Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Szukaj


 

Znalazłem 75 takich materiałów
10 rzeczy pomagających tarczycy zachować równowagę. – W ostatnich latach coraz większa liczba osób (szczególnie kobiet) zdradza objawy niedoczynności tarczycy. Coraz częściej dotyka to ludzi młodych. Pierwsze objawy z reguły są ignorowane, spowolnienie metabolizmuwyrażające się np. w postaci kilku nadprogramowych kilogramów łatwo jest zrzucić na błędy dietetyczne, a zmęczenie przypisać przepracowaniu lub wiosennemu przesileniu. Łatwiej nam też jest sięgnąć po kolejną kawę, napój energetyzujący czy „magiczne” tabletki odchudzające, niż poświęcić chwilę bacznej uwagi ciału. Sprawdź jakie najczęstsze objawy towarzyszą niedoczynności tarczycy i co możesz zrobić aby dopomóc jej pracować lepiej.

Zmęczenie, senność i osłabienie

Wypadanie włosów, łamliwe paznokcie

Sucha, szorstka lub łuszcząca się skóra, łupież

Trądzik (szczególnie w dolnej części twarzy i na szyi)

Niska temperatura bazowa ciała (po przebudzeniu)

Nietolerancja zimna (innym jest ciepło, a my zakładamy sweter)

Zimne stopy i dłonie

Zatwardzenia, nieregularność wypróżnień

Przybieranie na wadze

Opuchnięcia, worki i zasinienia pod oczami

Nieregularność cykli i objawy napięcia przedmiesiączkowego

Krwawienia miesięczne obfite i bolesne, cysty piersi i jajników

Nerwowość, problemy ze snem, stany depresyjne

Obniżenie wydolności systemu immulogicznego (np. częste przeziębienia)

Problemy z jasnością umysłu, z pamięcią, uwagą.

Najczęściej przyczyną niedoczynności tarczycy jest niedobór jodu w organizmie. Do prawidłowego funkcjonowania jod jest tarczycy (ale również i innym narządom np. jajnikom, piersiom, prostacie, płucom, trzustce, oczom) po prostu niezbędny. Ile tego mikroelementu potrzebujemy? Dzienne oficjalne zalecenia mówią o ilości150 mcg (słownie: sto pięćdziesiąt mikrogramów), jednak tak jak w przypadku „zalecanej” ilości np. witaminy C (rzędu 60 miligramów na dobę, która zapobiega co najwyżej klinicznym objawom szkorbutu) tak i tutaj ilości te co najwyżej zapobiegają objawom wola. Japończycy generalnie cieszący się dużo lepszym zdrowiem od ludzi Zachodu, potrafią spożywać dzienne ilości jodu przekraczające „zalecaną” nam normę wielokrotnie (średnio 13,80 miligramów, a w rejonach nadmorskich jeszcze więcej). Tylko, że my nie mieszkamy w Japonii i nie mamy ich nawyków żywieniowych (choć sushi coraz popularniejsze ostatnio). Sprawę pogarsza fakt, że wokół nas ostatnio namnożyło się związków pierwiastków wypierających jod.

Na moment wróćmy do szkolnej ławy, przypominając sobie wiadomości  z chemii. Chodzi o chlorowce, zwane inaczej halogenami (nie mylić z żarówkami). Cztery największe halogeny występujące w naszym organizmie to: fluor, chrom, brom i jod. Pierwsze trzy są antagonistami jodu w organizmie. Rzecz opiera się bowiem o dobrze znaną z lekcji chemii masę atomową:

Fluor –    19

Chlor –   35,5

Brom –  80

Jod –     127

Halogeny posiadające niższą masę atomową będą wypierać te posiadające wyższą. Nigdy nie odwrotnie. Zatem brom może wyprzeć jod, ale chloru już nie. Ale zarówno fluor, chlor jak i brom – wszystkie one mogą wyprzeć jod. A my mamy fluoru, chloru i bromu wokół nas aż nadmiar, natomiast jodu tyle co kot napłakał, w dodatku mass media nas tym jodem nieustannie straszą jaki to jest groźny dla nas pierwiastek. O dziwo nie straszą dużo groźniejszym fluorem, który jako mający najmniejszą masę atomową jest najbardziej reaktywny ze wszystkich i tym samym może nam w organizmie narobić dużo szkód, wypierając i pozbawiając nas innych ważnych dla życia pierwiastków. Wręcz przeciwnie – fluor jest nam codziennie uporczywie reklamowany jako niesamowicie zdrowy i niezbędny do życia (zwłaszcza gdy chcesz mieć ładne zęby) – guzik prawda! Istnieją na tej planecie społeczności nie znające past do zębów z fluorem (a nawet o zgrozo szczoteczek!), a pomimo to olśniewające zdrowym uśmiechem: ich tajemnica to odpowiednia dieta, co dokładnie opisał już sto lat temu dentysta Weston Price. Dentystów nam tymczasem pomimo wieloletniej (i wpajanej nam od dziecka) fluoromanii wciąż przybywa, podobnie jak… osób cierpiących na niedoczynność tarczycy.

Jako ciekawostka: w latach 1920-1950 lekarze leczyli chorobę Basedowa oraz nadczynność tarczycy fluorkiem sodu, czyli substancją dodawaną dzisiaj powszechnie do konwencjonalnych past do zębów (Goldemberg, L., Traitement de la Maladie de Basedow et de l’Hyperthyroidisme par le Fluor. La Presse Médicale. 1930; 102:1751, jak cytuje Paul Conett w swojej książce „The Case Against Fluoride”).

Gdzie czają się na nas związki pierwiastków kradnących nam jod z organizmu?

Są one zarówno w glebie i wodzie (na to nie mamy wpływu) jak i w spożywanej przez nas żywności lub używanych kosmetykach (na to co bierzemy do ust lub kładziemy na skórę już mamy jednak wpływ). Skażenie roślin wszechobecnym dzisiaj fluorem ma wpływ na zawartość tego pierwiastka w ciałach zwierząt oraz ludzi. Fluor jest owszem mikroelementem niezbędnym, aczkolwiek nie odnotowano ani nie opisano w literaturze medycznej żadnych chorób o etiologii związanej z niedoborem fluoru w organizmie. Znaczy to, że w pożywieniu mamy go już całkiem wystarczającą ilość! We fluor naturalnie występujący bogata jest żywność świeża hodowana na glebach bogatych w związki fluoru, herbata czarna i zielona (biała mniej), winogrona i wina (szczególnie kalifornijskie). Tymczasem większość osób narażona jest nadodatkowe i całkowicie niepotrzebne źródła fluoru: pasty do zębów i inne środki do higieny jamy ustnej z fluorem oraz przetworzona żywność i napoje.

Chloru, który jest niezbędny w organizmie też mamy nadmiar: jest go w sposób naturalny sporo w pożywieniu, woda w kranie używana przez nas zarówno w celach spożywczych jak i higienicznych  jest chlorowana, czasem idziemy na basen gdzie chloru używa się do sanityzacji, w domach używamy wybielacze na bazie chloru, sporo związków chloru zostaje wchłoniętych do organizmu przez osoby jedzące przetworzoną żywność soloną chlorkiem sodu (NaCl) lub używającej zwykłej najtańszej soli kuchennej. Dodatek jodu do soli nie rozwiązuje sytuacji albowiem jod dosyć szybko po otwarciu opakowania ulatnia się z soli, a poza tym ile można zjeść soli? Ponadto zwyczajna sól kuchenna jodowana to najgorszy rodzaj soli i absolutnie go nie polecam, mamy sole naturalne bogate w mikroelementy (himalajska, celtycka, morska).

Związki bromu używane są w przemyśle spożywczym (proces fumigacji związkami bromu stosuje się w celu ochrony zboża przed szkodnikami), jeśli ktoś je dużo chleba, białego ryżu, ciastek i makaronów to dostarcza tym samym do ustroju sporych ilości związków bromu, a te wypierają z tarczycy jod. Również wiele pestycydów, leków, środków przeciwogniowych stosowanych jako impregnaty (do dywanów, zasłon, plastików) a nawet napoje gazowane (Mountain Dew, Gatorade) zawierają związku bromu. Nadmiar bromu powoduje uszkodzenie komórek nerwowych, w dużych ilościach czysty brom jest silnie toksyczny (dawka śmiertelna wynosi 35 g). Kiedyś w przetwórstwie używało się związków jodu, teraz od ok. 40 lat związków bromu. W organizmie te same receptory wychwytują brom i jod. Jeśli do organów mających duże zapotrzebowanie na jod (tarczyca, piersi, jajniki, prostata) zamiast jodu dostarczymy brom – mamy kłopoty gotowe (cysty, mięśniaki, guzy, niedoczynność itp.).

10 rzeczy pomagających tarczycy równowagę:

1. Słońce – potrzebujemy słońca każdego dnia. Nasze ciała pod jego wpływem produkują najtańszą we wszechświecie (bo darmową) witaminę – D3. To dla nas najlepsza i najbardziej naturalna forma jej dostarczania do organizmu. Ludzie z nadwagą i niedoczynnością tarczycy mają z reguły bardzo niskie poziomy wit. D3. Natomiast jest to bardzo potrzebna naszej tarczycy witamina jak również chroni przed rakiem.

Niestety panuje ostatnio szalona moda na „słońcofobię”, gdzie słońce oskarża się o wszystko co najgorsze, wciskając nam pełne chemikaliów sztuczne preparaty z tzw. filtrami. Dochodzi do tego, że siedzimy w domach czy biurach pozbawieni słońca, potem wychodząc na dwór natychmiast zakładamy okulary przeciwsłoneczne i smarujemy się chemikaliami „aby nam słońce nie zaszkodziło”. To błąd jakich mało! Wystarczy 15 minut ekspozycji by wytworzyć dzienną dawkę wit. 3. W rozsądnej dawce słońce jest zbawienne, niezastąpione i życiodajne. Czy mówiłam już, że antyrakowe? Po ekspozycji wystarczy zakryć ciało lub posmarować je naturalnym olejem kokosowym (faktor 4). Nie bójcie się panicznie słońca i przede wszystkim nie stosujcie żadnych chemicznychśrodków na skórę. Bardziej niż słońce za raka skóry odpowiedzialny jest styl życia, pełen toksyn z jednej i niedoborów substancji odżywczych z drugiej strony.

2. Jod – również potrzebujemy go niezbędnie, to paliwo dla tarczycy. Oprócz tego jest naturalnym antybiotykiem, np. wynaleziony w 1829 roku płyn Lugola zawierający jodek potasu leczył swego czasu wiele dolegliwości. Po wojnie sprawy się zmieniły i zaczęto ludzi płynem Lugola i generalnie jodem jako takim straszyć w mediach jaki to on jest „groźny”.  Niemniej jednak można też zakupić bez recepty w aptece jodynę (Iodi Solutio Spirituosa) i uzupełnić jod transdermalnie: posmarować nią miejsce gdzie skóra jest cienka (np. zgięcie przedramienia), jod będzie wchłaniał się przez skórę (można nakleić plasterek na to miejsce). Jeśli plamka zniknie wyjątkowo szybko oznacza to, że organizm cierpi wyjątkowo silnie na niedobór jodu.

Płyn Lugola (Iodi Solutio Aquosa) również się do tego nadaje, można zakupić bez recepty do stosowania zewnętrznego (jak brzmi informacja na opakowaniu stosowanie wewnętrzne preparatu możliwe jest po konsultacji z lekarzem lub na zlecenie służb sanitarnych).

Można też jeść ryby czy owoce morza, jednak działają one na organizm zakwaszająco, tym sposobem prawdopodobnie też dostarczymy do organizmu także rtęci i bromu (szczególnie duże ryby jak tuńczyk czy łosoś kumulują ją w swoich tkankach), a jeśli produkty pochodzą z hodowli sztucznych mogą zawierać inne niechciane substancje (np. antybiotyki). Jod zawierają też żółtka jajek od kur hodowanych naturalnie oraz masło z mleka krów pasących się trawą. Pewne ilości jodu znajdziemy w pomidorach, ziemniakach, płatkach owsianych, bananach, truskawkach czy suszonych śliwkach,

3. Selen – niedoceniany pierwiastek, a tak szalenie ważny w przyswajaniu jodu. Najlepiej przyswajany selen to selenometionina (a ściślej L-selenometionina) – występuje naturalnie w dużych ilościach np. w orzechach brazylijskich lub pestkach dyni.

Zamiast kupować sztuczny preparat bezpieczniej przyjąć selen w formie naturalnej. 1 orzech to ok. 50 mcg selenu w naturalnej organicznej i w pełni przyswajanej formie SeM (L-selenometioniny). Dziennie można zjeść do 8 szt. orzechów lub 2 łyżki pestek z dyni, co zapewni nam minimalną potrzebną nam ilość selenu.

4. Magnez – równie niezbędny jak selen w przyswajaniu jodu. Antagonista wapnia, jednak (w przeciwieństwie do wapnia) magnezu nikt tak namolnie nie reklamuje jako niezbędnego dla zdrowia (czyli podobnie jak reklamują nam fluor zamiast jodu), stąd też niedobory magnezu są dzisiaj powszechne. Najlepiej stosować magnez transdermalnie czyli tak jak jod. Przeczytaj jak zrobić oliwkę magnezową i jak stosować ją do uzupełniania magnezu.

5. Zielonolistne warzywa – bogate źródło magnezu oraz chlorofilu. Można je jadać zarówno na surowo jak i w postaci delikatnie duszonej, dodać soli morskiej, oliwy z oliwek oraz soku świeżo wyciśniętego z cytryny. 

6. Witamina C – kwas L-askorbinowy pomaga wątrobie w zamianie T 4 na aktywny hormon T3. Najwygodniej witaminizować proszkiem kwasu L-askorbinowego swoje napoje i soki. Warto zwiększyć spożycie papryki, kiwi, owoców cytrusowych, aceroli, róży i innych bogatych w witaminę C pokarmów. 

7. Olej kokosowy – nieprawdopodobne, a jednak. Ma wyjątkowo (7-9) niskąliczbę jodową przez co wspomaga tarczycę i nawet będąc tłuszczem… odchudza. Oczywiście mowa o oleju kokosowym nierafinowanym, tłoczonym na zimno. 1-3 łyżek dziennie pozwala poczuć różnicę już po 2 tygodniach. 

8. Unikaj przetworzonych węglowodanów jak ognia! Naprawdę nie sposób białej mąki, chleba, makaronu, pizzy czy ciastek nazwać „pożywieniem” bo niczego  wielce pożywnego tam nie znajdziesz. To zapychacze i tyle. Natomiast jest tam pełno składników antyodżywczych, które nie są przyjazne tarczycy i w ogóle zdrowiu. 
Nie są też przyjazne szczupłej sylwetce. W ogóle niczemu nie są przyjazne jeśli idzie o ścisłość. Przynajmniej nie te, które leżą na sklepowych półkach.

9. Unikaj chemikaliów w domu. Naprawdę można sobie poradzić z czystością w domu za pomocą dwóch głównych składników: soda oczyszczona i ocet winny. Polecam bloga Ewy gdzie znajdziecie rozmaite przepisy jak poradzić sobie bez chemii z czystością w domu. Szczególnie kiedy macie w domu dzieci. Wszelkie domowe chemikalia (szczególnie te mające związki chloru w składzie) są dla tarczycy szkodliwe.

