Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Szukaj


 

Znalazłem 9 takich materiałów

Michael Jackson i jego kiczowate obrazy warte fortunę

6321914886396773436386996.jpeg

Kiedy w 1988 roku Michael Jackson odwiedził Stevena Spielberga w jego biurze, zauważył na ścianie realistyczny obraz przedstawiający grupę Apaczów walczących z atakującymi ich wioskę amerykańskimi żołnierzami. Gwiazdor zachwycił się tym dziełem i wybłagał u reżysera namiar na jego autora...

Czytaj dalej →


Geniusz natury w architekturze

Czy architekci są w stanie tworzyć piękniejszy świat ucząc się od natury? Podczas TED-Salon w Londynie, Michael Pawlyn przedstawia trzy "zwyczaje" Natury, które architektura i społeczeństwo mogłyby naśladować.
Są to: zwiększenie wydajności dostępnych źródeł energii, czerpanie energii ze słońca oraz model "zamkniętej pętli".

Wywiad z lekarzem- fragmenty

Dr Michael Greger jest lekarzem, autorem książek i daje wykłady na temat zdrowego odżywiania się oraz sprawiedliwości społecznej na całym świecie.
Najbardziej interesujące jest to, że na swoim kanale youtube dr Greger zamieścił setki nagranych przez siebie krótkich filmów na tematy związane z odżywianiem się i zdrowiem, np. 2 minutowe video o zdrowotnych korzyściach soku z jarmużu, czy też o tym, że ryż zawiera śladowe ilości arszeniku. Każdy film oparty jest na naukowych publikacjach. 

Czytaj dalej →


Michael Pawlyn - Geniusz natury w architekturze [PL]

Czy architekci są w stanie tworzyć piękniejszy świat ucząc się od natury? Podczas TED-Salon w Londynie, Michael Pawlyn przedstawia trzy "zwyczaje" Natury, które architektura i społeczeństwo mogłyby naśladować.
Są to: zwiększenie wydajności dostępnych źródeł energii, czerpanie energii ze słońca oraz model "zamkniętej pętli".

Pieprz cayenne. – Każdego roku prawie 50 milionów Amerykanów cierpi na zatrucia pokarmowe. Ponad sto tysięcy przebywa w szpitalach a tysiące umierają tylko przez to, co jadły. Gdyby zamówili coś innego lub wybrali inne produkty w sklepie spożywczym, oni lub osoba im bliska, jeszcze byli by dzisiaj z nami. Jednak w większości przypadków, zatrucia pokarmowe ujawniają się jako niewiele więcej niż „grypa żołądkowa”, kilka dni bólu, wymioty, biegunka, a potem wszystko to znika. Więc, co w tym złego?

Jak opisano w czasopiśmie American Journal of Gastroenterology, w wielu przypadkach, ostra infekcja może wywołać przewlekłe „poinfekcyjne funkcjonalne zaburzenia żołądkowo-jelitowe”, które mogą trwać przez wiele lat, a nawet permanentnie. Dwa najbardziej typowe to zespół jelita drażliwego oraz funkcjonalna dyspepsja, która jest przewlekłą niestrawnością. Aż do 10% osób dotkniętych Salmonellą, E. coli lub Campylobacter, cierpi po tym na zespół jelita drażliwego. Założenie jest takie, że przejściowy stan zapalny w czasie infekcji może prowadzić do subtelnych, ale trwałych zmian w strukturze i funkcjonowaniu układu trawiennego, powodując „hiper-czułość” wyściółki jelit.

Jak ustalić, czy czyjaś odbytnica jest nadwrażliwa? Innowacyjni japońscy naukowcy opracowali urządzenie, które ma wywoływać powtarzające się bolesne rozstrzenie odbytu. Jest to w zasadzie pół litrowy balon podłączony do wymyślnej pompki rowerowej, która była smarowana oliwą z oliwek, włożona i napompowana, dopóki uczestnicy nie mogli już znieść bólu. Ci, którzy cierpieli na zespół jelita drażliwego, mieli znacznie niższy próg bólu. Zdrowi ludzie czuli natomiast ból tam, gdzie można było go oczekiwać, ale wielu z zespołem jelita drażliwego doświadczyło również bólu brzucha, co wskazuje na nadwrażliwość całej ściany jelita.

Cóż, jeśli to jest problemem, to w jaki sposób możemy znieczulać jelita?

Wiemy już, że związki zawarte w ostrych papryczkach mają zdolności zmniejszania liczby włókien bólowych substancji P, neuroprzekaźnika używanego do transmisji bólu. W przypadku klasterowego bólu głowy, należy pocierać ostrą papryką wnętrze nosa, a co trzeba zrobić w przypadku jelita drażliwego? Na szczęście, naukowcy wybrali dawkowanie doustne.

Wnioski: „Wyniki tych wstępnych badań wskazują, że przewlekłe podawanie ostrej papryki w proszku pacjentom z zespołem jelita drażliwego w formie tabletki dojelitowej, było znacząco bardziej skuteczne niż placebo w zmniejszaniu natężenia bólu brzucha i wzdęcia oraz zostało uznane przez pacjentów jako bardziej skuteczne niż placebo, co sugeruje nowy sposób radzenia sobie z tą częstą i bolesną chorobą funkcjonalną”.

Choć po 48 milionach przypadków zatrucia pokarmowego każdego roku w USA, 10% może zachorować na zespół jelita drażliwego, jeszcze więcej może zachorować na przewlekłą dyspepsję – przewlekłą niestrawność. Jak papryka działa przeciwko tej przypadłości? W badaniu nie można używać całych papryczek bo wtedy nie można było by zastosować podwójnie ślepej próby z placebo, ale jeśli podamy kapsułki z ostrą papryką w proszku ludziom cierpiącym na przewlekłą niestrawność – łącznie około półtorej łyżeczki dziennie – i porównamy z grupą placebo? W ciągu miesiąca ich łączne objawy zmniejszają się, w tym bóle brzucha i wzdęcia. Uczestnicy badania doświadczali również w mniejszym stopniu nudności. Często przepisywany lek cyzapryd działał prawie tak dobrze, jak ostra papryka w proszku, i był uważany na ogół jako dobrze tolerowany… to znaczy, dopóki ludzie nie zaczęli z jego powodu umierać.

