludzkim zoo

Co tu porobić w leniwy weekend? Może by w ramach edukacyjnej rozrywki zabrać dzieciarnię do zoo i pokazać im słonia, makaka oraz stado piesków preriowych? Ach, cóż za szkoda, że nie żyjemy te parę wieków wstecz. Wtedy zaaferowana dzieciarnia mogła podziwiać w klatkach obok strusi i szympansów, takie egzotyczne „zwierzęta” jak Pigmeje, Maorysi czy grupa dzikich Mongołów.


Cenne eksponaty watykańskiego kardynała

Mimo że pomysł ludzkiego zoo dziś wydaje się skrajnie rasistowski, to setki lat temu możliwość podziwiania z bliska murzyńskich, żywych „eksponatów” był równie atrakcyjna, co dzisiejsza wizyta w Disneylandzie. Najstarszym tego typu miejscem było zoo z dzisiejszego Meksyku, które zbudowane zostało jeszcze w czasach przedkolonizacyjnych. Jego posiadaczem był sam Montezuma II – władca azteckiego imperium.

Czytaj dalej »


Czym jest uzależnienie, czyli eksperyment w Szczurzym Parku

Zanim ktoś podjął próbę obiektywnego badania narkotykowych uzależnień, wokół tego tematu narosło wiele mitów, podpartych nierzetelnymi, naukowymi eksperymentami, które przez całe dekady spowijały problem gęstą, mroczną atmosferą. Na szczęście, pojawienie się w uniwersyteckich salach nowoczesnych pionierów w walce o zaprzestanie demonizowania narkotyków nadało historii nowy bieg. Oto opowieść o jednych z takich śmiałków.

Czytaj dalej »


Cierpienie w imię zysku

Z dala od ludzkich oczu, wśród równin Nebraski, znajduje się były skład amunicji z czasów drugiej wojny światowej. Teraz jednak pełni on zupełnie inną rolę. Za bezpiecznym murem naukowcy testują, selekcjonują i eksperymentują, aby dostosować hodowlę zwierząt do wymogów XXI wieku.

Czytaj dalej »


Dieta- niski indeks glikemiczny

Motto diety brzmi: „Jedz, ile chcesz, byle mądrze – patrz na indeks glikemiczny, a nie na kalorie.” Dwoimy się i troimy, by tylko nie przekroczyć dziennej porcji kalorii. Może nie tędy droga?

Czytaj dalej »



TOP obrazków miesiąca