10. Zmień chemiczne kosmetyki na przyjazne tarczycy (i zdrowiu w ogóle) naturalne kosmetyki. Jeśli są robione w domu (tak jak na przykład magnezowy dezodorant) oszczędzisz nie tylko zdrowie ale i pieniądze. Naprawdę dużo pieniędzy. Wyrzuć chemiczną pastę do zębów i płukanki do ust z fluorem, kremy przeciwsłoneczne i środki higieny osobistej zawierające toksyczne i rakotwórcze  SLS-y i parabeny.

Mydło możesz kupić naturalne (mydło alepo lub w Rossmanie dużo tańsze Alterra) zamiast chemicznego. Tak naprawdę podstawowe składniki: soda, olej kokosowy i ocet jabłkowy wystarczą też by w kilka minut zrobić sobie pastę do zębów, dezodorant czy obyć się bez szamponu do włosów (użyj do mycia kubka wody z rozpuszczoną płaską łyżką kuchennej sody, masuj i spłucz kubkiem lub przy dłuższych włosach dwoma kubkami wody z dodaną do każdego 1 łyżką octu jabłkowego lub soku z połówki cytryny – tzw. metoda „no poo” – świetnie usuwa łupież). Nie kładź na skórę niczego, czego nie można zjeść! Wszystko co ma kontakt z naszą skórą znajduje się w naszym krwiobiegu w ciągu zaledwie minut.

10 rzeczy pomagających tarczycy zachować równowagę.

W ostatnich latach coraz większa liczba osób (szczególnie kobiet) zdradza objawy niedoczynności tarczycy. Coraz częściej dotyka to ludzi młodych. Pierwsze objawy z reguły są ignorowane, spowolnienie metabolizmuwyrażające się np. w postaci kilku nadprogramowych kilogramów łatwo jest zrzucić na błędy dietetyczne, a zmęczenie przypisać przepracowaniu lub wiosennemu przesileniu. Łatwiej nam też jest sięgnąć po kolejną kawę, napój energetyzujący czy „magiczne” tabletki odchudzające, niż poświęcić chwilę bacznej uwagi ciału. Sprawdź jakie najczęstsze objawy towarzyszą niedoczynności tarczycy i co możesz zrobić aby dopomóc jej pracować lepiej.

Zmęczenie, senność i osłabienie

Wypadanie włosów, łamliwe paznokcie

Sucha, szorstka lub łuszcząca się skóra, łupież

Trądzik (szczególnie w dolnej części twarzy i na szyi)

Niska temperatura bazowa ciała (po przebudzeniu)

Nietolerancja zimna (innym jest ciepło, a my zakładamy sweter)

Zimne stopy i dłonie

Zatwardzenia, nieregularność wypróżnień

Przybieranie na wadze

Opuchnięcia, worki i zasinienia pod oczami

Nieregularność cykli i objawy napięcia przedmiesiączkowego

Krwawienia miesięczne obfite i bolesne, cysty piersi i jajników

Nerwowość, problemy ze snem, stany depresyjne

Obniżenie wydolności systemu immulogicznego (np. częste przeziębienia)

Problemy z jasnością umysłu, z pamięcią, uwagą.

Najczęściej przyczyną niedoczynności tarczycy jest niedobór jodu w organizmie. Do prawidłowego funkcjonowania jod jest tarczycy (ale również i innym narządom np. jajnikom, piersiom, prostacie, płucom, trzustce, oczom) po prostu niezbędny. Ile tego mikroelementu potrzebujemy? Dzienne oficjalne zalecenia mówią o ilości150 mcg (słownie: sto pięćdziesiąt mikrogramów), jednak tak jak w przypadku „zalecanej” ilości np. witaminy C (rzędu 60 miligramów na dobę, która zapobiega co najwyżej klinicznym objawom szkorbutu) tak i tutaj ilości te co najwyżej zapobiegają objawom wola. Japończycy generalnie cieszący się dużo lepszym zdrowiem od ludzi Zachodu, potrafią spożywać dzienne ilości jodu przekraczające „zalecaną” nam normę wielokrotnie (średnio 13,80 miligramów, a w rejonach nadmorskich jeszcze więcej). Tylko, że my nie mieszkamy w Japonii i nie mamy ich nawyków żywieniowych (choć sushi coraz popularniejsze ostatnio). Sprawę pogarsza fakt, że wokół nas ostatnio namnożyło się związków pierwiastków wypierających jod.

Na moment wróćmy do szkolnej ławy, przypominając sobie wiadomości z chemii. Chodzi o chlorowce, zwane inaczej halogenami (nie mylić z żarówkami). Cztery największe halogeny występujące w naszym organizmie to: fluor, chrom, brom i jod. Pierwsze trzy są antagonistami jodu w organizmie. Rzecz opiera się bowiem o dobrze znaną z lekcji chemii masę atomową:

Fluor – 19

Chlor – 35,5

Brom – 80

Jod – 127

Halogeny posiadające niższą masę atomową będą wypierać te posiadające wyższą. Nigdy nie odwrotnie. Zatem brom może wyprzeć jod, ale chloru już nie. Ale zarówno fluor, chlor jak i brom – wszystkie one mogą wyprzeć jod. A my mamy fluoru, chloru i bromu wokół nas aż nadmiar, natomiast jodu tyle co kot napłakał, w dodatku mass media nas tym jodem nieustannie straszą jaki to jest groźny dla nas pierwiastek. O dziwo nie straszą dużo groźniejszym fluorem, który jako mający najmniejszą masę atomową jest najbardziej reaktywny ze wszystkich i tym samym może nam w organizmie narobić dużo szkód, wypierając i pozbawiając nas innych ważnych dla życia pierwiastków. Wręcz przeciwnie – fluor jest nam codziennie uporczywie reklamowany jako niesamowicie zdrowy i niezbędny do życia (zwłaszcza gdy chcesz mieć ładne zęby) – guzik prawda! Istnieją na tej planecie społeczności nie znające past do zębów z fluorem (a nawet o zgrozo szczoteczek!), a pomimo to olśniewające zdrowym uśmiechem: ich tajemnica to odpowiednia dieta, co dokładnie opisał już sto lat temu dentysta Weston Price. Dentystów nam tymczasem pomimo wieloletniej (i wpajanej nam od dziecka) fluoromanii wciąż przybywa, podobnie jak… osób cierpiących na niedoczynność tarczycy.

Jako ciekawostka: w latach 1920-1950 lekarze leczyli chorobę Basedowa oraz nadczynność tarczycy fluorkiem sodu, czyli substancją dodawaną dzisiaj powszechnie do konwencjonalnych past do zębów (Goldemberg, L., Traitement de la Maladie de Basedow et de l’Hyperthyroidisme par le Fluor. La Presse Médicale. 1930; 102:1751, jak cytuje Paul Conett w swojej książce „The Case Against Fluoride”).

Gdzie czają się na nas związki pierwiastków kradnących nam jod z organizmu?

Są one zarówno w glebie i wodzie (na to nie mamy wpływu) jak i w spożywanej przez nas żywności lub używanych kosmetykach (na to co bierzemy do ust lub kładziemy na skórę już mamy jednak wpływ). Skażenie roślin wszechobecnym dzisiaj fluorem ma wpływ na zawartość tego pierwiastka w ciałach zwierząt oraz ludzi. Fluor jest owszem mikroelementem niezbędnym, aczkolwiek nie odnotowano ani nie opisano w literaturze medycznej żadnych chorób o etiologii związanej z niedoborem fluoru w organizmie. Znaczy to, że w pożywieniu mamy go już całkiem wystarczającą ilość! We fluor naturalnie występujący bogata jest żywność świeża hodowana na glebach bogatych w związki fluoru, herbata czarna i zielona (biała mniej), winogrona i wina (szczególnie kalifornijskie). Tymczasem większość osób narażona jest nadodatkowe i całkowicie niepotrzebne źródła fluoru: pasty do zębów i inne środki do higieny jamy ustnej z fluorem oraz przetworzona żywność i napoje.

Chloru, który jest niezbędny w organizmie też mamy nadmiar: jest go w sposób naturalny sporo w pożywieniu, woda w kranie używana przez nas zarówno w celach spożywczych jak i higienicznych jest chlorowana, czasem idziemy na basen gdzie chloru używa się do sanityzacji, w domach używamy wybielacze na bazie chloru, sporo związków chloru zostaje wchłoniętych do organizmu przez osoby jedzące przetworzoną żywność soloną chlorkiem sodu (NaCl) lub używającej zwykłej najtańszej soli kuchennej. Dodatek jodu do soli nie rozwiązuje sytuacji albowiem jod dosyć szybko po otwarciu opakowania ulatnia się z soli, a poza tym ile można zjeść soli? Ponadto zwyczajna sól kuchenna jodowana to najgorszy rodzaj soli i absolutnie go nie polecam, mamy sole naturalne bogate w mikroelementy (himalajska, celtycka, morska).

Związki bromu używane są w przemyśle spożywczym (proces fumigacji związkami bromu stosuje się w celu ochrony zboża przed szkodnikami), jeśli ktoś je dużo chleba, białego ryżu, ciastek i makaronów to dostarcza tym samym do ustroju sporych ilości związków bromu, a te wypierają z tarczycy jod. Również wiele pestycydów, leków, środków przeciwogniowych stosowanych jako impregnaty (do dywanów, zasłon, plastików) a nawet napoje gazowane (Mountain Dew, Gatorade) zawierają związku bromu. Nadmiar bromu powoduje uszkodzenie komórek nerwowych, w dużych ilościach czysty brom jest silnie toksyczny (dawka śmiertelna wynosi 35 g). Kiedyś w przetwórstwie używało się związków jodu, teraz od ok. 40 lat związków bromu. W organizmie te same receptory wychwytują brom i jod. Jeśli do organów mających duże zapotrzebowanie na jod (tarczyca, piersi, jajniki, prostata) zamiast jodu dostarczymy brom – mamy kłopoty gotowe (cysty, mięśniaki, guzy, niedoczynność itp.).

10 rzeczy pomagających tarczycy równowagę:

1. Słońce – potrzebujemy słońca każdego dnia. Nasze ciała pod jego wpływem produkują najtańszą we wszechświecie (bo darmową) witaminę – D3. To dla nas najlepsza i najbardziej naturalna forma jej dostarczania do organizmu. Ludzie z nadwagą i niedoczynnością tarczycy mają z reguły bardzo niskie poziomy wit. D3. Natomiast jest to bardzo potrzebna naszej tarczycy witamina jak również chroni przed rakiem.

Niestety panuje ostatnio szalona moda na „słońcofobię”, gdzie słońce oskarża się o wszystko co najgorsze, wciskając nam pełne chemikaliów sztuczne preparaty z tzw. filtrami. Dochodzi do tego, że siedzimy w domach czy biurach pozbawieni słońca, potem wychodząc na dwór natychmiast zakładamy okulary przeciwsłoneczne i smarujemy się chemikaliami „aby nam słońce nie zaszkodziło”. To błąd jakich mało! Wystarczy 15 minut ekspozycji by wytworzyć dzienną dawkę wit. 3. W rozsądnej dawce słońce jest zbawienne, niezastąpione i życiodajne. Czy mówiłam już, że antyrakowe? Po ekspozycji wystarczy zakryć ciało lub posmarować je naturalnym olejem kokosowym (faktor 4). Nie bójcie się panicznie słońca i przede wszystkim nie stosujcie żadnych chemicznychśrodków na skórę. Bardziej niż słońce za raka skóry odpowiedzialny jest styl życia, pełen toksyn z jednej i niedoborów substancji odżywczych z drugiej strony.

2. Jod – również potrzebujemy go niezbędnie, to paliwo dla tarczycy. Oprócz tego jest naturalnym antybiotykiem, np. wynaleziony w 1829 roku płyn Lugola zawierający jodek potasu leczył swego czasu wiele dolegliwości. Po wojnie sprawy się zmieniły i zaczęto ludzi płynem Lugola i generalnie jodem jako takim straszyć w mediach jaki to on jest „groźny”. Niemniej jednak można też zakupić bez recepty w aptece jodynę (Iodi Solutio Spirituosa) i uzupełnić jod transdermalnie: posmarować nią miejsce gdzie skóra jest cienka (np. zgięcie przedramienia), jod będzie wchłaniał się przez skórę (można nakleić plasterek na to miejsce). Jeśli plamka zniknie wyjątkowo szybko oznacza to, że organizm cierpi wyjątkowo silnie na niedobór jodu.

Płyn Lugola (Iodi Solutio Aquosa) również się do tego nadaje, można zakupić bez recepty do stosowania zewnętrznego (jak brzmi informacja na opakowaniu stosowanie wewnętrzne preparatu możliwe jest po konsultacji z lekarzem lub na zlecenie służb sanitarnych).

Można też jeść ryby czy owoce morza, jednak działają one na organizm zakwaszająco, tym sposobem prawdopodobnie też dostarczymy do organizmu także rtęci i bromu (szczególnie duże ryby jak tuńczyk czy łosoś kumulują ją w swoich tkankach), a jeśli produkty pochodzą z hodowli sztucznych mogą zawierać inne niechciane substancje (np. antybiotyki). Jod zawierają też żółtka jajek od kur hodowanych naturalnie oraz masło z mleka krów pasących się trawą. Pewne ilości jodu znajdziemy w pomidorach, ziemniakach, płatkach owsianych, bananach, truskawkach czy suszonych śliwkach,

3. Selen – niedoceniany pierwiastek, a tak szalenie ważny w przyswajaniu jodu. Najlepiej przyswajany selen to selenometionina (a ściślej L-selenometionina) – występuje naturalnie w dużych ilościach np. w orzechach brazylijskich lub pestkach dyni.

Zamiast kupować sztuczny preparat bezpieczniej przyjąć selen w formie naturalnej. 1 orzech to ok. 50 mcg selenu w naturalnej organicznej i w pełni przyswajanej formie SeM (L-selenometioniny). Dziennie można zjeść do 8 szt. orzechów lub 2 łyżki pestek z dyni, co zapewni nam minimalną potrzebną nam ilość selenu.

4. Magnez – równie niezbędny jak selen w przyswajaniu jodu. Antagonista wapnia, jednak (w przeciwieństwie do wapnia) magnezu nikt tak namolnie nie reklamuje jako niezbędnego dla zdrowia (czyli podobnie jak reklamują nam fluor zamiast jodu), stąd też niedobory magnezu są dzisiaj powszechne. Najlepiej stosować magnez transdermalnie czyli tak jak jod. Przeczytaj jak zrobić oliwkę magnezową i jak stosować ją do uzupełniania magnezu.

5. Zielonolistne warzywa – bogate źródło magnezu oraz chlorofilu. Można je jadać zarówno na surowo jak i w postaci delikatnie duszonej, dodać soli morskiej, oliwy z oliwek oraz soku świeżo wyciśniętego z cytryny.

6. Witamina C – kwas L-askorbinowy pomaga wątrobie w zamianie T 4 na aktywny hormon T3. Najwygodniej witaminizować proszkiem kwasu L-askorbinowego swoje napoje i soki. Warto zwiększyć spożycie papryki, kiwi, owoców cytrusowych, aceroli, róży i innych bogatych w witaminę C pokarmów.