Autor: dr Michael Greger 
http://faktydlazdrowia.pl/pieprz-cayenne-na-zespol-jelita-drazliwego-przewlekla-niestrawnosc/

Pieprz cayenne.

Każdego roku prawie 50 milionów Amerykanów cierpi na zatrucia pokarmowe. Ponad sto tysięcy przebywa w szpitalach a tysiące umierają tylko przez to, co jadły. Gdyby zamówili coś innego lub wybrali inne produkty w sklepie spożywczym, oni lub osoba im bliska, jeszcze byli by dzisiaj z nami. Jednak w większości przypadków, zatrucia pokarmowe ujawniają się jako niewiele więcej niż „grypa żołądkowa”, kilka dni bólu, wymioty, biegunka, a potem wszystko to znika. Więc, co w tym złego?

Jak opisano w czasopiśmie American Journal of Gastroenterology, w wielu przypadkach, ostra infekcja może wywołać przewlekłe „poinfekcyjne funkcjonalne zaburzenia żołądkowo-jelitowe”, które mogą trwać przez wiele lat, a nawet permanentnie. Dwa najbardziej typowe to zespół jelita drażliwego oraz funkcjonalna dyspepsja, która jest przewlekłą niestrawnością. Aż do 10% osób dotkniętych Salmonellą, E. coli lub Campylobacter, cierpi po tym na zespół jelita drażliwego. Założenie jest takie, że przejściowy stan zapalny w czasie infekcji może prowadzić do subtelnych, ale trwałych zmian w strukturze i funkcjonowaniu układu trawiennego, powodując „hiper-czułość” wyściółki jelit.

Jak ustalić, czy czyjaś odbytnica jest nadwrażliwa? Innowacyjni japońscy naukowcy opracowali urządzenie, które ma wywoływać powtarzające się bolesne rozstrzenie odbytu. Jest to w zasadzie pół litrowy balon podłączony do wymyślnej pompki rowerowej, która była smarowana oliwą z oliwek, włożona i napompowana, dopóki uczestnicy nie mogli już znieść bólu. Ci, którzy cierpieli na zespół jelita drażliwego, mieli znacznie niższy próg bólu. Zdrowi ludzie czuli natomiast ból tam, gdzie można było go oczekiwać, ale wielu z zespołem jelita drażliwego doświadczyło również bólu brzucha, co wskazuje na nadwrażliwość całej ściany jelita.

Cóż, jeśli to jest problemem, to w jaki sposób możemy znieczulać jelita?

Wiemy już, że związki zawarte w ostrych papryczkach mają zdolności zmniejszania liczby włókien bólowych substancji P, neuroprzekaźnika używanego do transmisji bólu. W przypadku klasterowego bólu głowy, należy pocierać ostrą papryką wnętrze nosa, a co trzeba zrobić w przypadku jelita drażliwego? Na szczęście, naukowcy wybrali dawkowanie doustne.

Wnioski: „Wyniki tych wstępnych badań wskazują, że przewlekłe podawanie ostrej papryki w proszku pacjentom z zespołem jelita drażliwego w formie tabletki dojelitowej, było znacząco bardziej skuteczne niż placebo w zmniejszaniu natężenia bólu brzucha i wzdęcia oraz zostało uznane przez pacjentów jako bardziej skuteczne niż placebo, co sugeruje nowy sposób radzenia sobie z tą częstą i bolesną chorobą funkcjonalną”.

Choć po 48 milionach przypadków zatrucia pokarmowego każdego roku w USA, 10% może zachorować na zespół jelita drażliwego, jeszcze więcej może zachorować na przewlekłą dyspepsję – przewlekłą niestrawność. Jak papryka działa przeciwko tej przypadłości? W badaniu nie można używać całych papryczek bo wtedy nie można było by zastosować podwójnie ślepej próby z placebo, ale jeśli podamy kapsułki z ostrą papryką w proszku ludziom cierpiącym na przewlekłą niestrawność – łącznie około półtorej łyżeczki dziennie – i porównamy z grupą placebo? W ciągu miesiąca ich łączne objawy zmniejszają się, w tym bóle brzucha i wzdęcia. Uczestnicy badania doświadczali również w mniejszym stopniu nudności. Często przepisywany lek cyzapryd działał prawie tak dobrze, jak ostra papryka w proszku, i był uważany na ogół jako dobrze tolerowany… to znaczy, dopóki ludzie nie zaczęli z jego powodu umierać.

Autor: dr Michael Greger
http://faktydlazdrowia.pl/pieprz-cayenne-na-zespol-jelita-drazliwego-przewlekla-niestrawnosc/

Jak wzmocnić naszą odporność. – Nasze największe narażenie na kontakt ze środowiskiem, największy interfejs naszego organizmu ze światem zewnętrznym, nie odbywa się poprzez skórę, ale przez śluzówkę naszych jelit, która obejmuje setki metrów kwadratowych [ok. 200-400 mkw – przyp. red.]. A w naszych jelitach, to, co oddziela nas od świata zewnętrznego, to pojedyncza warstwa komórek, o 50 milionowej metra grubości. Odległość między środowiskiem zewnętrznym a naszym krwiobiegiem jest mniejsza niż grubość kartki papieru: 
Kilkadziesiąt warstw komórek ochronnych, aby świat zewnętrzny pozostał na zewnątrz naszego ciała. Dlaczego nie mamy wielu warstw ściany jelita? Ponieważ nasz organizm musi wchłonąć różne rzeczy z jedzenia. Słusznie, że nasza skóra jest wodoodporna, ale nabłonek naszych jelit musi umożliwić wchłanianie płynów i substancji odżywczych.