7. Olej kokosowy – nieprawdopodobne, a jednak. Ma wyjątkowo (7-9) niskąliczbę jodową przez co wspomaga tarczycę i nawet będąc tłuszczem… odchudza. Oczywiście mowa o oleju kokosowym nierafinowanym, tłoczonym na zimno. 1-3 łyżek dziennie pozwala poczuć różnicę już po 2 tygodniach.

8. Unikaj przetworzonych węglowodanów jak ognia! Naprawdę nie sposób białej mąki, chleba, makaronu, pizzy czy ciastek nazwać „pożywieniem” bo niczego wielce pożywnego tam nie znajdziesz. To zapychacze i tyle. Natomiast jest tam pełno składników antyodżywczych, które nie są przyjazne tarczycy i w ogóle zdrowiu.
Nie są też przyjazne szczupłej sylwetce. W ogóle niczemu nie są przyjazne jeśli idzie o ścisłość. Przynajmniej nie te, które leżą na sklepowych półkach.

9. Unikaj chemikaliów w domu. Naprawdę można sobie poradzić z czystością w domu za pomocą dwóch głównych składników: soda oczyszczona i ocet winny. Polecam bloga Ewy gdzie znajdziecie rozmaite przepisy jak poradzić sobie bez chemii z czystością w domu. Szczególnie kiedy macie w domu dzieci. Wszelkie domowe chemikalia (szczególnie te mające związki chloru w składzie) są dla tarczycy szkodliwe.

10. Zmień chemiczne kosmetyki na przyjazne tarczycy (i zdrowiu w ogóle) naturalne kosmetyki. Jeśli są robione w domu (tak jak na przykład magnezowy dezodorant) oszczędzisz nie tylko zdrowie ale i pieniądze. Naprawdę dużo pieniędzy. Wyrzuć chemiczną pastę do zębów i płukanki do ust z fluorem, kremy przeciwsłoneczne i środki higieny osobistej zawierające toksyczne i rakotwórcze SLS-y i parabeny.

Mydło możesz kupić naturalne (mydło alepo lub w Rossmanie dużo tańsze Alterra) zamiast chemicznego. Tak naprawdę podstawowe składniki: soda, olej kokosowy i ocet jabłkowy wystarczą też by w kilka minut zrobić sobie pastę do zębów, dezodorant czy obyć się bez szamponu do włosów (użyj do mycia kubka wody z rozpuszczoną płaską łyżką kuchennej sody, masuj i spłucz kubkiem lub przy dłuższych włosach dwoma kubkami wody z dodaną do każdego 1 łyżką octu jabłkowego lub soku z połówki cytryny – tzw. metoda „no poo” – świetnie usuwa łupież). Nie kładź na skórę niczego, czego nie można zjeść! Wszystko co ma kontakt z naszą skórą znajduje się w naszym krwiobiegu w ciągu zaledwie minut.

Najlepsze owoce – Które owoce są najlepsze dla naszego organizmu, pod względem zawartości przeciwutleniaczy. Ale dlaczego przeciwutleniacze są aż tak ważne?
 
Antyoksydanty, czyli inaczej przeciwutleniacze, zyskują ostatnio coraz więcej zwolenników i nie dzieje się to bez powodu. Przeciwutleniacze w diecie zapobiegają zaburzeniom lub spowalniają ich przebieg. Przeciwutleniacze w żywności zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób serca, zwyrodnienia plamki żółtej, cukrzycy a nawet raka.
 
Aby zrozumieć znaczenie przeciwutleniaczy, należy najpierw wyjaśnić czym one są i w jaki sposób pomagają organizmowi zwalczać choroby.
 
Przeciwutleniacze są grupą witamin, minerałów oraz karotenoidów (takich jak witamina C, witamina E, beta-karoten, czyli substancja, która np.: nadaje pomarańczom charakterystyczny pomarańczowy kolor).
 
Ich zadaniem w organizmie człowieka jest zwalczanie tak zwanych wolnych rodników. Wolne rodniki, które występują w organizmie człowieka, są natomiast ubocznym produktem przemiany materii. Powstają podczas zużywania tlenu do produkcji energii, a także wówczas, gdy organizm zwalcza infekcje. Wzmożona produkcja wolnych rodników ma miejsce w warunkach zanieczyszczenia środowiska, gdzie oddziałuje na nas smog, dym, a także pestycydy. Niektóre leki również powodują ich wzrost. Wolne rodniki są niebezpieczne, ponieważ mogą uszkadzać, a nawet zabijać zdrowe komórki.  
 
 
Poniżej tłumaczenie króciutkiego video przygotowanego przez dr Michaela Gregera. Odcinek ten poświęcony jest owocom:
 
Dieta roślinna chroni przed chorobami wywołanymi stresem oksydacyjnym.
 
Ale które pokarmy roślinne są najlepsze?
 
Najzdrowsze są jagody (nie chodzi tutaj specyficznie o czarne jagody, ale o owoce bez pestek)
 
Dla porównania: tyle przeciwutleniaczy zawierają najpopularniejsze owoce w USA czyli banany i jabłka.
 
Najpopularniejszym owocem na świecie jest mango, które wygląda trochę lepiej...
 
ale żaden z tych owoców nie dorównuje jagodom: truskawkom, czarnym jagodom, malinom, żurawinom, jeżynom...
 
Tylko te jagody są dostępne dla większości z nas, chyba że ktoś ma dostęp do owoców czarnej bażyny albo dzikiej róży...
 
Ale wróćmy do owoców, które można kupić w sklepie.
 
A owoce goji?
 
Omówię je w oddzielnym video, poświęconym suszonym owocom.
 
A np. porcja tahitańskiego soku noni?
 
Nie dorównuje nawet bananom.
 
A jeszcze smutniej wygląda szklanka zielonych winogron, które technicznie należą do jagód, ale pod względem wartości odżywczych są jak biały chleb na tosty królestwa owoców.
 
A co z owocami açai?
 
Przeprowadzono na temat açai badania, opublikowane w ostatnim wydaniu magazynu Experimental Gerontology, których tytuł mnie zainteresował:
 
"Owoce palmy açai pomagają przetrwać będącym na diecie wysokotłuszczowej."
 
Pomyślałem, że to jest bardzo interesujące... aż ponownie przeczytałem
 
"Owoce palmy açai pomagają przetrwać MUCHOM będącym na diecie wysokotłuszczowej."
 
Komu to jest potrzebne? Pewnie naukowcy łapali muchy przy śmietniku koło restauracji fast food.
 
Niestety owoców açai nie objęły te badania. Miejmy nadzieję, że znajdą się w następnych badaniach.
 
Do tego czasu zachęcam wszystkich, by codziennie jedli jagody. Miejcie zawsze w lodówce torebkę zamrożonych jagód, takich jakie lubicie. Ale pamiętajcie, że jeżyny mają dwa razy więcej przeciwutleniaczy niż np. truskawki.

Najlepsze owoce

Które owoce są najlepsze dla naszego organizmu, pod względem zawartości przeciwutleniaczy. Ale dlaczego przeciwutleniacze są aż tak ważne?

Antyoksydanty, czyli inaczej przeciwutleniacze, zyskują ostatnio coraz więcej zwolenników i nie dzieje się to bez powodu. Przeciwutleniacze w diecie zapobiegają zaburzeniom lub spowalniają ich przebieg. Przeciwutleniacze w żywności zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób serca, zwyrodnienia plamki żółtej, cukrzycy a nawet raka.

Aby zrozumieć znaczenie przeciwutleniaczy, należy najpierw wyjaśnić czym one są i w jaki sposób pomagają organizmowi zwalczać choroby.

Przeciwutleniacze są grupą witamin, minerałów oraz karotenoidów (takich jak witamina C, witamina E, beta-karoten, czyli substancja, która np.: nadaje pomarańczom charakterystyczny pomarańczowy kolor).

Ich zadaniem w organizmie człowieka jest zwalczanie tak zwanych wolnych rodników. Wolne rodniki, które występują w organizmie człowieka, są natomiast ubocznym produktem przemiany materii. Powstają podczas zużywania tlenu do produkcji energii, a także wówczas, gdy organizm zwalcza infekcje. Wzmożona produkcja wolnych rodników ma miejsce w warunkach zanieczyszczenia środowiska, gdzie oddziałuje na nas smog, dym, a także pestycydy. Niektóre leki również powodują ich wzrost. Wolne rodniki są niebezpieczne, ponieważ mogą uszkadzać, a nawet zabijać zdrowe komórki.  


Poniżej tłumaczenie króciutkiego video przygotowanego przez dr Michaela Gregera. Odcinek ten poświęcony jest owocom:

Dieta roślinna chroni przed chorobami wywołanymi stresem oksydacyjnym.

Ale które pokarmy roślinne są najlepsze?

Najzdrowsze są jagody (nie chodzi tutaj specyficznie o czarne jagody, ale o owoce bez pestek)

Dla porównania: tyle przeciwutleniaczy zawierają najpopularniejsze owoce w USA czyli banany i jabłka.

Najpopularniejszym owocem na świecie jest mango, które wygląda trochę lepiej...

ale żaden z tych owoców nie dorównuje jagodom: truskawkom, czarnym jagodom, malinom, żurawinom, jeżynom...

Tylko te jagody są dostępne dla większości z nas, chyba że ktoś ma dostęp do owoców czarnej bażyny albo dzikiej róży...

Ale wróćmy do owoców, które można kupić w sklepie.

A owoce goji?

Omówię je w oddzielnym video, poświęconym suszonym owocom.

A np. porcja tahitańskiego soku noni?

Nie dorównuje nawet bananom.

A jeszcze smutniej wygląda szklanka zielonych winogron, które technicznie należą do jagód, ale pod względem wartości odżywczych są jak biały chleb na tosty królestwa owoców.

A co z owocami açai?

Przeprowadzono na temat açai badania, opublikowane w ostatnim wydaniu magazynu Experimental Gerontology, których tytuł mnie zainteresował:

"Owoce palmy açai pomagają przetrwać będącym na diecie wysokotłuszczowej."

Pomyślałem, że to jest bardzo interesujące... aż ponownie przeczytałem

"Owoce palmy açai pomagają przetrwać MUCHOM będącym na diecie wysokotłuszczowej."

Komu to jest potrzebne? Pewnie naukowcy łapali muchy przy śmietniku koło restauracji fast food.

Niestety owoców açai nie objęły te badania. Miejmy nadzieję, że znajdą się w następnych badaniach.

Do tego czasu zachęcam wszystkich, by codziennie jedli jagody. Miejcie zawsze w lodówce torebkę zamrożonych jagód, takich jakie lubicie. Ale pamiętajcie, że jeżyny mają dwa razy więcej przeciwutleniaczy niż np. truskawki.

Witaminy z Chin – Zanim sięgniemy po witaminy czy inne suplemementy, zwróćmy uwagę na listę składników. Wybierajmy takie, które wytwarzane są z pełnowartościowych produktów, takich jak warzywa i owoce.
 
Chcemy być zdrowi i dlatego czasami sięgamy po różne witaminy, proteiny w proszku, egzotyczne owoce w proszku, mieszanki ziołowe… Ale zamiast czuć się lepiej, możemy powoli zatruwać organizm tymi tanimi suplementami. Szczególnie produkty i półprodukty pochodzące z Chin są zanieczyszczone ciężkimi metalami (link). Rtęć, ołów, aluminium i inne toksyczne związki wykryto w wielu suplementach i produktach ziołowych.
 
Nie mówimy tutaj o niektórych mieszankach ajurwedycznych i medycyny chińskiej, które celowo zawierają szkodliwe na ogół związki, ale w minimalnych ilościach - w celach leczniczych. Zwykle ludzie nie mają na ten temat szerszych informacji, a w internecie można przeczytać najróżniejsze negatywne komentarze, na przykład na temat leków homeopatycznych, które zawierają śladowe ilości "trucizn" w celach leczniczych. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, na jakiej zasadzie działają leki homeopatyczne.

Bądźmy ostrożni
 
Tak czy inaczej, należy jednak być świadomym, że niektóre suplementy, szczególnie tanie i pochodzące z Azji, mogą zawierać toksyczne związki. Dlatego suplementy należy wybierać bardzo ostrożnie. W USA, na przykład, w jednym z produktów mających oczyszczać organizm, wykryto wysoki poziom aluminium i dystrybutor musiał zwrócić klientom milion dolarów (Adya Clarity). Również w USA, w produktach ziołowych sprowadzanych z Chin wykryto ołów i arszenik. Przypisuje się to zatruciu środowiska w okolicach plantacji ziołowych w tym kraju. Również inne suplementy z Chin, w tym chlorella, zawierają aluminium, arszenik, kadm, ołów i rtęć. Jeśli te produkty sprzedawane są w USA, to zapewne w Polsce istnieje podobne zjawisko. Problemem też może być to, że mimo że z opakowania wynika, że produkt jest produkowany w Europie czy Stanach Zjednoczonych, to jednak może on powstawać z tanich półproduktów sprowadzanych np. z Chin.

 
Ostatnie badania również wykazały wysoki poziom metali ciężkich w ryżu sprowadzanym z Chin i w produktach na bazie ryżu - See more at: http://www.weganizm.com/suplementy.html#sthash.1Hfx23TZ.dpuf

Witaminy z Chin

Zanim sięgniemy po witaminy czy inne suplemementy, zwróćmy uwagę na listę składników. Wybierajmy takie, które wytwarzane są z pełnowartościowych produktów, takich jak warzywa i owoce.

Chcemy być zdrowi i dlatego czasami sięgamy po różne witaminy, proteiny w proszku, egzotyczne owoce w proszku, mieszanki ziołowe… Ale zamiast czuć się lepiej, możemy powoli zatruwać organizm tymi tanimi suplementami. Szczególnie produkty i półprodukty pochodzące z Chin są zanieczyszczone ciężkimi metalami (link). Rtęć, ołów, aluminium i inne toksyczne związki wykryto w wielu suplementach i produktach ziołowych.

Nie mówimy tutaj o niektórych mieszankach ajurwedycznych i medycyny chińskiej, które celowo zawierają szkodliwe na ogół związki, ale w minimalnych ilościach - w celach leczniczych. Zwykle ludzie nie mają na ten temat szerszych informacji, a w internecie można przeczytać najróżniejsze negatywne komentarze, na przykład na temat leków homeopatycznych, które zawierają śladowe ilości "trucizn" w celach leczniczych. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, na jakiej zasadzie działają leki homeopatyczne.

Bądźmy ostrożni

Tak czy inaczej, należy jednak być świadomym, że niektóre suplementy, szczególnie tanie i pochodzące z Azji, mogą zawierać toksyczne związki. Dlatego suplementy należy wybierać bardzo ostrożnie. W USA, na przykład, w jednym z produktów mających oczyszczać organizm, wykryto wysoki poziom aluminium i dystrybutor musiał zwrócić klientom milion dolarów (Adya Clarity). Również w USA, w produktach ziołowych sprowadzanych z Chin wykryto ołów i arszenik. Przypisuje się to zatruciu środowiska w okolicach plantacji ziołowych w tym kraju. Również inne suplementy z Chin, w tym chlorella, zawierają aluminium, arszenik, kadm, ołów i rtęć. Jeśli te produkty sprzedawane są w USA, to zapewne w Polsce istnieje podobne zjawisko. Problemem też może być to, że mimo że z opakowania wynika, że produkt jest produkowany w Europie czy Stanach Zjednoczonych, to jednak może on powstawać z tanich półproduktów sprowadzanych np. z Chin.


Ostatnie badania również wykazały wysoki poziom metali ciężkich w ryżu sprowadzanym z Chin i w produktach na bazie ryżu - See more at: http://www.weganizm.com/suplementy.html#sthash.1Hfx23TZ.dpuf

JEDYNY GRANAT, JAKI POWINIENEŚ ZNAĆ – Czasy, jakie są każdy widzi. Nie każdy dostrzega jednak, jakie spustoszenie w naszych głowach dzieje się za sprawą owych czasów. Nawyki, które zostały nam narzucone, w ramach ogólnie przyjętych norm, wypaczają nasze naturalne postrzeganie świata. Kiedy zapytamy się, z czym kojarzy nam się granat, nasze myśli automatycznie wędrują ku militariom. Tymczasem jedyny granat, jaki powinien nam przyjść do głowy, to ten będący symbolem odrodzenia i płodności.

Granatowiec właściwy, bo o nim mowa, to owoc pochodzący z Persji i Mezopotamii, który od czasów starożytnych uznawany był za wyjątkowy dar ofiarowany ludziom. Doceniano jego wspaniały wpływ zarówno jako środka pielęgnacyjnego, na utrzymanie zdrowej i pięknej cery, jak i leczniczego, przy zwalczaniu bezpłodności i objawów starzenia się. Ciekawostką jest, że Europejczycy dowiedzieli się o istnieniu tego owocu z legend i baśni, niosących się z nieznanych im jeszcze wtedy lądów. W późniejszych czasach ludzie oszaleli na jego punkcie wzorując się na nim, podczas tworzenia królewskiego berła i korony europejskich władców. Wieść niesie również, że to właśnie granat, był owocem zakazanym w mitycznym, biblijnym raju. Dosyć jednak o legendach i opowieściach, czas sprawdzić, czym granat może nas zaskoczyć.

Właściwości granatu

Owoc zawiera w sobie witaminę A, B, C i E, substancje odżywcze, kwas foliowy, beta karoten, błonnik oraz białko. Jest źródłem przeciwutleniaczy, związków antyoksydacyjnych, odpowiedzialnych za eliminację tzw. „wolnych rodników”, które niszczą komórki naszego ciała. Dodatkowo są one idealnym środkiem zapobiegającym rozwijaniu się komórek rakowych. Sok z granatu przeciwdziała impotencji i obniża poziom antygenu gruczołu krokowego. Regularne spożywanie świeżego soku z owocu ma również pozytywny wpływ na serce i układ krążenia, zapobiega miażdżycy, redukuje nadciśnienie. Pomaga zredukować cholesterol zalegający w naczyniach krwionośnych i utrzymać równowagę hormonalną w organizmie. Zastosowanie wyciągu z granatu może przynieść efekty również przy chorobach wieńcowych i niedokrwiennych serca. Owoce granatu mają ponadto łagodzący wpływ na stan naszej psychiki. Niwelują skutki przemęczenia i stresu.

Domniemane właściwości

Granat jest nadal bardzo mało znanym owocem, o którym nie wiemy jeszcze wszystkiego. Cały czas trwają badania nad jego wpływem na funkcjonowanie ludzkiego organizmu. Według jednych z nich, spożywanie soku z owocu przez kobietę w ciąży, może wpływać ochronnie na stan płodu, zmniejszając tym samym ryzyko niedotlenienia i związane z tym komplikacje w postaci uszkodzeń mózgu, nienarodzonego dziecka. Granaty mogą również pomagać w procesie zrzucania zbędnych kilogramów, ale także w walce z nieustającym apetytem. Ponadto mogą wpływać na poprawę koncentracji, zapobieganie lub spowolnienie demencji i Alzheimera.

Granat jest źródłem wielu witamin i minerałów, posiada niezwykłe właściwości i szereg zastosowań, ale również, a dla niektórych przede wszystkim, jest wyjątkowo smacznym i orzeźwiającym owocem, który bez względu z jakich pobudek, powinien zagościć w naszych domach, będąc tym samym, stałym elementem naszego jadłospisu.

JEDYNY GRANAT, JAKI POWINIENEŚ ZNAĆ

Czasy, jakie są każdy widzi. Nie każdy dostrzega jednak, jakie spustoszenie w naszych głowach dzieje się za sprawą owych czasów. Nawyki, które zostały nam narzucone, w ramach ogólnie przyjętych norm, wypaczają nasze naturalne postrzeganie świata. Kiedy zapytamy się, z czym kojarzy nam się granat, nasze myśli automatycznie wędrują ku militariom. Tymczasem jedyny granat, jaki powinien nam przyjść do głowy, to ten będący symbolem odrodzenia i płodności.

Granatowiec właściwy, bo o nim mowa, to owoc pochodzący z Persji i Mezopotamii, który od czasów starożytnych uznawany był za wyjątkowy dar ofiarowany ludziom. Doceniano jego wspaniały wpływ zarówno jako środka pielęgnacyjnego, na utrzymanie zdrowej i pięknej cery, jak i leczniczego, przy zwalczaniu bezpłodności i objawów starzenia się. Ciekawostką jest, że Europejczycy dowiedzieli się o istnieniu tego owocu z legend i baśni, niosących się z nieznanych im jeszcze wtedy lądów. W późniejszych czasach ludzie oszaleli na jego punkcie wzorując się na nim, podczas tworzenia królewskiego berła i korony europejskich władców. Wieść niesie również, że to właśnie granat, był owocem zakazanym w mitycznym, biblijnym raju. Dosyć jednak o legendach i opowieściach, czas sprawdzić, czym granat może nas zaskoczyć.

Właściwości granatu

Owoc zawiera w sobie witaminę A, B, C i E, substancje odżywcze, kwas foliowy, beta karoten, błonnik oraz białko. Jest źródłem przeciwutleniaczy, związków antyoksydacyjnych, odpowiedzialnych za eliminację tzw. „wolnych rodników”, które niszczą komórki naszego ciała. Dodatkowo są one idealnym środkiem zapobiegającym rozwijaniu się komórek rakowych. Sok z granatu przeciwdziała impotencji i obniża poziom antygenu gruczołu krokowego. Regularne spożywanie świeżego soku z owocu ma również pozytywny wpływ na serce i układ krążenia, zapobiega miażdżycy, redukuje nadciśnienie. Pomaga zredukować cholesterol zalegający w naczyniach krwionośnych i utrzymać równowagę hormonalną w organizmie. Zastosowanie wyciągu z granatu może przynieść efekty również przy chorobach wieńcowych i niedokrwiennych serca. Owoce granatu mają ponadto łagodzący wpływ na stan naszej psychiki. Niwelują skutki przemęczenia i stresu.

Domniemane właściwości

Granat jest nadal bardzo mało znanym owocem, o którym nie wiemy jeszcze wszystkiego. Cały czas trwają badania nad jego wpływem na funkcjonowanie ludzkiego organizmu. Według jednych z nich, spożywanie soku z owocu przez kobietę w ciąży, może wpływać ochronnie na stan płodu, zmniejszając tym samym ryzyko niedotlenienia i związane z tym komplikacje w postaci uszkodzeń mózgu, nienarodzonego dziecka. Granaty mogą również pomagać w procesie zrzucania zbędnych kilogramów, ale także w walce z nieustającym apetytem. Ponadto mogą wpływać na poprawę koncentracji, zapobieganie lub spowolnienie demencji i Alzheimera.

Granat jest źródłem wielu witamin i minerałów, posiada niezwykłe właściwości i szereg zastosowań, ale również, a dla niektórych przede wszystkim, jest wyjątkowo smacznym i orzeźwiającym owocem, który bez względu z jakich pobudek, powinien zagościć w naszych domach, będąc tym samym, stałym elementem naszego jadłospisu.

Jak szkodzi cukier. – 49 kg  - tyle zjadamy cukru rocznie, podczas gdy średnie spożycie w Europie wynosi 39 kg. Przodując pod tym względem w UE, Polacy wyrządzają sobie dużą krzywdę, nie tylko ze względów estetycznych (nadmiaru cukru odkłada się w postaci tkanki tłuszczowej), lecz również zdrowotnym,

Krótko i na temat – częste jedzenie cukru to wysokie ryzyko pojawienie się chorób: cukrzyca, nadciśnienie, choroby serca, miażdżyca, otyłość, nowotwory (jelita grubego, trzustki, piersi – to tylko niektóre przykłady udowodnione naukowo). Czy wiesz, że wiele z tych chorób zostało zdiagnozowanych dopiero pod koniec XIX wieku, kilka lat po tym, gdy cukier zagościł powszechnie na stołach mieszkańców krajów rozwiniętych? jest  to wystarczający powód, aby zarwać ze zgubnym nałogiem.

Rak żywi się cukrem!

Cukier odżywia pasożyty i guzy, sprawia, że rosną szybciej.

Biała mąka + cukier = wzrost komórek, pożywka dla guzów, grzybów i szkodliwych bakterii

Bardzo niepokojący jest fakt, że w akademiach medycznych prawie w ogóle nie poświęca się uwagi diecie. W większości uczelni pojęcia z zakresu żywienia rozsiane są po innych dyscyplinach.

Rak spoczywa uśpiony w każdym z nas

Nasze ciała produkują wadliwe komórki, jak wszystkie inne żywe organizmy. Tak powstają guzy. Nasze ciała zostały jednak wyposażone w mechanizmy, które wykrywają takie komórki i kontrolują ich rozwój. W świecie tzw. zachodnim, na raka umiera jedna osoba na cztery, ale trzy na cztery nie. Ich mechanizmy obronne spełniają swoje zadanie i osoby te umierają z innych przyczyn.

Rak jest coraz bardziej rozpowszechniony na Zachodzie; wzrost liczby zachorowań obserwuje się od lat czterdziestych ubiegłego wieku.
W ciągu minionych pięćdziesięciu lat trzy zasadnicze czynniki w sposób drastyczny zmieniły nasze środowisko naturalne:
 
    W naszej diecie zwiększyła się ilość oczyszczonego cukru.( W 1830 roku spożycie cukru wynosiło pięć kilogramów, a pod koniec XX wieku osiągnęło szokującą wartość siedemdziesięciu kilogramów.)
    Nastąpiły zmiany w uprawie roślin i hodowli zwierząt, które spowodowały zmiany w składzie chemicznym spożywanej przez nas żywności.
    Stykamy się z ogromną liczbą produktów chemicznych, które nie istniały przed 1940 rokiem.

Nasze geny rozwijały się w środowisku, w którym rocznie na osobę przypadały najwyżej dwa kilogramy cukru w miodzie. 

Niemiecki biolog Otto Warburg zdobył Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za odkrycie, żemetabolizm guzów złośliwych jest w dużej mierze uzależniony od spożycia glukozy.Badania typu PET, stosowane w celu wykrycia raka, często polegają na zidentyfikowaniu w ciele obszarów pochłaniających najwięcej glukozy. Jeśli jakiś jego fragment wyróżnia się na tle reszty wchłanianiem zbyt wielkiej ilości glukozy, bardzo praw­dopodobną przyczyną tego zjawiska jest rak.

Kiedy spożywamy cukier lub białą mąkę – substancje odznaczające się wysokim indeksem glikemicznym – poziom glukozy we krwi gwałtownie rośnie, ponieważ organizm natychmiast uwalnia dawkę insuliny po­zwalającą glukozie wniknąć do komórek.

Wydzielaniu insuliny towarzyszy uwalnianie innego związku zwanego IGF (insulinopodobny czynnik wzrostu), którego zadaniem jest stymulowanie wzrostu komórek.

Innymi słowy cukier odżywia tkanki i sprawia, że rosną szybciej. Ponadto insulina oraz IGF wywołują pewien wspólny efekt:

podsycają procesy zapalne, które stymulują wzrost komórek i służą jako odżywka dla guzów.

Obecnie wiadomo już, że nagłe skoki poziomu wydzielania insuliny i IGF nie tylko podsycają wzrost komórek rakowych, lecz także ich zdolność wnikania do sąsiadujących tkanek.

Każdy może zredukować ilość oczyszczonego cukru i białej mąki w diecie. Wykazano, że zwyczajne zmniejszenie zawartości tych składników błyskawicznie oddziałuje na poziom insuliny i IGF we krwi. Innym efektem takiego działania jest poprawa stanu zdrowia skóry.

Spożycie cukru a trądzik 

Związek między poziomem cukru we krwi i stanami zapalnymi może się wydawać naciągany. Jak bowiem cukierek, kostka cukru w filiżance kawy lub kromka białego chleba z dżemem miałaby wpływać na fizjologię ludzkiego organizmu? Tymczasem, gdy przeprowadzimy analizę wyprys­ków na skórze, stwierdzimy, że związek ten jest oczywisty. 

Doktor Loren Cordain zajmuje się badaniami nad odżywianiem na Uniwersytecie Kolorado. Usłyszawszy, że pewne społeczności, których styl życia bardzo różni się od naszego, nie cierpią na trądzik (trądzik jest między innymi efektem zapalenia naskórka), postanowiła zbadać to zagadnienie, gdyż to twierdzenie wydało jej się niedorzeczne. Trądzik jest czymś w rodzaju rytuału przejścia w dorosłość, dotykającego od 80 do 95% nastolatków w krajach zachodnich. Doktor Cordain zgromadziła zespół dermatologów, którzy mieli zbadać skórę tysiąca dwustu nastolatków żyjących na odciętych od świata wyspach w Nowej Gwinei oraz stu trzydziestu Indian z plemienia Ache w Paragwaju. Badacze nie wykryli w tych grupach ani śladu trądziku. W artykule zamieszczonym w czasopiśmie „Archives of Dermatolo-gy” przypisują to sposobowi odżywiania przebadanych nastolatków. Diety tych współczesnych odosobnionych populacji ludzkich przypominają diety naszych dalekich przodków, nie zawierają bowiem cukru i białej mąki, a – co za tym idzie – w ich krwi nie dochodzi do nagłych skoków poziomu insuliny i IGF.

Czym bezpiecznie zastąpić?

Pod żadnym pozorem nie słodź aspartamem, ani nie spożywaj żywności zawierającej aspartam!

Zastosuj:ksylitol, stevia,

Ksylitol cukier brzozowy posiada wielokrotnie niższy indeks glikemiczny (IG:8) niż glukoza czy sacharoza indeks glikemiczny dziewięciokrotnie niższy od cukru (sacharozy). Ksylitol nie fermentuje w przewodzie pokarmowym tak jak glukoza, fruktoza, sacharoza czy laktoza. Podobnie jak cukier może być stosowany do przeróbki w wysokich temperaturach. Ksylitol jest powoli przetwarzany w organizmie z minimalnym udziałem insuliny, wskutek czego posiada ponad dziewięciokrotnie niższy indeks glikemiczny od cukru. Dzięki temu jest bardzo bezpieczny dla diabetyków. Utrzymując niski poziom insuliny, przeciwdziała procesom przedwczesnego starzenia się. Ponadto zawiera prawie2-razy mniej kalorii niż cukier!

Stevia (Stevia Rebaudiana) to zioło zwane „słodkim zielem”, bardzo popularne w Brazylii i Paragwaju (mniej więcej tak jak u nas szałwia czy mięta).
Znane tam od setek lat, a od ok. 40 lat niezwykle popularne w Japonii, ostatnio również w USA – prowadzono nad nią badania na kilku Uniwersytetach. W Europie stevia nie otrzymała atestu mimo, że po 15 latach obowiązkowych badań nie wykazała żadnych skutków ubocznych. Kupić ją można w Polsce, pod postacią soku czy suszonych liści.