Przy tak cienkiej i kruchej warstwie pomiędzy naszym sterylnym rdzeniem a zewnętrznym chaosem, lepiej mieć dość solidny system obronny, i tu właśnie wchodzą w grę limfocyty śródnabłonkowe.

Mają dwie funkcje. Podbudowują i naprawiają tę cienką barierę oraz stanowią linię frontu obrony przed patogenami jelitowymi. Te kluczowe komórki pokryte są receptorami, nazywanymi receptorami Ah. Receptor Ah jest jak zamek, i przez dziesięciolecia naukowcy szukali naturalnego klucza do tego zamka, aby aktywować te receptory i utrzymać naszą odporność, aż w końcu odkryliśmy, że kluczem są brokuły.

Warzywa kapustne – brokuły, jarmuż, kalafior, kapusta, brukselka – zawierają fitoskładnik, który jest przekształcany przez nasz kwas żołądkowy na „klucz” pasujący do „zamków” naszego receptora Ah – limfocytów śródnabłonkowych , prowadząc do ich aktywacji. Tu jest mniej zajęty schemat, który ilustruje to samo. Brokuły prowadzi do aktywacji naszego układu odpornościowego piechoty.

Więc teraz wiemy, że specyficzne związki obecne w diecie dzięki warzywom kapustnym, mają swój udział – poprzez receptory Ah – we wzmocnieniu funkcji układu immunologicznego jelit. Od dzieciństwa uczymy się, że warzywa są dla nas dobre i większość z nas je warzywa, nie zastanawiając się zbytnio nad dowodami, które stoją za tą przyjętą mądrością lub nad mechanizmami leżącymi u podstaw rzekomych zwiększonych właściwości zdrowotnych diety bogatej w warzywa. Ale teraz wiemy, że specyficzne związki w diecie obecne w dużych ilościach w warzywach z rodziny krzyżowych (kapustowatych), takich jak brokuły, kalafior i kapusta, są niezbędne do utrzymania funkcji układu immunologicznego jelit. Zielone warzywa są w rzeczywistości niezbędne do utrzymania dużej populacji tych ochronnych śródnabłonkowych limfocytów.

Może dlatego spożywanie warzyw jest związane z niższym ryzykiem chorób zapalnych jelit, takich jak wrzodziejące zapalenie jelita grubego, a dieta zachodnia oparta w dużej mierze na mięsie wiąże się ze zwiększonym ryzykiem chorób zapalnych jelit. Ponieważ aktywujące receptory naszych jelitowych komórek odpornościowych są w zasadzie czujnikami fitochemikaliów roślinnych.

Rodzi to jednak szersze pytanie, dlaczego nasz układ odpornościowy rozwinął tę potrzebę na brokuły i inne pokarmy roślinne.

Cóż, zastanówmy się nad tym, kiedy musimy wzmocnić naszą obronę jelit najbardziej? Wtedy, kiedy jemy. W ten sposób, łącząc zwiększoną aktywację odpornościową jelit ze spożyciem żywności, mogą one służyć wzmocnieniu odporności dokładnie wtedy, kiedy jest to potrzebne. W tym samym czasie, pozwalałoby to na zachowanie energii w czasach niedoboru żywności, gdyż taki niedobór pochłania dużo energii. Po co pozostawać w gotowości 24/7, gdy jemy tylko kilka razy dziennie? Ponieważ ewoluowaliśmy przez miliony lat jedząc głównie chwasty – dzikie rośliny, ciemnozielone warzywa liściaste lub, jak zwano je wtedy, po prostu, liście. Zrównując warzywa z jedzeniem, nasz organizm może ich używać jako sygnału do podtrzymania naszego systemu odpornościowego. Tak więc, stare zalecenie „jedz warzywa”, ma silną podstawę molekularną.

Odkrycie to było bardzo ekscytujące dla firm farmaceutycznych, które szukają leków aktywujących receptor Ah. „Jednakże,” – jak stwierdził pewien zespół badawczy z Cambridge – „zamiast opracowania dodatkowych leków przeciwzapalnych, zmiana diet, które są obecnie bardzo przetworzone i odznaczają się niską zawartością warzyw, może być bardziej opłacalnym sposobem utrzymania zdrowia i dobrego samopoczucia”.

Autor: dr Michael Greger  
http://faktydlazdrowia.pl/jak-wzmocnic-nasza-odpornosc-brokulowy-receptor-pierwsza-linia-obrony/

Jak wzmocnić naszą odporność.

Nasze największe narażenie na kontakt ze środowiskiem, największy interfejs naszego organizmu ze światem zewnętrznym, nie odbywa się poprzez skórę, ale przez śluzówkę naszych jelit, która obejmuje setki metrów kwadratowych [ok. 200-400 mkw – przyp. red.]. A w naszych jelitach, to, co oddziela nas od świata zewnętrznego, to pojedyncza warstwa komórek, o 50 milionowej metra grubości. Odległość między środowiskiem zewnętrznym a naszym krwiobiegiem jest mniejsza niż grubość kartki papieru:
Kilkadziesiąt warstw komórek ochronnych, aby świat zewnętrzny pozostał na zewnątrz naszego ciała. Dlaczego nie mamy wielu warstw ściany jelita? Ponieważ nasz organizm musi wchłonąć różne rzeczy z jedzenia. Słusznie, że nasza skóra jest wodoodporna, ale nabłonek naszych jelit musi umożliwić wchłanianie płynów i substancji odżywczych.

Przy tak cienkiej i kruchej warstwie pomiędzy naszym sterylnym rdzeniem a zewnętrznym chaosem, lepiej mieć dość solidny system obronny, i tu właśnie wchodzą w grę limfocyty śródnabłonkowe.