Stevia jest kilkaset razy słodsza od cukru  ma właściwości antybakteryjne, jest bogata w naturalne olejki i substancje odżywcze, bezpieczna dla cukrzyków. Ma lekko mdławy posmak jest słodzikiem w 100% naturalnym, bezpiecznym dla organizmu i dobrze znosi gotowanie, pieczenie etc. Stevia  IG: 5

Powinno się także unikać białego ryżu i zastępować go brązowym lub białym ryżem basmati o znacznie niższym indeksie glikemicznym. A przede wszystkim spożywać warzywa i owoce roślin strączkowych (fasolę, groch, soczewicę). Charak­teryzują się one niskim indeksem glikemicznym, a poza tym zawarte w nich chemiczne związki roślinne intensywnie zwalczają raka.


Niesłychanie ważne jest unikanie słodyczy i przekąsek między posiłkami. Gdy w tym czasie podjadamy ciastka (albo cukier), nic nie powstrzymuje wzrostu poziomu insuliny. Tylko ich łączenie z innymi produktami, zwłaszcza z włóknami warzyw i owoców lub przyjaznymi tłuszczami (takimi jak oliwa z oliwek bądź masło organiczne), spowalnia asymilację cukru i zmniejsza skoki insuliny. W taki sam sposób niektóre owoce i warzywa – takie jak cebula, czosnek, jagody, wiśnie i maliny – ograniczają wzrost zawartości cukru we krwi.

Dieta oparta na produktach o niskim indeksie glikemicznym ogranicza ryzyko wzrostu raka. Zespół badawczy szpitala Hotel-Dieu w Paryżu wykazał, że jednocześnie pozwala ograniczyć ilość tkanki tłuszczowej na rzecz tkanki mięśniowej.

Jak szkodzi cukier.

49 kg - tyle zjadamy cukru rocznie, podczas gdy średnie spożycie w Europie wynosi 39 kg. Przodując pod tym względem w UE, Polacy wyrządzają sobie dużą krzywdę, nie tylko ze względów estetycznych (nadmiaru cukru odkłada się w postaci tkanki tłuszczowej), lecz również zdrowotnym,

Krótko i na temat – częste jedzenie cukru to wysokie ryzyko pojawienie się chorób: cukrzyca, nadciśnienie, choroby serca, miażdżyca, otyłość, nowotwory (jelita grubego, trzustki, piersi – to tylko niektóre przykłady udowodnione naukowo). Czy wiesz, że wiele z tych chorób zostało zdiagnozowanych dopiero pod koniec XIX wieku, kilka lat po tym, gdy cukier zagościł powszechnie na stołach mieszkańców krajów rozwiniętych? jest to wystarczający powód, aby zarwać ze zgubnym nałogiem.

Rak żywi się cukrem!

Cukier odżywia pasożyty i guzy, sprawia, że rosną szybciej.

Biała mąka + cukier = wzrost komórek, pożywka dla guzów, grzybów i szkodliwych bakterii

Bardzo niepokojący jest fakt, że w akademiach medycznych prawie w ogóle nie poświęca się uwagi diecie. W większości uczelni pojęcia z zakresu żywienia rozsiane są po innych dyscyplinach.

Rak spoczywa uśpiony w każdym z nas

Nasze ciała produkują wadliwe komórki, jak wszystkie inne żywe organizmy. Tak powstają guzy. Nasze ciała zostały jednak wyposażone w mechanizmy, które wykrywają takie komórki i kontrolują ich rozwój. W świecie tzw. zachodnim, na raka umiera jedna osoba na cztery, ale trzy na cztery nie. Ich mechanizmy obronne spełniają swoje zadanie i osoby te umierają z innych przyczyn.

Rak jest coraz bardziej rozpowszechniony na Zachodzie; wzrost liczby zachorowań obserwuje się od lat czterdziestych ubiegłego wieku.
W ciągu minionych pięćdziesięciu lat trzy zasadnicze czynniki w sposób drastyczny zmieniły nasze środowisko naturalne:

W naszej diecie zwiększyła się ilość oczyszczonego cukru.( W 1830 roku spożycie cukru wynosiło pięć kilogramów, a pod koniec XX wieku osiągnęło szokującą wartość siedemdziesięciu kilogramów.)
Nastąpiły zmiany w uprawie roślin i hodowli zwierząt, które spowodowały zmiany w składzie chemicznym spożywanej przez nas żywności.
Stykamy się z ogromną liczbą produktów chemicznych, które nie istniały przed 1940 rokiem.

Nasze geny rozwijały się w środowisku, w którym rocznie na osobę przypadały najwyżej dwa kilogramy cukru w miodzie.

Niemiecki biolog Otto Warburg zdobył Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny za odkrycie, żemetabolizm guzów złośliwych jest w dużej mierze uzależniony od spożycia glukozy.Badania typu PET, stosowane w celu wykrycia raka, często polegają na zidentyfikowaniu w ciele obszarów pochłaniających najwięcej glukozy. Jeśli jakiś jego fragment wyróżnia się na tle reszty wchłanianiem zbyt wielkiej ilości glukozy, bardzo praw­dopodobną przyczyną tego zjawiska jest rak.

Kiedy spożywamy cukier lub białą mąkę – substancje odznaczające się wysokim indeksem glikemicznym – poziom glukozy we krwi gwałtownie rośnie, ponieważ organizm natychmiast uwalnia dawkę insuliny po­zwalającą glukozie wniknąć do komórek.

Wydzielaniu insuliny towarzyszy uwalnianie innego związku zwanego IGF (insulinopodobny czynnik wzrostu), którego zadaniem jest stymulowanie wzrostu komórek.

Innymi słowy cukier odżywia tkanki i sprawia, że rosną szybciej. Ponadto insulina oraz IGF wywołują pewien wspólny efekt:

podsycają procesy zapalne, które stymulują wzrost komórek i służą jako odżywka dla guzów.

Obecnie wiadomo już, że nagłe skoki poziomu wydzielania insuliny i IGF nie tylko podsycają wzrost komórek rakowych, lecz także ich zdolność wnikania do sąsiadujących tkanek.

Każdy może zredukować ilość oczyszczonego cukru i białej mąki w diecie. Wykazano, że zwyczajne zmniejszenie zawartości tych składników błyskawicznie oddziałuje na poziom insuliny i IGF we krwi. Innym efektem takiego działania jest poprawa stanu zdrowia skóry.

Spożycie cukru a trądzik

Związek między poziomem cukru we krwi i stanami zapalnymi może się wydawać naciągany. Jak bowiem cukierek, kostka cukru w filiżance kawy lub kromka białego chleba z dżemem miałaby wpływać na fizjologię ludzkiego organizmu? Tymczasem, gdy przeprowadzimy analizę wyprys­ków na skórze, stwierdzimy, że związek ten jest oczywisty.

Doktor Loren Cordain zajmuje się badaniami nad odżywianiem na Uniwersytecie Kolorado. Usłyszawszy, że pewne społeczności, których styl życia bardzo różni się od naszego, nie cierpią na trądzik (trądzik jest między innymi efektem zapalenia naskórka), postanowiła zbadać to zagadnienie, gdyż to twierdzenie wydało jej się niedorzeczne. Trądzik jest czymś w rodzaju rytuału przejścia w dorosłość, dotykającego od 80 do 95% nastolatków w krajach zachodnich. Doktor Cordain zgromadziła zespół dermatologów, którzy mieli zbadać skórę tysiąca dwustu nastolatków żyjących na odciętych od świata wyspach w Nowej Gwinei oraz stu trzydziestu Indian z plemienia Ache w Paragwaju. Badacze nie wykryli w tych grupach ani śladu trądziku. W artykule zamieszczonym w czasopiśmie „Archives of Dermatolo-gy” przypisują to sposobowi odżywiania przebadanych nastolatków. Diety tych współczesnych odosobnionych populacji ludzkich przypominają diety naszych dalekich przodków, nie zawierają bowiem cukru i białej mąki, a – co za tym idzie – w ich krwi nie dochodzi do nagłych skoków poziomu insuliny i IGF.

Czym bezpiecznie zastąpić?

Pod żadnym pozorem nie słodź aspartamem, ani nie spożywaj żywności zawierającej aspartam!

Zastosuj:ksylitol, stevia,

Ksylitol cukier brzozowy posiada wielokrotnie niższy indeks glikemiczny (IG:8) niż glukoza czy sacharoza indeks glikemiczny dziewięciokrotnie niższy od cukru (sacharozy). Ksylitol nie fermentuje w przewodzie pokarmowym tak jak glukoza, fruktoza, sacharoza czy laktoza. Podobnie jak cukier może być stosowany do przeróbki w wysokich temperaturach. Ksylitol jest powoli przetwarzany w organizmie z minimalnym udziałem insuliny, wskutek czego posiada ponad dziewięciokrotnie niższy indeks glikemiczny od cukru. Dzięki temu jest bardzo bezpieczny dla diabetyków. Utrzymując niski poziom insuliny, przeciwdziała procesom przedwczesnego starzenia się. Ponadto zawiera prawie2-razy mniej kalorii niż cukier!

Stevia (Stevia Rebaudiana) to zioło zwane „słodkim zielem”, bardzo popularne w Brazylii i Paragwaju (mniej więcej tak jak u nas szałwia czy mięta).
Znane tam od setek lat, a od ok. 40 lat niezwykle popularne w Japonii, ostatnio również w USA – prowadzono nad nią badania na kilku Uniwersytetach. W Europie stevia nie otrzymała atestu mimo, że po 15 latach obowiązkowych badań nie wykazała żadnych skutków ubocznych. Kupić ją można w Polsce, pod postacią soku czy suszonych liści.

Stevia jest kilkaset razy słodsza od cukru ma właściwości antybakteryjne, jest bogata w naturalne olejki i substancje odżywcze, bezpieczna dla cukrzyków. Ma lekko mdławy posmak jest słodzikiem w 100% naturalnym, bezpiecznym dla organizmu i dobrze znosi gotowanie, pieczenie etc. Stevia IG: 5

Powinno się także unikać białego ryżu i zastępować go brązowym lub białym ryżem basmati o znacznie niższym indeksie glikemicznym. A przede wszystkim spożywać warzywa i owoce roślin strączkowych (fasolę, groch, soczewicę). Charak­teryzują się one niskim indeksem glikemicznym, a poza tym zawarte w nich chemiczne związki roślinne intensywnie zwalczają raka.


Niesłychanie ważne jest unikanie słodyczy i przekąsek między posiłkami. Gdy w tym czasie podjadamy ciastka (albo cukier), nic nie powstrzymuje wzrostu poziomu insuliny. Tylko ich łączenie z innymi produktami, zwłaszcza z włóknami warzyw i owoców lub przyjaznymi tłuszczami (takimi jak oliwa z oliwek bądź masło organiczne), spowalnia asymilację cukru i zmniejsza skoki insuliny. W taki sam sposób niektóre owoce i warzywa – takie jak cebula, czosnek, jagody, wiśnie i maliny – ograniczają wzrost zawartości cukru we krwi.

Dieta oparta na produktach o niskim indeksie glikemicznym ogranicza ryzyko wzrostu raka. Zespół badawczy szpitala Hotel-Dieu w Paryżu wykazał, że jednocześnie pozwala ograniczyć ilość tkanki tłuszczowej na rzecz tkanki mięśniowej.

Pomidory – Dorastając słyszeliśmy nie raz: „jedz owoce i warzywa”. Prawdopodobnie każdy z nas wie, że owoce i warzywa są zdrowe.
Dzięki lepszym i bardziej kompleksowym badaniom, zaczynamy coraz bardziej rozumieć, jak bardzo są dla nas zdrowe.

Przyjrzyjmy się na przykład najnowszemu badaniu dotyczącemu korzyści zdrowotnych pomidorów . Nowe informacje wykazują, że dieta bogata w pomidory może drastycznie obniżyć ryzyko udaru mózgu, jak wykazali naukowcy z Finlandii.
Według BBC, fińscy naukowcy badali wpływ likopenu – związku chemicznego, który występuje naturalnie w pomidorach, arbuzach i papryce. W badaniu uwzględniającym 1031 mężczyzn o podwyższonym stopniu ryzyka, ci z największą ilością likopenu we krwi byli najmniej narażeni na udar mózgu – według naukowców, którzy opublikowali wyniki w czasopiśmie naukowym Neurology.

Według amerykańskiego Narodowego Stowarzyszenia Udaru (National Stroke Association), udary mózgu zabijają dwa razy więcej kobiet każdego roku niż rak piersi.

Inne badania wykazują jednak, że mężczyźni są bardziej podatni na śmierć w wyniku udaru mózgu, lub doświadczają poważnych powikłań wynikających z udaru, w porównaniu z kobietami.
Po opublikowaniu fińskiego badania – jak podaje BBC – Stowarzyszenie Udaru (Stroke Association) w Wielkiej Brytanii domaga się dodatkowych badań wyników.

„Wszyscy wiemy, że jedzenie dużych ilości świeżych owoców i warzyw korzystnie wpływa na nasze zdrowie. To badanie sugeruje, że antyoksydant obecny w jedzeniu takim jak pomidory, czerwona papryka i arbuzy, mógłby obniżyć ryzyko udaru mózgu” – mówi dr Clare Walton, dyrektor ds. komunikacji badań Stowarzyszenia.

„Jednak to badanie nie powinno zniechęcić ludzi do jedzenia innych owoców i warzyw, ponieważ wszystkie posiadają korzyści zdrowotne i pozostają ważną częścią diety. Potrzebnych jest więcej badań, aby pomóc nam zrozumieć, dlaczego ten szczególny antyoksydant w warzywach takich jak pomidory, mógłby pomóc w utrzymaniu niskiego ryzyka udaru mózgu” – dodaje dr Walton.

Metodologia badania

Badacze doszli do swoich wniosków poprzez monitorowanie poziomów likopenu we krwi uczestników badania, które zostały zmierzone na początku badania i monitorowane były przez kolejne 12 lat.

Uczestnicy zostali podzieleni na 4 grupy w oparciu o poziom likopenu we krwi. 25 z 258 mężczyzn z grupy o niskim poziomie likopenu doznało udaru, w porównaniu z 11 z 259 mężczyzn z grupy o wysokim poziomie likopenu.

Naukowcy doszli do wniosku, że ryzyko udaru mózgu zmniejszono o 55% dzięki diecie bogatej w likopen.

„To badanie dodaje kolejne dowody na to, że dieta bogata w owoce i warzywa jest powiązana z niższym ryzykiem udaru mózgu” – mówi dr Jouni Karppi, PhD, z Uniwersytetu Wschodniej Finlandii (University of Eastern Finland) w Kuopio, czołowy autor badania.

„Wyniki wspierają rekomendacje, aby ludzie jedli więcej niż 5 porcji warzyw i owoców dziennie, co doprowadziłoby zapewne do poważnego obniżenia przypadków udaru mózgu na świecie, według wcześniejszego badania” – dodał.

Dodatkowo, naukowcy zbadali we krwi poziomy antyoksydantów alfa-karotenu, beta-karotenu, alfa-tokoferolu i retinolu; „lecz nie znaleźli żadnego powiązania pomiędzy poziomem we krwi a ryzykiem udaru mózgu”, jak przytacza Daily Telegraph.

Wcześniejsze badanie wykazało, że składnik obecny w gotowanych pomidorach spowolnił, a nawet zabił komórki raka prostaty w badaniach laboratoryjnych . To badanie również powiązało likopen z lepszymi wynikami.
„Wykazano, że ta prosta chemiczna reakcja występuje przy koncentracji likopenu łatwo osiągalnej poprzez jedzenie przetworzonych pomidorów” – mówi dr Mridula Chopra z Uniwersytetu w Portsmouth (University of Portsmouth), czołowy autor badania, który zaznaczył, że wyniki badania były wstępne.

Autor: J. D. Heyes

Pomidory

Dorastając słyszeliśmy nie raz: „jedz owoce i warzywa”. Prawdopodobnie każdy z nas wie, że owoce i warzywa są zdrowe.
Dzięki lepszym i bardziej kompleksowym badaniom, zaczynamy coraz bardziej rozumieć, jak bardzo są dla nas zdrowe.

Przyjrzyjmy się na przykład najnowszemu badaniu dotyczącemu korzyści zdrowotnych pomidorów . Nowe informacje wykazują, że dieta bogata w pomidory może drastycznie obniżyć ryzyko udaru mózgu, jak wykazali naukowcy z Finlandii.
Według BBC, fińscy naukowcy badali wpływ likopenu – związku chemicznego, który występuje naturalnie w pomidorach, arbuzach i papryce. W badaniu uwzględniającym 1031 mężczyzn o podwyższonym stopniu ryzyka, ci z największą ilością likopenu we krwi byli najmniej narażeni na udar mózgu – według naukowców, którzy opublikowali wyniki w czasopiśmie naukowym Neurology.

Według amerykańskiego Narodowego Stowarzyszenia Udaru (National Stroke Association), udary mózgu zabijają dwa razy więcej kobiet każdego roku niż rak piersi.

Inne badania wykazują jednak, że mężczyźni są bardziej podatni na śmierć w wyniku udaru mózgu, lub doświadczają poważnych powikłań wynikających z udaru, w porównaniu z kobietami.
Po opublikowaniu fińskiego badania – jak podaje BBC – Stowarzyszenie Udaru (Stroke Association) w Wielkiej Brytanii domaga się dodatkowych badań wyników.

„Wszyscy wiemy, że jedzenie dużych ilości świeżych owoców i warzyw korzystnie wpływa na nasze zdrowie. To badanie sugeruje, że antyoksydant obecny w jedzeniu takim jak pomidory, czerwona papryka i arbuzy, mógłby obniżyć ryzyko udaru mózgu” – mówi dr Clare Walton, dyrektor ds. komunikacji badań Stowarzyszenia.

„Jednak to badanie nie powinno zniechęcić ludzi do jedzenia innych owoców i warzyw, ponieważ wszystkie posiadają korzyści zdrowotne i pozostają ważną częścią diety. Potrzebnych jest więcej badań, aby pomóc nam zrozumieć, dlaczego ten szczególny antyoksydant w warzywach takich jak pomidory, mógłby pomóc w utrzymaniu niskiego ryzyka udaru mózgu” – dodaje dr Walton.

Metodologia badania

Badacze doszli do swoich wniosków poprzez monitorowanie poziomów likopenu we krwi uczestników badania, które zostały zmierzone na początku badania i monitorowane były przez kolejne 12 lat.

Uczestnicy zostali podzieleni na 4 grupy w oparciu o poziom likopenu we krwi. 25 z 258 mężczyzn z grupy o niskim poziomie likopenu doznało udaru, w porównaniu z 11 z 259 mężczyzn z grupy o wysokim poziomie likopenu.

Naukowcy doszli do wniosku, że ryzyko udaru mózgu zmniejszono o 55% dzięki diecie bogatej w likopen.

„To badanie dodaje kolejne dowody na to, że dieta bogata w owoce i warzywa jest powiązana z niższym ryzykiem udaru mózgu” – mówi dr Jouni Karppi, PhD, z Uniwersytetu Wschodniej Finlandii (University of Eastern Finland) w Kuopio, czołowy autor badania.

„Wyniki wspierają rekomendacje, aby ludzie jedli więcej niż 5 porcji warzyw i owoców dziennie, co doprowadziłoby zapewne do poważnego obniżenia przypadków udaru mózgu na świecie, według wcześniejszego badania” – dodał.

Dodatkowo, naukowcy zbadali we krwi poziomy antyoksydantów alfa-karotenu, beta-karotenu, alfa-tokoferolu i retinolu; „lecz nie znaleźli żadnego powiązania pomiędzy poziomem we krwi a ryzykiem udaru mózgu”, jak przytacza Daily Telegraph.

Wcześniejsze badanie wykazało, że składnik obecny w gotowanych pomidorach spowolnił, a nawet zabił komórki raka prostaty w badaniach laboratoryjnych . To badanie również powiązało likopen z lepszymi wynikami.
„Wykazano, że ta prosta chemiczna reakcja występuje przy koncentracji likopenu łatwo osiągalnej poprzez jedzenie przetworzonych pomidorów” – mówi dr Mridula Chopra z Uniwersytetu w Portsmouth (University of Portsmouth), czołowy autor badania, który zaznaczył, że wyniki badania były wstępne.

Autor: J. D. Heyes

Wapń – Wapń, którego potrzebujemy do budowy mocnych kości, znajduje się w zielonych liściastych warzywach, w tofu, w mleku sojowym wzbogacanym w ten pierwiastek oraz wielu innych produktach, które mogą być spożywane przez wegan.

Nasze kości zawierają bardzo dużą ilość wapnia, który zapewnia im odporność i sztywność. Wapń jest niezbędny również dla prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego i mięśni oraz wpływa na krzepliwość krwi. Te zadania są tak ważne dla przetrwania organizmu, że gdy dieta jest zbyt uboga w wapń organizm zaczyna wyciągać go z kości. Dlatego niezwykle istotna jest dbałość o dostarczanie w pożywieniu odpowiedniej ilości tego pierwiastka.

W diecie wegańskiej doskonałymi źródłami wapnia są zielone warzywa, takie jak: brokuł, kapusta, kapusta pekińska, jarmuż, a także soja, tofu i różnego rodzaju produkty wzbogacane (np. soki, płatki śniadaniowe). Ziarna, fasole, owoce i warzywa inne niż wymienione wyżej mogą przyczyniać się do lepszego wchłaniania wapnia i dostarczać jego niewielkie ilości, jednak nie mogą zastąpić kluczowych pokarmów wskazanych na początku. Nie ma jednak podstaw by sądzić, że dieta roślinna jest uboższa w ten cenny pierwiastek. Wystarczy przeanalizować tabele wartości odżywczych, by przekonać się, że ok. 100 g tofu zawiera tyle samo wapnia co szklanka krowiego mleka.

Zawartość wapnia w tofu zależy od tego jaka substancja została użyta jako koagulant. Dwoma najpopularniejszymi koagulantami stosowanymi w produkcji tofu są siarczan wapnia oraz chlorek magnezu. Zastosowana substancja powinna być wymieniona jako składnik na opakowaniu gotowego produktu. Tofu wyprodukowane z użyciem siarczanu wapnia będzie zawierało więcej wapnia niż to wyprodukowane przy użyciu chlorku magnezu.

Innymi czynnikami wpływającymi na zdrowie kości są witamina D, sód oraz aktywność fizyczna. Witamina D zwiększa przyswajalność wapnia. Natomiast sód zwiększa ilość wapnia traconego z moczem (ok. 20 mg wapnia jest tracone z każdym gramem sodu). Diety bogate w sód są łączone z niską gęstością kości. Regularne ćwiczenia typu chodzenie czy bieganie pozwalają utrzymać zdrowe i silne kości.

Przykłady wegańskich produktów bogatych w wapń:

    100 g tofu – 200-420 mg wapnia

    szklanka ugotowanego jarmużu – 179 mg wapnia

    szklanka ugotowanej kapusty – 158 mg wapnia

    2 łyżki stołowe tahini – 128 mg wapnia

    szklanka ugotowanej białej fasoli – 126 mg wapnia

    ćwierć szklanki migdałów – 94 mg wapnia

    szklanka ugotowanego brokuła – 62 mg wapnia

Wapń

Wapń, którego potrzebujemy do budowy mocnych kości, znajduje się w zielonych liściastych warzywach, w tofu, w mleku sojowym wzbogacanym w ten pierwiastek oraz wielu innych produktach, które mogą być spożywane przez wegan.

Nasze kości zawierają bardzo dużą ilość wapnia, który zapewnia im odporność i sztywność. Wapń jest niezbędny również dla prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego i mięśni oraz wpływa na krzepliwość krwi. Te zadania są tak ważne dla przetrwania organizmu, że gdy dieta jest zbyt uboga w wapń organizm zaczyna wyciągać go z kości. Dlatego niezwykle istotna jest dbałość o dostarczanie w pożywieniu odpowiedniej ilości tego pierwiastka.

W diecie wegańskiej doskonałymi źródłami wapnia są zielone warzywa, takie jak: brokuł, kapusta, kapusta pekińska, jarmuż, a także soja, tofu i różnego rodzaju produkty wzbogacane (np. soki, płatki śniadaniowe). Ziarna, fasole, owoce i warzywa inne niż wymienione wyżej mogą przyczyniać się do lepszego wchłaniania wapnia i dostarczać jego niewielkie ilości, jednak nie mogą zastąpić kluczowych pokarmów wskazanych na początku. Nie ma jednak podstaw by sądzić, że dieta roślinna jest uboższa w ten cenny pierwiastek. Wystarczy przeanalizować tabele wartości odżywczych, by przekonać się, że ok. 100 g tofu zawiera tyle samo wapnia co szklanka krowiego mleka.

Zawartość wapnia w tofu zależy od tego jaka substancja została użyta jako koagulant. Dwoma najpopularniejszymi koagulantami stosowanymi w produkcji tofu są siarczan wapnia oraz chlorek magnezu. Zastosowana substancja powinna być wymieniona jako składnik na opakowaniu gotowego produktu. Tofu wyprodukowane z użyciem siarczanu wapnia będzie zawierało więcej wapnia niż to wyprodukowane przy użyciu chlorku magnezu.

Innymi czynnikami wpływającymi na zdrowie kości są witamina D, sód oraz aktywność fizyczna. Witamina D zwiększa przyswajalność wapnia. Natomiast sód zwiększa ilość wapnia traconego z moczem (ok. 20 mg wapnia jest tracone z każdym gramem sodu). Diety bogate w sód są łączone z niską gęstością kości. Regularne ćwiczenia typu chodzenie czy bieganie pozwalają utrzymać zdrowe i silne kości.

Przykłady wegańskich produktów bogatych w wapń:

100 g tofu – 200-420 mg wapnia

szklanka ugotowanego jarmużu – 179 mg wapnia

szklanka ugotowanej kapusty – 158 mg wapnia

2 łyżki stołowe tahini – 128 mg wapnia

szklanka ugotowanej białej fasoli – 126 mg wapnia

ćwierć szklanki migdałów – 94 mg wapnia

szklanka ugotowanego brokuła – 62 mg wapnia

Zamień chemię na jedzenie. – O tym, że jedzenie może leczyć Julita Bator przekonała się na własnej skórze. Przez kilka lat myślała, że po prostu ma chorowite dzieci. Kiedy tylko zmieniła im dietę, infekcje przeszły jak ręką odjął. Spędziła godziny na wertowaniu etykietek i poszukiwaniu szkodliwych składników w jedzeniu. Teraz na podstawie swoich doświadczeń wydała książkę i radzi, jak "zamienić chemię na jedzenie".

Już sam tytuł pani książki jest trochę przerażający – "Zamień chemię na jedzenie". To znaczy, że produkty, które wkładam w sklepie do koszyka nie są jedzeniem?

Nie wiem dokładnie, co pani do tego koszyka wkłada, ale jeśli zagłębimy się w skład poszczególnych produktów spożywczych, można się przerazić. Bardzo często nieświadomie nie kupujemy jedzenia, tylko produkty jedzeniopodobne, w których składzie dominują chemiczne dodatki, produkty które nasycone są pestycydami i metalami ciężkimi.

Pani też kiedyś się nimi odżywiała. Co sprawiło, że nagle zainteresowała się pani etykietami?

Wszystko zaczęło się od moich dzieci. Przez wiele lat bardzo chorowały, łapały wszystkie infekcje bakteryjne i wirusowe. Kupowaliśmy przez to masę leków, dzieci ciągle przechodziły terapie antybiotykowe i kuracje sterydowe, sami się od nich zarażaliśmy. Choroby mieliśmy w domu co kilka tygodni.

Co było przyczyną?

Długo nie wiedzieliśmy. Obstawialiśmy, że problem leży w jedzeniu, ale nie mogliśmy go zlokalizować.

Testy alergiczne?

Niczego nie wykazywały. Staraliśmy się więc wykluczać z diety kolejne produkty, eliminowaliśmy po kolei nabiał, słodycze. Ale to niczego nie zmieniało. Pięć lat temu wyjechaliśmy na urlop na Kretę. Uznaliśmy, że raz w życiu nie będziemy zadręczać siebie i dzieci i pozwolimy im jeść wszystko. Trudno, najwyżej to odchorujemy.

Nic takiego nie miało miejsca.

Dlaczego?

Zaczęłam przekopywać dostępną literaturę i okazało się, że na Krecie po prostu je się raczej nieprzetworzoną żywność. Pomyślałam, że to może być dobry trop, że to żywność przetworzona ma wpływ na ich choroby. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, kiedy zaczęłam eliminować takie produkty, dzieci przestały chorować.

U moich dzieci występowało zjawisko pseudoalergii – automatycznie reagowały na pewne składniki pożywienia, ale nie brał w tym udziału układ immunologiczny.

Co im szkodziło?

Na przykład glutaminian sodu, czy acesulfan K. Badania pokazują, że wszystkim to szkodzi w jakiś sposób, ale nie wszyscy reagują na to od razu.U moich dzieci miała miejsce natychmiastowa reakcja , więc teraz po prostu jedzą zdrowo.

Jak z normalnego żywienia przestawić się na żywność nieprzetworzoną?

Muszę przyznać, że nie było to proste. Wertowałam artykuły naukowe, czytałam książki. Pięć lat temu dostępnej literatury na ten temat było zdecydowanie mniej, niż dziś. Wiele porad dotyczyło eliminowania całych grup produktów, ale ja już stosowałam wcześniej diety eliminacyjne i wiedziałam, że nie tędy droga. Zaczęłam więc sama mozolnie wydeptywać ścieżki.

Na czym to polegało?

Zaczęłam na przykład czytać etykiety na produktach. Zastanawiałam się, czy składniki, które w nich znajduję są groźne dla naszego organizmu, więc po powrocie do domu czytałam o ich właściwościach. Szybko zaczęłam omijać te, które są groźne i wybierać te produkty, które są najmniej szkodliwe.

Jakie składniki zaskoczyły panią najbardziej?

Jednym z pierwszych tropów, na jakie wpadłam był benzoesan sodu, który podawałam dzieciom jako składnik leku na kaszel. Dziecko dostawało lek z tym składnikiem i zapadało na zapalenie oskrzeli – taka sytuacja powtórzyła się trzykrotnie, więc w końcu zauważyłam zależność. Kiedy wczytałam się w etykietę, okazało się, że u osób nadwrażliwych benzoesan sodu może wywoływać działania niepożądane. Drugim zagrożeniem dla mojego dziecka był słodzik, acesulfam K, także dodawany do leków.