Mają dwie funkcje. Podbudowują i naprawiają tę cienką barierę oraz stanowią linię frontu obrony przed patogenami jelitowymi. Te kluczowe komórki pokryte są receptorami, nazywanymi receptorami Ah. Receptor Ah jest jak zamek, i przez dziesięciolecia naukowcy szukali naturalnego klucza do tego zamka, aby aktywować te receptory i utrzymać naszą odporność, aż w końcu odkryliśmy, że kluczem są brokuły.

Warzywa kapustne – brokuły, jarmuż, kalafior, kapusta, brukselka – zawierają fitoskładnik, który jest przekształcany przez nasz kwas żołądkowy na „klucz” pasujący do „zamków” naszego receptora Ah – limfocytów śródnabłonkowych , prowadząc do ich aktywacji. Tu jest mniej zajęty schemat, który ilustruje to samo. Brokuły prowadzi do aktywacji naszego układu odpornościowego piechoty.

Więc teraz wiemy, że specyficzne związki obecne w diecie dzięki warzywom kapustnym, mają swój udział – poprzez receptory Ah – we wzmocnieniu funkcji układu immunologicznego jelit. Od dzieciństwa uczymy się, że warzywa są dla nas dobre i większość z nas je warzywa, nie zastanawiając się zbytnio nad dowodami, które stoją za tą przyjętą mądrością lub nad mechanizmami leżącymi u podstaw rzekomych zwiększonych właściwości zdrowotnych diety bogatej w warzywa. Ale teraz wiemy, że specyficzne związki w diecie obecne w dużych ilościach w warzywach z rodziny krzyżowych (kapustowatych), takich jak brokuły, kalafior i kapusta, są niezbędne do utrzymania funkcji układu immunologicznego jelit. Zielone warzywa są w rzeczywistości niezbędne do utrzymania dużej populacji tych ochronnych śródnabłonkowych limfocytów.

Może dlatego spożywanie warzyw jest związane z niższym ryzykiem chorób zapalnych jelit, takich jak wrzodziejące zapalenie jelita grubego, a dieta zachodnia oparta w dużej mierze na mięsie wiąże się ze zwiększonym ryzykiem chorób zapalnych jelit. Ponieważ aktywujące receptory naszych jelitowych komórek odpornościowych są w zasadzie czujnikami fitochemikaliów roślinnych.

Rodzi to jednak szersze pytanie, dlaczego nasz układ odpornościowy rozwinął tę potrzebę na brokuły i inne pokarmy roślinne.

Cóż, zastanówmy się nad tym, kiedy musimy wzmocnić naszą obronę jelit najbardziej? Wtedy, kiedy jemy. W ten sposób, łącząc zwiększoną aktywację odpornościową jelit ze spożyciem żywności, mogą one służyć wzmocnieniu odporności dokładnie wtedy, kiedy jest to potrzebne. W tym samym czasie, pozwalałoby to na zachowanie energii w czasach niedoboru żywności, gdyż taki niedobór pochłania dużo energii. Po co pozostawać w gotowości 24/7, gdy jemy tylko kilka razy dziennie? Ponieważ ewoluowaliśmy przez miliony lat jedząc głównie chwasty – dzikie rośliny, ciemnozielone warzywa liściaste lub, jak zwano je wtedy, po prostu, liście. Zrównując warzywa z jedzeniem, nasz organizm może ich używać jako sygnału do podtrzymania naszego systemu odpornościowego. Tak więc, stare zalecenie „jedz warzywa”, ma silną podstawę molekularną.

Odkrycie to było bardzo ekscytujące dla firm farmaceutycznych, które szukają leków aktywujących receptor Ah. „Jednakże,” – jak stwierdził pewien zespół badawczy z Cambridge – „zamiast opracowania dodatkowych leków przeciwzapalnych, zmiana diet, które są obecnie bardzo przetworzone i odznaczają się niską zawartością warzyw, może być bardziej opłacalnym sposobem utrzymania zdrowia i dobrego samopoczucia”.

Autor: dr Michael Greger
http://faktydlazdrowia.pl/jak-wzmocnic-nasza-odpornosc-brokulowy-receptor-pierwsza-linia-obrony/

Rtęć w rybach powiązana z kurczeniem się mózgu? – Wszystkie ryby zawierają niewielkie ilości metylortęci – najbardziej toksyczną formę rtęci – a spożywanie ryb stanowi jej główne źródło. Widzieliśmy, że ekspozycja na rtęć poprzez spożycie ryb, nawet w granicach bezpieczeństwa wyznaczonych przez władze, może mieć negatywny wpływ neurologiczny i behawioralny na rozwój dziecka.
Ciężkie narażenie może powodować wyraźne zaburzenia strukturalne mózgu, takie jak mikrocefalia (małogłowie), która prowadzi do skurczenia mózgu . Ale nie wiedzieliśmy, czy niska ekspozycja może również wpływać na wielkość mózgu, aż do momentu ukazania się tego nowego badania.

Badania autopsyjne sugerują, że w pierwszej kolejności rtęć oddziałuje na rozwijający się móżdżek, a więc naukowcy wykorzystali USG, aby zmierzyć jego rozmiar u noworodków matek, które miały wysokie poziomy rtęci w swoich ciałach, w porównaniu z grupą kontrolną kobiet, które miały niski poziom. Zobaczmy to na praktycznym przykładzie.

http://faktydlazdrowia.pl/wp-content/uploads/2014/11/rtec-ryby.jpg

Jaka jest równowartość takiego poziomu w przypadku spożycia tuńczyka w puszce? Oto obciążenie organizmu rtęcią, jeśli spożywamy jedną porcję tuńczyka w puszce dziennie, równowartość około połowy puszki [pozycja nr 1 – przyp. red.]. Oto, co robią dwie puszki tygodniowo [pozycja nr 2 – przyp. red.] i tylko jedna tygodniowo [pozycja nr 3 – przyp. red.].

http://faktydlazdrowia.pl/wp-content/uploads/2014/11/rtec-ryby-tunczyk-300x240.jpg

Ciała kobiet cierpiących na wysokie skażenie rtęcią w badaniu USG mózgu uważano za wysoko skażone, ale nawet niewielka ilość tuńczyka z puszki raz na jakiś czas może podbić nasz poziom jeszcze wyżej. Tak więc, ten wysoki poziom wcale nie był tak wysoki, ale co odkryli naukowcy?