Jak go wyeliminować?

Okazuje się, że jest wyjście – są zamienniki danego leku, które nie zawierają niepożądanego składnika. Zresztą szybko wyszło, że w moim otoczeniu kilkoro dzieci ma ten sam problem, tylko mamy nie wiedziały, że o to chodzi.

Rozumiem, że nie szukała pani tylko w lekach.

Oczywiście. Okazało się na przykład, że wiele barwników uznawanych za potencjalnie niebezpieczne znajduje się w produktach dla dzieci – płatkach śniadaniowych, jogurtach, serkach czy mlecznych deserkach. Warto je znać i wybierać świadomie produkty bez ich dodatku.

Producenci żywności na zarzuty o wykorzystanie niezdrowych składników, zwykle odpowiadają, że jedzenie jest przecież testowane, więc bezpieczne.

Tak, ale przecież producenci nie wiedzą, ile danego składnika jem w ciągu dnia. A ja nie chodzę z kalkulatorkiem i nie liczę, czy już przekroczyłam dopuszczalną dawkę jednego czy drugiego konserwantu. Obawiam się, że nikt nie ma nad tym kontroli i nikt nie wie też, jakie w dłuższej perspektywie ma to konsekwencje dla jego zdrowia. Nie wiemy, jak wpłynie na nas kumulacja różnych związków chemicznych.

My na przykład przestaliśmy kupować większość wędlin, bo jest w nich tak wiele chemii.

W mięsnym prosi pani o etykietkę?

Teraz rzadziej, bo mam swoje wydeptane ścieżki, ale kiedyś robiłam to bardzo często. W wędlinach jest bowiem wszelkie „bogactwo”, poczynając od glutaminianu sodu, przez azotyn sodu, białko sojowe. Mnóstwo niepotrzebnych rzeczy.

Da się jeszcze dostać wędliny bez takich dodatków?

To trudne, ale możliwe.

Zresztą w ogóle mało jest dziś produktów, które są prawdziwym jedzeniem. Mnie samej nie udało się wyeliminować pewnych składników, więc zaczęłam robić dużo żywności sama.

Na przykład?

Zaopatruję się w mleko prosto od krowy i robię sama jogurty. Sama piekę chleb, robię przetwory na zimę.

Skąd pani miała przepisy?

Część od mamy, część od teściowej. Ona przez wiele lat robiła sama śledzie, kiszoną kapustę. Zawsze mnie to dziwiło. Teraz przestało.

Dużo przepisów biorę z blogów, bardzo dużo zmieniam, robię po swojemu. Zamieniam na przykład mąkę pszenną na żytnią, albo gryczaną. Tę z kolei robię sama mieląc ziarna gryki w młynku do kawy.

To musi zajmować mnóstwo czasu. Ja staram się nie jeść najgorszych śmieci, ale i tak przeszukiwanie półek w sklepie trwa wieki.

To prawda, długo trwało zanim przewertowałam wszystkie etykietki.

Czyli nie ma nadziei…

Nie do końca, w mojej książce zebrałam już efekty tych poszukiwań, więc ktoś, kto teraz zacznie myśleć o zdrowym jedzeniu będzie miał o tyle łatwiej. Zamieściłam tam opisy składników najbardziej popularnych produktów, przepisy na własny ser, czy jogurt. Natomiast każdy musi sam stworzyć sobie własną listę bezpiecznych produktów dostępnych niedaleko domu, nauczyć się docierać do producentów zdrowej żywności.

Jak pani do nich dociera?

Na targu staram się wybierać warzywa od rolników. Kiedy widzę panią, która siedzi przy stoisku z małą ilością warzyw, podchodzę i pytam, czy to jej własne. Jeśli odpowie, że tak, umawiam się na stałe dostawy. Jeśli chcę zrobić przetwory, pytam, czy ma większą ilość danych owoców czy warzyw. Jeśli nie ma, to poleca mi swoją sąsiadkę. I w drugą stronę – ja polecam taką panią swoim koleżankom, które też starają się szukać dobrej żywności.

To nie jest trudne? W mieście tacy ludzie nie stoją na każdym rogu.

Na pewno jest to bardziej skomplikowane, niż zrobienie zakupów w supermarkecie, nie oszukujmy się. Ale można to robić do pewnego stopnia, na tyle, na ile to możliwe. Można też działać w kooperatywie – jeśli ktoś jedzie po pomidory na wieś, pyta, czy nie przywieźć też nam. Dzielimy się później kosztami transportu.

Wiele jest takich osób w pani otoczeniu?

Coraz więcej. Ludzie widzą nasze dzieci, które chorowały, a teraz nie chorują. Widzą, że mój mąż, który miał problemy zdrowotne, już ich nie ma. Że ja, która miałam bóle żołądka, też mam spokój. To do nich przemawia. Moja kuzynka jest wykładowcą na uczelni. Po tym, jak zaczęła myśleć o tym, co je, przyznała, że pierwszy raz miała semestr, w którym nie opuściła ani dnia zajęć. Nie chorowała ani ona, ani jej syn.  

A do dzieci ta filozofia przemawia?

Tutaj faktycznie czasami jest problem, nie kupujemy im słodyczy, ani gotowych deserków na bazie mleka. Rozmawiamy z nimi dużo na ten temat, ale agresywna reklama robi swoje.

Ja natomiast stosuję drobne triki, które opisałam też w książce.

Jakie na przykład?

Moje dzieci dostają do szkoły tylko drobne pieniądze, które mogą wydać na wodę. Mamy taką umowę, mam nadzieję, że ją respektują. Jeśli idą na urodziny, proszę je, żeby nie objadały się chipsami, ani nie opijały colą. Pytają wtedy, czy mogą spróbować. No mogą, dlaczego nie?

Udało nam się wypracować taki model, w którym do nas do domu nie przynosi się słodyczy. Nie wszyscy to respektują, ale jeśli ktoś przyniesie jakieś dla dzieci, my je po prostu konfiskujemy. Jeśli ktoś chce sprawić im przyjemność, może przynieść owoce.

Najnowsze badania pokazują, co te wszystkie dodatki do żywności: konserwanty, aromaty, barwniki, wzmacniacze smaku i zapachu robią z naszym układem hormonalnym, jakie powodują problemy. Choćby ADHD. To dla dziecka prawdziwy dramat, że jest uspokajane na wszystkich lekcjach. A jakie ono ma być, skoro co przerwę je batona? Chcielibyśmy oszczędzić tego naszym dzieciom.

Z jednej strony zdrowie, ale z drugiej eko żywność do najtańszych nie należy.

To zależy, jak na to spojrzeć. Przestaliśmy na przykład wydawać naprawdę ogromne pieniądze na wizyty domowe, leki, lekarzy. To odciążyło budżet. Z drugiej strony warto teżwykazywać się gospodarskim sprytem . Bo, owszem, można kupić dobrą szynkę za 40 zł za kilogram, ale równie dobrze można kupić mięso surowe i samodzielnie je upiec. I zaoszczędzić 20 zł na kilogramie.

Tak samo jest z kawą. Jeśli ktoś pija kawę to lepiej zamiast kawy rozpuszczalnej sięgnąć po zdrowszą i tańsząziarnistą. Nie trzeba też wyłącznie kupować żywności nazwanej ekologiczną (choć i tę zdarzyło mi się kupić taniej, niż w supermarkecie). Ale i w supermarkecie da się trafić na dobre produkty, mam wśród przyjaciół wielodzietną rodzinę, której po prostu nie stać na ekstrawagancję.

Dzięki mojej książce udało im się po prostu zrobić zdrowsze zakupy zamykając się w dotychczasowym budżecie. To też sukces.

Zamień chemię na jedzenie.

O tym, że jedzenie może leczyć Julita Bator przekonała się na własnej skórze. Przez kilka lat myślała, że po prostu ma chorowite dzieci. Kiedy tylko zmieniła im dietę, infekcje przeszły jak ręką odjął. Spędziła godziny na wertowaniu etykietek i poszukiwaniu szkodliwych składników w jedzeniu. Teraz na podstawie swoich doświadczeń wydała książkę i radzi, jak "zamienić chemię na jedzenie".

Już sam tytuł pani książki jest trochę przerażający – "Zamień chemię na jedzenie". To znaczy, że produkty, które wkładam w sklepie do koszyka nie są jedzeniem?

Nie wiem dokładnie, co pani do tego koszyka wkłada, ale jeśli zagłębimy się w skład poszczególnych produktów spożywczych, można się przerazić. Bardzo często nieświadomie nie kupujemy jedzenia, tylko produkty jedzeniopodobne, w których składzie dominują chemiczne dodatki, produkty które nasycone są pestycydami i metalami ciężkimi.

Pani też kiedyś się nimi odżywiała. Co sprawiło, że nagle zainteresowała się pani etykietami?

Wszystko zaczęło się od moich dzieci. Przez wiele lat bardzo chorowały, łapały wszystkie infekcje bakteryjne i wirusowe. Kupowaliśmy przez to masę leków, dzieci ciągle przechodziły terapie antybiotykowe i kuracje sterydowe, sami się od nich zarażaliśmy. Choroby mieliśmy w domu co kilka tygodni.

Co było przyczyną?

Długo nie wiedzieliśmy. Obstawialiśmy, że problem leży w jedzeniu, ale nie mogliśmy go zlokalizować.

Testy alergiczne?

Niczego nie wykazywały. Staraliśmy się więc wykluczać z diety kolejne produkty, eliminowaliśmy po kolei nabiał, słodycze. Ale to niczego nie zmieniało. Pięć lat temu wyjechaliśmy na urlop na Kretę. Uznaliśmy, że raz w życiu nie będziemy zadręczać siebie i dzieci i pozwolimy im jeść wszystko. Trudno, najwyżej to odchorujemy.

Nic takiego nie miało miejsca.

Dlaczego?

Zaczęłam przekopywać dostępną literaturę i okazało się, że na Krecie po prostu je się raczej nieprzetworzoną żywność. Pomyślałam, że to może być dobry trop, że to żywność przetworzona ma wpływ na ich choroby. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, kiedy zaczęłam eliminować takie produkty, dzieci przestały chorować.

U moich dzieci występowało zjawisko pseudoalergii – automatycznie reagowały na pewne składniki pożywienia, ale nie brał w tym udziału układ immunologiczny.

Co im szkodziło?

Na przykład glutaminian sodu, czy acesulfan K. Badania pokazują, że wszystkim to szkodzi w jakiś sposób, ale nie wszyscy reagują na to od razu.U moich dzieci miała miejsce natychmiastowa reakcja , więc teraz po prostu jedzą zdrowo.

Jak z normalnego żywienia przestawić się na żywność nieprzetworzoną?

Muszę przyznać, że nie było to proste. Wertowałam artykuły naukowe, czytałam książki. Pięć lat temu dostępnej literatury na ten temat było zdecydowanie mniej, niż dziś. Wiele porad dotyczyło eliminowania całych grup produktów, ale ja już stosowałam wcześniej diety eliminacyjne i wiedziałam, że nie tędy droga. Zaczęłam więc sama mozolnie wydeptywać ścieżki.

Na czym to polegało?

Zaczęłam na przykład czytać etykiety na produktach. Zastanawiałam się, czy składniki, które w nich znajduję są groźne dla naszego organizmu, więc po powrocie do domu czytałam o ich właściwościach. Szybko zaczęłam omijać te, które są groźne i wybierać te produkty, które są najmniej szkodliwe.

Jakie składniki zaskoczyły panią najbardziej?

Jednym z pierwszych tropów, na jakie wpadłam był benzoesan sodu, który podawałam dzieciom jako składnik leku na kaszel. Dziecko dostawało lek z tym składnikiem i zapadało na zapalenie oskrzeli – taka sytuacja powtórzyła się trzykrotnie, więc w końcu zauważyłam zależność. Kiedy wczytałam się w etykietę, okazało się, że u osób nadwrażliwych benzoesan sodu może wywoływać działania niepożądane. Drugim zagrożeniem dla mojego dziecka był słodzik, acesulfam K, także dodawany do leków.

Jak go wyeliminować?

Okazuje się, że jest wyjście – są zamienniki danego leku, które nie zawierają niepożądanego składnika. Zresztą szybko wyszło, że w moim otoczeniu kilkoro dzieci ma ten sam problem, tylko mamy nie wiedziały, że o to chodzi.

Rozumiem, że nie szukała pani tylko w lekach.

Oczywiście. Okazało się na przykład, że wiele barwników uznawanych za potencjalnie niebezpieczne znajduje się w produktach dla dzieci – płatkach śniadaniowych, jogurtach, serkach czy mlecznych deserkach. Warto je znać i wybierać świadomie produkty bez ich dodatku.

Producenci żywności na zarzuty o wykorzystanie niezdrowych składników, zwykle odpowiadają, że jedzenie jest przecież testowane, więc bezpieczne.

Tak, ale przecież producenci nie wiedzą, ile danego składnika jem w ciągu dnia. A ja nie chodzę z kalkulatorkiem i nie liczę, czy już przekroczyłam dopuszczalną dawkę jednego czy drugiego konserwantu. Obawiam się, że nikt nie ma nad tym kontroli i nikt nie wie też, jakie w dłuższej perspektywie ma to konsekwencje dla jego zdrowia. Nie wiemy, jak wpłynie na nas kumulacja różnych związków chemicznych.

My na przykład przestaliśmy kupować większość wędlin, bo jest w nich tak wiele chemii.

W mięsnym prosi pani o etykietkę?

Teraz rzadziej, bo mam swoje wydeptane ścieżki, ale kiedyś robiłam to bardzo często. W wędlinach jest bowiem wszelkie „bogactwo”, poczynając od glutaminianu sodu, przez azotyn sodu, białko sojowe. Mnóstwo niepotrzebnych rzeczy.

Da się jeszcze dostać wędliny bez takich dodatków?

To trudne, ale możliwe.

Zresztą w ogóle mało jest dziś produktów, które są prawdziwym jedzeniem. Mnie samej nie udało się wyeliminować pewnych składników, więc zaczęłam robić dużo żywności sama.

Na przykład?

Zaopatruję się w mleko prosto od krowy i robię sama jogurty. Sama piekę chleb, robię przetwory na zimę.

Skąd pani miała przepisy?

Część od mamy, część od teściowej. Ona przez wiele lat robiła sama śledzie, kiszoną kapustę. Zawsze mnie to dziwiło. Teraz przestało.

Dużo przepisów biorę z blogów, bardzo dużo zmieniam, robię po swojemu. Zamieniam na przykład mąkę pszenną na żytnią, albo gryczaną. Tę z kolei robię sama mieląc ziarna gryki w młynku do kawy.

To musi zajmować mnóstwo czasu. Ja staram się nie jeść najgorszych śmieci, ale i tak przeszukiwanie półek w sklepie trwa wieki.

To prawda, długo trwało zanim przewertowałam wszystkie etykietki.