Wykazali, że noworodki urodzone przez matki z wyższym poziomem rtęci we włosach miały móżdżki do 14% krótsze niż noworodki matek z niższymi poziomami rtęci we włosach. Stwierdzili, że prenatalna ekspozycja na to, co można by tak naprawdę uznać za dość niski poziom metylortęci, rzeczywiście wpływa na rozwój mózgu płodu, jak zostało wykazane mniejszą wielkością mózgu noworodka.

Autor: dr Michael Greger

Rtęć w rybach powiązana z kurczeniem się mózgu?

Wszystkie ryby zawierają niewielkie ilości metylortęci – najbardziej toksyczną formę rtęci – a spożywanie ryb stanowi jej główne źródło. Widzieliśmy, że ekspozycja na rtęć poprzez spożycie ryb, nawet w granicach bezpieczeństwa wyznaczonych przez władze, może mieć negatywny wpływ neurologiczny i behawioralny na rozwój dziecka.
Ciężkie narażenie może powodować wyraźne zaburzenia strukturalne mózgu, takie jak mikrocefalia (małogłowie), która prowadzi do skurczenia mózgu . Ale nie wiedzieliśmy, czy niska ekspozycja może również wpływać na wielkość mózgu, aż do momentu ukazania się tego nowego badania.

Badania autopsyjne sugerują, że w pierwszej kolejności rtęć oddziałuje na rozwijający się móżdżek, a więc naukowcy wykorzystali USG, aby zmierzyć jego rozmiar u noworodków matek, które miały wysokie poziomy rtęci w swoich ciałach, w porównaniu z grupą kontrolną kobiet, które miały niski poziom. Zobaczmy to na praktycznym przykładzie.

http://faktydlazdrowia.pl/wp-content/uploads/2014/11/rtec-ryby.jpg

Jaka jest równowartość takiego poziomu w przypadku spożycia tuńczyka w puszce? Oto obciążenie organizmu rtęcią, jeśli spożywamy jedną porcję tuńczyka w puszce dziennie, równowartość około połowy puszki [pozycja nr 1 – przyp. red.]. Oto, co robią dwie puszki tygodniowo [pozycja nr 2 – przyp. red.] i tylko jedna tygodniowo [pozycja nr 3 – przyp. red.].

http://faktydlazdrowia.pl/wp-content/uploads/2014/11/rtec-ryby-tunczyk-300x240.jpg

Ciała kobiet cierpiących na wysokie skażenie rtęcią w badaniu USG mózgu uważano za wysoko skażone, ale nawet niewielka ilość tuńczyka z puszki raz na jakiś czas może podbić nasz poziom jeszcze wyżej. Tak więc, ten wysoki poziom wcale nie był tak wysoki, ale co odkryli naukowcy?

Wykazali, że noworodki urodzone przez matki z wyższym poziomem rtęci we włosach miały móżdżki do 14% krótsze niż noworodki matek z niższymi poziomami rtęci we włosach. Stwierdzili, że prenatalna ekspozycja na to, co można by tak naprawdę uznać za dość niski poziom metylortęci, rzeczywiście wpływa na rozwój mózgu płodu, jak zostało wykazane mniejszą wielkością mózgu noworodka.

Autor: dr Michael Greger

Sen – Skąd się biorą marzenia i koszmary senne? Nie bardzo wiadomo. Naukowcy są jednak zgodni, że są nam one niezbędne do życia, jak woda, jedzenie i powietrze.

Dlaczego śpimy? Odpowiedź wydaje się oczywista – żeby odpocząć po całym dniu i zregenerować organizm. Ale nie tylko! Podczas snu mózg ma wreszcie czas, by zająć się sortowaniem i uaktualnianiem informacji, które napłynęły do niego w ciągu dnia. Analizuje też całą wiedzę zdobytą podczas naszego życia. Również tę, której zazwyczaj sobie nie uświadamiamy. Nieustannie tworzy nowe i reorganizuje już istniejące połączenia między budującymi go komórkami nerwowymi. Prawdopodobnie właśnie podczas tych porządków powstają senne marzenia i koszmary. Ale dlaczego się one tworzą? Czy mają jakieś głębsze znaczenie? I wreszcie, dlaczego jednym ludziom śnią się piękne widoki, a innym koszmary?

By odpowiedzieć na te pytania, naukowcy uznali, że najpierw muszą się dowiedzieć, co tak naprawdę śni się ludziom? Informacji o tym mieli niewiele, bo większość z nas tuż po przebudzeniu tego nie pamięta. Nie oznacza to jednak, że nic się nam nie śniło. Każdy bowiem w nocy przeżywa przygody.

Z czujnikami na głowie

Informacje na temat treści sennych marzeń uczeni zdobywają w nieprzyjemny sposób. Na głowę ochotników zakładają coś, co przypomina czepek kąpielowy, z którego wychodzą dziesiątki kabelków. Każdy jest zakończony czujnikiem, który naukowcy przyczepiają do głowy badanego, a drugi jego koniec do aparatury, mierzącej aktywność mózgu.

Jednocześnie śledzą ruchy oczu osób biorących udział w eksperymencie. Gdy zauważą, że poruszają się one szybko, a mózg pracuje intensywnie, to znak, że badani weszli w fazę snu zwaną REM. To właśnie w niej powstają marzenia senne i koszmary. Gdy intensywność pracy mózgu spada, budzą uczestników eksperymentu i każą im opowiadać, co pamiętają z tej podróży we śnie. Jedni opowiadają długo, ze szczegółami, historie innych zaś są krótkie. Tymczasem z obserwacji aparatury wynika, że wszyscy śnią tak samo długo.

Trzy lata temu naukowcy z instytutów im. Maksa Plancka w Lipsku i Monachium oraz ze szpitala Charité w Berlinie znaleźli inny sposób wniknięcia w śpiący umysł. Wykorzystali do tego rezonans magnetyczny. Pozwala on precyzyjne wskazać miejsce, w którym mózg jest aktywny. Dzięki temu udało im się ustalić, że kiedy badani ruszali palcami zarówno na jawie, jak i we śnie, w ich mózgu aktywne były te same miejsca. Na dodatek pracowały one z taką samą intensywnością. Należy tu podkreślić, że we śnie uczestnicy eksperymentu jedynie śnili o tym, że ruszają palcami.

Zdaniem uczonych, pierwsze tego typu badanie otwiera możliwości analizowania treści marzeń sennych. Ale dotychczas niewiele z tego odkrycia im przyszło. A pełna treść wszystkich naszych snów wciąż pozostaje zagadką. Na razie na podstawie badań i analiz uczeni ustalili jedynie, że „śnimy o tym, co przeżywamy w ciągu dnia, o zdarzeniach z przeszłości. Możemy także przywoływać te, które nas przerażają, a które dopiero nastąpią”, pisze dr Michał Skalski, psychiatra, zajmujący się diagnostyką i leczeniem zaburzeń snu. „Treść marzeń sennych jest odbiciem świata, na który składają się realne przeżycia oraz myśli – ukryte często głęboko w podświadomości” – uważa dr Skalski.

Katastrofa przeżywana po raz kolejny

Dlatego osoby, które w ciągu dnia nie przeżywają dramatów, z dużym prawdopodobieństwem będą miały w nocy miłe sny. Natomiast koszmary udręczą tych, którzy mają za sobą traumatyczne przeżycia: katastrofę, pobyt w obozie koncentracyjnym, utratę pracy czy napaść bandytów. Nieprzyjemne sny, jak ucieczka czy próba wyjścia z labiryntu, ma kilka procent osób młodych, a prawie 20 proc. starszych. Przeżycia, jakich wtedy doświadczają, są tak traumatyczne, że wiele z tych osób boi się zasnąć z obawy, że koszmar powróci.

Niektórzy szukają pomocy u specjalistów, ale ci niewiele mogą im poradzić. „Trzeba dążyć do rozwiązania problemów, także tych nagromadzonych w podświadomości. Jest to bardzo trudne, ponieważ tak naprawdę nie mamy do niej dostępu. A to podświadomość sprawia, że śnimy o rzeczach, które wydają nam się obce, choć tak naprawdę dotyczą wyłącznie naszych własnych przeżyć, lęków czy kompleksów” – tłumaczy dr Skalski.

Koszmary częściej dręczą kobiety

Dr Jennie Parker z Uniwersytetu Zachodniej Anglii w Bristolu tłumaczy to tym, że kobiety przed pójściem spać nie potrafią zapomnieć o emocjach, jakie towarzyszyły im w ciągu dnia. Uczona zajęła się badaniem sennych koszmarów, bo sama często ich doświadcza. Miewa na przemian dwa sny. W jednym stoi na plaży w rodzinnym miasteczku i nagle zalewa ją morska fala pojawiająca się znikąd. W drugim widzi, jak w nocy przez okno jej mieszkania zagląda dinozaur.

Po analizie sennych koszmarów stu kobiet, dr Parker uważa, że koszmary te pozwalają oswoić przykre przeżycia. I że jest to nieuświadomiony mechanizm radzenia sobie z problemami. Nocne wizje często oddają bowiem charakter zmartwień. Na przykład kobiety mają koszmary na temat wypadania zębów lub włosów, co zdaniem ekspertów sugeruje lęk przed utratą atrakcyjności.

Ale dlaczego osoby, które dawno są po studiach, wciąż śnią o oblanym egzaminie, tego nie potrafią wyjaśnić. Dlaczego jednym śni się spadanie, a innym bycie ściganym, sparaliżowanym. Czy też utrata kogoś bliskiego, zwłaszcza że często nie widać żadnego związku między historią przeżywaną we śnie a wydarzeniami na jawie.

„Sny przyjmują postać symbolicznych obrazów – przekonują uczeni. – Jeśli w koszmarze ktoś cię ściga, to wcale nie oznacza, że dokładnie coś takiego przydarzyło ci się w życiu. Ucieczka przed potworem może oznaczać obawę przed trudnym zadaniem i być próbą uniknięcia go” – uważa dr Michael Schredl z Centralnego Instytutu Zdrowia Psychicznego w Mannheim.

Ale nie potrafi wyjaśnić, dlaczego osoby z depresją mają bardziej kolorowe sny niż ludzie zdrowi? Dlaczego ich oczy szybciej się wtedy poruszają, a mózg pracuje intensywniej niż u pozostałych?

Rozwiązanie zagadek jak na dłoni

Naukowcy przypuszczają, że niekiedy to właśnie sny pomagają rozwikłać ludziom nurtujące ich zagadki i ułatwiają podjęcie ważnej decyzji. Ulrich Schnabel w książce „Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia” pisze, że „w historii znajdziemy niezliczone przykłady na to, że sporo wielkich idei narodziło się we śnie”.

Przykładem może być choćby Friedrich Kekulé, chemik niemiecki, żyjący w latach 1829-1896, który twierdził, że długo poszukiwana struktura pierścienia benzoesowego ukazała mu się, gdy przyśniły mu się dwie żmije, gryzące sobie nawzajem ogony. Podobna historia przytrafiła się filozofowi Kartezjuszowi, który był wątłego zdrowia i jako student szkoły jezuickiej otrzymał oficjalne pozwolenie na późniejsze wstawanie. Dzięki temu mógł do woli rozmyślać nad swoimi snami, a tuż po przebudzeniu rozwiązywać matematyczne zagadki i zastanawiać się nad sensem istnienia. To prawdopodobnie właśnie wtedy powstało najsłynniejsze jego twierdzenie: Cogito ergu sum – Myślę, więc jestem.

Ale nawet, jeśli nic odkrywczego nam się nie przyśni, to bez snów mielibyśmy kłopoty z pamięcią. Cztery lata temu podczas dorocznej konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego naukowcy przekonywali, że sny są nam potrzebne właśnie do utrwalania nowej wiedzy. Do takiego wniosku skłoniły ich m.in. eksperymenty na śpiących szczurach.

Dwa gryzonie były uczone, jak dotrzeć w dwa różne miejsce. Potem mogły się zdrzemnąć na godzinę. Przez cały czas uczeni monitorowali aktywność ich komórek nerwowych w obszarze mózgu zwanym korą przedczołową – siedlisko pamięci długotrwałej. Okazało się, że podczas nauki rejon ten był aktywny, ale dopiero w trakcie snu nabierał niezwykłego przyspieszenia.

Zygmunt Freud w książce „Objaśnianie marzeń sennych” przekonywał natomiast, że sny odzwierciedlają nasze ukryte marzenia. To przecież w nich zostajemy bohaterami dokonującymi niezwykłych czynów, pokonujemy słabości, jesteśmy kochani i cały świat mamy u stóp. Śpijmy zatem i śnijmy, ile się tylko da.

 

/ autor: Dorota Reinisch

Sen

Skąd się biorą marzenia i koszmary senne? Nie bardzo wiadomo. Naukowcy są jednak zgodni, że są nam one niezbędne do życia, jak woda, jedzenie i powietrze.

Dlaczego śpimy? Odpowiedź wydaje się oczywista – żeby odpocząć po całym dniu i zregenerować organizm. Ale nie tylko! Podczas snu mózg ma wreszcie czas, by zająć się sortowaniem i uaktualnianiem informacji, które napłynęły do niego w ciągu dnia. Analizuje też całą wiedzę zdobytą podczas naszego życia. Również tę, której zazwyczaj sobie nie uświadamiamy. Nieustannie tworzy nowe i reorganizuje już istniejące połączenia między budującymi go komórkami nerwowymi. Prawdopodobnie właśnie podczas tych porządków powstają senne marzenia i koszmary. Ale dlaczego się one tworzą? Czy mają jakieś głębsze znaczenie? I wreszcie, dlaczego jednym ludziom śnią się piękne widoki, a innym koszmary?

By odpowiedzieć na te pytania, naukowcy uznali, że najpierw muszą się dowiedzieć, co tak naprawdę śni się ludziom? Informacji o tym mieli niewiele, bo większość z nas tuż po przebudzeniu tego nie pamięta. Nie oznacza to jednak, że nic się nam nie śniło. Każdy bowiem w nocy przeżywa przygody.

Z czujnikami na głowie

Informacje na temat treści sennych marzeń uczeni zdobywają w nieprzyjemny sposób. Na głowę ochotników zakładają coś, co przypomina czepek kąpielowy, z którego wychodzą dziesiątki kabelków. Każdy jest zakończony czujnikiem, który naukowcy przyczepiają do głowy badanego, a drugi jego koniec do aparatury, mierzącej aktywność mózgu.

Jednocześnie śledzą ruchy oczu osób biorących udział w eksperymencie. Gdy zauważą, że poruszają się one szybko, a mózg pracuje intensywnie, to znak, że badani weszli w fazę snu zwaną REM. To właśnie w niej powstają marzenia senne i koszmary. Gdy intensywność pracy mózgu spada, budzą uczestników eksperymentu i każą im opowiadać, co pamiętają z tej podróży we śnie. Jedni opowiadają długo, ze szczegółami, historie innych zaś są krótkie. Tymczasem z obserwacji aparatury wynika, że wszyscy śnią tak samo długo.

Trzy lata temu naukowcy z instytutów im. Maksa Plancka w Lipsku i Monachium oraz ze szpitala Charité w Berlinie znaleźli inny sposób wniknięcia w śpiący umysł. Wykorzystali do tego rezonans magnetyczny. Pozwala on precyzyjne wskazać miejsce, w którym mózg jest aktywny. Dzięki temu udało im się ustalić, że kiedy badani ruszali palcami zarówno na jawie, jak i we śnie, w ich mózgu aktywne były te same miejsca. Na dodatek pracowały one z taką samą intensywnością. Należy tu podkreślić, że we śnie uczestnicy eksperymentu jedynie śnili o tym, że ruszają palcami.

Zdaniem uczonych, pierwsze tego typu badanie otwiera możliwości analizowania treści marzeń sennych. Ale dotychczas niewiele z tego odkrycia im przyszło. A pełna treść wszystkich naszych snów wciąż pozostaje zagadką. Na razie na podstawie badań i analiz uczeni ustalili jedynie, że „śnimy o tym, co przeżywamy w ciągu dnia, o zdarzeniach z przeszłości. Możemy także przywoływać te, które nas przerażają, a które dopiero nastąpią”, pisze dr Michał Skalski, psychiatra, zajmujący się diagnostyką i leczeniem zaburzeń snu. „Treść marzeń sennych jest odbiciem świata, na który składają się realne przeżycia oraz myśli – ukryte często głęboko w podświadomości” – uważa dr Skalski.

Katastrofa przeżywana po raz kolejny

Dlatego osoby, które w ciągu dnia nie przeżywają dramatów, z dużym prawdopodobieństwem będą miały w nocy miłe sny. Natomiast koszmary udręczą tych, którzy mają za sobą traumatyczne przeżycia: katastrofę, pobyt w obozie koncentracyjnym, utratę pracy czy napaść bandytów. Nieprzyjemne sny, jak ucieczka czy próba wyjścia z labiryntu, ma kilka procent osób młodych, a prawie 20 proc. starszych. Przeżycia, jakich wtedy doświadczają, są tak traumatyczne, że wiele z tych osób boi się zasnąć z obawy, że koszmar powróci.

Niektórzy szukają pomocy u specjalistów, ale ci niewiele mogą im poradzić. „Trzeba dążyć do rozwiązania problemów, także tych nagromadzonych w podświadomości. Jest to bardzo trudne, ponieważ tak naprawdę nie mamy do niej dostępu. A to podświadomość sprawia, że śnimy o rzeczach, które wydają nam się obce, choć tak naprawdę dotyczą wyłącznie naszych własnych przeżyć, lęków czy kompleksów” – tłumaczy dr Skalski.

Koszmary częściej dręczą kobiety

Dr Jennie Parker z Uniwersytetu Zachodniej Anglii w Bristolu tłumaczy to tym, że kobiety przed pójściem spać nie potrafią zapomnieć o emocjach, jakie towarzyszyły im w ciągu dnia. Uczona zajęła się badaniem sennych koszmarów, bo sama często ich doświadcza. Miewa na przemian dwa sny. W jednym stoi na plaży w rodzinnym miasteczku i nagle zalewa ją morska fala pojawiająca się znikąd. W drugim widzi, jak w nocy przez okno jej mieszkania zagląda dinozaur.

Po analizie sennych koszmarów stu kobiet, dr Parker uważa, że koszmary te pozwalają oswoić przykre przeżycia. I że jest to nieuświadomiony mechanizm radzenia sobie z problemami. Nocne wizje często oddają bowiem charakter zmartwień. Na przykład kobiety mają koszmary na temat wypadania zębów lub włosów, co zdaniem ekspertów sugeruje lęk przed utratą atrakcyjności.

Ale dlaczego osoby, które dawno są po studiach, wciąż śnią o oblanym egzaminie, tego nie potrafią wyjaśnić. Dlaczego jednym śni się spadanie, a innym bycie ściganym, sparaliżowanym. Czy też utrata kogoś bliskiego, zwłaszcza że często nie widać żadnego związku między historią przeżywaną we śnie a wydarzeniami na jawie.

„Sny przyjmują postać symbolicznych obrazów – przekonują uczeni. – Jeśli w koszmarze ktoś cię ściga, to wcale nie oznacza, że dokładnie coś takiego przydarzyło ci się w życiu. Ucieczka przed potworem może oznaczać obawę przed trudnym zadaniem i być próbą uniknięcia go” – uważa dr Michael Schredl z Centralnego Instytutu Zdrowia Psychicznego w Mannheim.

Ale nie potrafi wyjaśnić, dlaczego osoby z depresją mają bardziej kolorowe sny niż ludzie zdrowi? Dlaczego ich oczy szybciej się wtedy poruszają, a mózg pracuje intensywniej niż u pozostałych?

Rozwiązanie zagadek jak na dłoni

Naukowcy przypuszczają, że niekiedy to właśnie sny pomagają rozwikłać ludziom nurtujące ich zagadki i ułatwiają podjęcie ważnej decyzji. Ulrich Schnabel w książce „Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia” pisze, że „w historii znajdziemy niezliczone przykłady na to, że sporo wielkich idei narodziło się we śnie”.

Przykładem może być choćby Friedrich Kekulé, chemik niemiecki, żyjący w latach 1829-1896, który twierdził, że długo poszukiwana struktura pierścienia benzoesowego ukazała mu się, gdy przyśniły mu się dwie żmije, gryzące sobie nawzajem ogony. Podobna historia przytrafiła się filozofowi Kartezjuszowi, który był wątłego zdrowia i jako student szkoły jezuickiej otrzymał oficjalne pozwolenie na późniejsze wstawanie. Dzięki temu mógł do woli rozmyślać nad swoimi snami, a tuż po przebudzeniu rozwiązywać matematyczne zagadki i zastanawiać się nad sensem istnienia. To prawdopodobnie właśnie wtedy powstało najsłynniejsze jego twierdzenie: Cogito ergu sum – Myślę, więc jestem.

Ale nawet, jeśli nic odkrywczego nam się nie przyśni, to bez snów mielibyśmy kłopoty z pamięcią. Cztery lata temu podczas dorocznej konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego naukowcy przekonywali, że sny są nam potrzebne właśnie do utrwalania nowej wiedzy. Do takiego wniosku skłoniły ich m.in. eksperymenty na śpiących szczurach.

Dwa gryzonie były uczone, jak dotrzeć w dwa różne miejsce. Potem mogły się zdrzemnąć na godzinę. Przez cały czas uczeni monitorowali aktywność ich komórek nerwowych w obszarze mózgu zwanym korą przedczołową – siedlisko pamięci długotrwałej. Okazało się, że podczas nauki rejon ten był aktywny, ale dopiero w trakcie snu nabierał niezwykłego przyspieszenia.

Zygmunt Freud w książce „Objaśnianie marzeń sennych” przekonywał natomiast, że sny odzwierciedlają nasze ukryte marzenia. To przecież w nich zostajemy bohaterami dokonującymi niezwykłych czynów, pokonujemy słabości, jesteśmy kochani i cały świat mamy u stóp. Śpijmy zatem i śnijmy, ile się tylko da.



/ autor: Dorota Reinisch

Z serii 'Teledyski z przekazem'

Michael Jackson - Earth song

Źródło: youtube

1