Czyli nie ma nadziei…

Nie do końca, w mojej książce zebrałam już efekty tych poszukiwań, więc ktoś, kto teraz zacznie myśleć o zdrowym jedzeniu będzie miał o tyle łatwiej. Zamieściłam tam opisy składników najbardziej popularnych produktów, przepisy na własny ser, czy jogurt. Natomiast każdy musi sam stworzyć sobie własną listę bezpiecznych produktów dostępnych niedaleko domu, nauczyć się docierać do producentów zdrowej żywności.

Jak pani do nich dociera?

Na targu staram się wybierać warzywa od rolników. Kiedy widzę panią, która siedzi przy stoisku z małą ilością warzyw, podchodzę i pytam, czy to jej własne. Jeśli odpowie, że tak, umawiam się na stałe dostawy. Jeśli chcę zrobić przetwory, pytam, czy ma większą ilość danych owoców czy warzyw. Jeśli nie ma, to poleca mi swoją sąsiadkę. I w drugą stronę – ja polecam taką panią swoim koleżankom, które też starają się szukać dobrej żywności.

To nie jest trudne? W mieście tacy ludzie nie stoją na każdym rogu.

Na pewno jest to bardziej skomplikowane, niż zrobienie zakupów w supermarkecie, nie oszukujmy się. Ale można to robić do pewnego stopnia, na tyle, na ile to możliwe. Można też działać w kooperatywie – jeśli ktoś jedzie po pomidory na wieś, pyta, czy nie przywieźć też nam. Dzielimy się później kosztami transportu.

Wiele jest takich osób w pani otoczeniu?

Coraz więcej. Ludzie widzą nasze dzieci, które chorowały, a teraz nie chorują. Widzą, że mój mąż, który miał problemy zdrowotne, już ich nie ma. Że ja, która miałam bóle żołądka, też mam spokój. To do nich przemawia. Moja kuzynka jest wykładowcą na uczelni. Po tym, jak zaczęła myśleć o tym, co je, przyznała, że pierwszy raz miała semestr, w którym nie opuściła ani dnia zajęć. Nie chorowała ani ona, ani jej syn.

A do dzieci ta filozofia przemawia?

Tutaj faktycznie czasami jest problem, nie kupujemy im słodyczy, ani gotowych deserków na bazie mleka. Rozmawiamy z nimi dużo na ten temat, ale agresywna reklama robi swoje.

Ja natomiast stosuję drobne triki, które opisałam też w książce.

Jakie na przykład?

Moje dzieci dostają do szkoły tylko drobne pieniądze, które mogą wydać na wodę. Mamy taką umowę, mam nadzieję, że ją respektują. Jeśli idą na urodziny, proszę je, żeby nie objadały się chipsami, ani nie opijały colą. Pytają wtedy, czy mogą spróbować. No mogą, dlaczego nie?

Udało nam się wypracować taki model, w którym do nas do domu nie przynosi się słodyczy. Nie wszyscy to respektują, ale jeśli ktoś przyniesie jakieś dla dzieci, my je po prostu konfiskujemy. Jeśli ktoś chce sprawić im przyjemność, może przynieść owoce.

Najnowsze badania pokazują, co te wszystkie dodatki do żywności: konserwanty, aromaty, barwniki, wzmacniacze smaku i zapachu robią z naszym układem hormonalnym, jakie powodują problemy. Choćby ADHD. To dla dziecka prawdziwy dramat, że jest uspokajane na wszystkich lekcjach. A jakie ono ma być, skoro co przerwę je batona? Chcielibyśmy oszczędzić tego naszym dzieciom.

Z jednej strony zdrowie, ale z drugiej eko żywność do najtańszych nie należy.

To zależy, jak na to spojrzeć. Przestaliśmy na przykład wydawać naprawdę ogromne pieniądze na wizyty domowe, leki, lekarzy. To odciążyło budżet. Z drugiej strony warto teżwykazywać się gospodarskim sprytem . Bo, owszem, można kupić dobrą szynkę za 40 zł za kilogram, ale równie dobrze można kupić mięso surowe i samodzielnie je upiec. I zaoszczędzić 20 zł na kilogramie.

Tak samo jest z kawą. Jeśli ktoś pija kawę to lepiej zamiast kawy rozpuszczalnej sięgnąć po zdrowszą i tańsząziarnistą. Nie trzeba też wyłącznie kupować żywności nazwanej ekologiczną (choć i tę zdarzyło mi się kupić taniej, niż w supermarkecie). Ale i w supermarkecie da się trafić na dobre produkty, mam wśród przyjaciół wielodzietną rodzinę, której po prostu nie stać na ekstrawagancję.

Dzięki mojej książce udało im się po prostu zrobić zdrowsze zakupy zamykając się w dotychczasowym budżecie. To też sukces.

Koncentrat i ketchup – Koncentrat:

Pierwotnie koncentrat pomidorowy wytwarzany był własnoręcznie jako dodatek do gotowania we włoskiej kuchni. Receptura szybko upowszechniła się w innych krajach śródziemnomorskich, a potem na całym świecie. Dziś koncentrat jest produkowany i wytwarzany niemal wyłącznie przez wyspecjalizowane firmy.
Koncentrat pomidorowy powstaje z samych pomidorów i w celu uzyskania lepszej trwałości jest poddawany pasteryzacji. Obróbka termiczna wystarcza, aby produkt uzyskał trwałość, dlatego nie powinien zawierać dodatkowych konserwantów. Na rynku znajduje się wiele produktów spełniających te wymogi. Zawierają one około 50% suchej masy powstałej na bazie pomidorów i są zdrowsze od nieprzetworzonych owoców, ponieważ w tej postaci zawierają  wiele więcej  likopenu. Koncentrat pomidorowy zawiera również sporą ilość potasu – nie traci go w procesie przetwarzania.

Jak wybierać?
Sprawdź czy koncentrat nie zawiera dodatkowych składników, powinien być wytwarzany wyłącznie z pomidorów.
Czy koncentrat może mieć różną intensywność?
Tak, zwłaszcza koncentraty produkowane we Włoszech, mogą mieć mocniejszy smak i zapach.

Dobrze znany ketchup.
Prawie każdy z nas lubi ketchup, nawet jeśli kojarzy się on zazwyczaj z szybkim, niezdrowym jedzeniem, jak zapiekanki czy hamburgery. Wbrew pozorom ketchup nie jest wytworem kuchni amerykańskiej, ale azjatyckiej. W swej pierwszej, oryginalnej postaci nie miał jednak wiele wspólnego ze znanym nam smakiem. W formie bardziej zbliżonej do dzisiejszej  ketchup upowszechnił się w kuchni brytyjskiej, a potem amerykańskiej.
Ketchup kupowany w sklepach jest tylko częściowo zdrowy. Mało który produkt pozbawiony jest jednocześnie konserwantów i niezdrowych wzmacniaczy smaku. Mimo to, ketchup podobnie jak koncentrat pomidorowy, zawiera duże ilości zdrowego likopenu. Według badań w gotowanych pomidorach, z których wytwarzany jest ketchup, znajduje się pięć razy więcej likopenu niż w świeżych pomidorach.
Jak wybrać zdrowy ketchup?
Przed zakupem należy uważnie sprawdzać informacje na opakowaniu. Produkt nie powinien zawierać konserwantów i niezdrowych wzmacniaczy smaku, takich jak glutaminian sodu. Ketchup o wysokiej zawartości likopenu ma ciemnoczerwoną barwę.
  
Pomidorowe inspiracje…

SOK Z POMIDORÓW I BANANÓW
Do pojemnego naczynia dodaj dwie szklanki soku pomidorowego, dwa banany, sok z połówki cytryny i łyżkę posiekanej pietruszki. Zmiksuj wszystko i podaj w wysokiej przezroczystej szklance. Sok można udekorować kilkoma listkami pietruszki. Smacznego!
  
 Z CZYM ŁĄCZYĆ ,A Z CZYM NIE ŁĄCZYĆ POMIDORA
Konsumujemy je na wiele sposobów, między innymi zjadamy jak jabłko, podajemy z oliwą i mozarellą, albo na ich bazie przygotowujemy zupę. Większość z nas uważa je za warzywo, podczas gdy pomidory z botanicznego punktu widzenia są owocem. Pomidory są bogate w bardzo korzystny dla zdrowia przeciwutleniacz – likopen. Jest to nienasycony węglowodan, który zapobiega utlenianiu tzw. złego cholesterolu (LDL). Owoce pomidora są poza tym bogate w wiele zdrowych pierwiastków, jak sód, magnez, potas, wapń oraz witaminy grupy B, witaminę C. 

Z pomidorami wiąże się wiele mitów. Chyba najpopularniejsze jest przekonanie o niekorzystnym połączeniu pomidora z ogórkiem. Ogórek istotnie zawiera enzym askorbinowy, który niszczy witaminę C znajdującą się także w innych składnikach potraw. Przygotowując sałatkę, w której znajduje się ogórek i pomidor stracimy pewną ilość witaminy C, nadal zyskujemy jednak wiele innych cennych substancji odżywczych. Pomidor nie jest również najlepszym dodatkiem do białego sera. Spożywanie go w tym połączeniu w dużych ilościach może narazić nas na chorobę stawów. Nie powinniśmy natomiast obawiać się skrapiania pomidorów oliwą, ponieważ tłuszcze ułatwiają przyswajanie zdrowego likopenu.

Koncentrat i ketchup

Koncentrat:

Pierwotnie koncentrat pomidorowy wytwarzany był własnoręcznie jako dodatek do gotowania we włoskiej kuchni. Receptura szybko upowszechniła się w innych krajach śródziemnomorskich, a potem na całym świecie. Dziś koncentrat jest produkowany i wytwarzany niemal wyłącznie przez wyspecjalizowane firmy.
Koncentrat pomidorowy powstaje z samych pomidorów i w celu uzyskania lepszej trwałości jest poddawany pasteryzacji. Obróbka termiczna wystarcza, aby produkt uzyskał trwałość, dlatego nie powinien zawierać dodatkowych konserwantów. Na rynku znajduje się wiele produktów spełniających te wymogi. Zawierają one około 50% suchej masy powstałej na bazie pomidorów i są zdrowsze od nieprzetworzonych owoców, ponieważ w tej postaci zawierają wiele więcej likopenu. Koncentrat pomidorowy zawiera również sporą ilość potasu – nie traci go w procesie przetwarzania.

Jak wybierać?
Sprawdź czy koncentrat nie zawiera dodatkowych składników, powinien być wytwarzany wyłącznie z pomidorów.
Czy koncentrat może mieć różną intensywność?
Tak, zwłaszcza koncentraty produkowane we Włoszech, mogą mieć mocniejszy smak i zapach.

Dobrze znany ketchup.
Prawie każdy z nas lubi ketchup, nawet jeśli kojarzy się on zazwyczaj z szybkim, niezdrowym jedzeniem, jak zapiekanki czy hamburgery. Wbrew pozorom ketchup nie jest wytworem kuchni amerykańskiej, ale azjatyckiej. W swej pierwszej, oryginalnej postaci nie miał jednak wiele wspólnego ze znanym nam smakiem. W formie bardziej zbliżonej do dzisiejszej ketchup upowszechnił się w kuchni brytyjskiej, a potem amerykańskiej.
Ketchup kupowany w sklepach jest tylko częściowo zdrowy. Mało który produkt pozbawiony jest jednocześnie konserwantów i niezdrowych wzmacniaczy smaku. Mimo to, ketchup podobnie jak koncentrat pomidorowy, zawiera duże ilości zdrowego likopenu. Według badań w gotowanych pomidorach, z których wytwarzany jest ketchup, znajduje się pięć razy więcej likopenu niż w świeżych pomidorach.
Jak wybrać zdrowy ketchup?
Przed zakupem należy uważnie sprawdzać informacje na opakowaniu. Produkt nie powinien zawierać konserwantów i niezdrowych wzmacniaczy smaku, takich jak glutaminian sodu. Ketchup o wysokiej zawartości likopenu ma ciemnoczerwoną barwę.

Pomidorowe inspiracje…

SOK Z POMIDORÓW I BANANÓW
Do pojemnego naczynia dodaj dwie szklanki soku pomidorowego, dwa banany, sok z połówki cytryny i łyżkę posiekanej pietruszki. Zmiksuj wszystko i podaj w wysokiej przezroczystej szklance. Sok można udekorować kilkoma listkami pietruszki. Smacznego!

Z CZYM ŁĄCZYĆ ,A Z CZYM NIE ŁĄCZYĆ POMIDORA
Konsumujemy je na wiele sposobów, między innymi zjadamy jak jabłko, podajemy z oliwą i mozarellą, albo na ich bazie przygotowujemy zupę. Większość z nas uważa je za warzywo, podczas gdy pomidory z botanicznego punktu widzenia są owocem. Pomidory są bogate w bardzo korzystny dla zdrowia przeciwutleniacz – likopen. Jest to nienasycony węglowodan, który zapobiega utlenianiu tzw. złego cholesterolu (LDL). Owoce pomidora są poza tym bogate w wiele zdrowych pierwiastków, jak sód, magnez, potas, wapń oraz witaminy grupy B, witaminę C.

Z pomidorami wiąże się wiele mitów. Chyba najpopularniejsze jest przekonanie o niekorzystnym połączeniu pomidora z ogórkiem. Ogórek istotnie zawiera enzym askorbinowy, który niszczy witaminę C znajdującą się także w innych składnikach potraw. Przygotowując sałatkę, w której znajduje się ogórek i pomidor stracimy pewną ilość witaminy C, nadal zyskujemy jednak wiele innych cennych substancji odżywczych. Pomidor nie jest również najlepszym dodatkiem do białego sera. Spożywanie go w tym połączeniu w dużych ilościach może narazić nas na chorobę stawów. Nie powinniśmy natomiast obawiać się skrapiania pomidorów oliwą, ponieważ tłuszcze ułatwiają przyswajanie zdrowego likopenu.

Wartościowe mrożonki – Kiedy kończy się sezon na nasze ulubione owoce i warzywa, jedynym wyjściem są mrożonki. Wielu z nas ich nie docenia i uważa za mało wartościowe… Tymczasem produkty mrożone zawierają wiele cennych składników odżywczych. Są zdrowe, niskokaloryczne i bardzo łatwe do przygotowania.

W okresie późnej jesieni, zimy i wczesnej wiosny świeże, dorodne, dobre warzywa i owoce są prawie nie do kupienia. Dużo z nich jest niedojrzałych, niesmacznych i pozbawionych wartości odżywczych ze względu na długi czas przechowywania. Mrożenie produktów sięga czasów prehistorycznych. Ludzie używali wówczas śniegu i lodu do przechowywania upolowanej zdobyczy. 

Mrożonki powstają poprzez zamrożenie świeżo zebranych, umytych i oczyszczonych produktów. Dzięki temu nie tracą cennych witamin i minerałów. Wszystko zależy jednak od ich przechowywania i odmrażania.

Nie zatrać cennych wartości mrożonek i stosuj się do rad!
 

1. Zawsze sprawdzaj datę ważności

W sklepach i hipermarketach krócej ważne produkty są wykładane na wierzch. Ważne jest aby zwrócić na to uwagę, ponieważ każdy zamrożony produkt przechowuje się przez określony czas:
- owoce  8 – 12 miesięcy
- warzywa do 1 roku
- zielenina np. koper, pietruszka do 6 miesięcy
- frytki  18 – 24 miesięcy

2. Przenoś kupione mrożonki w specjalnym opakowaniu

Po zakupie mrożonek należy spakować je do torby termoizolacyjnej lub przenośnej torbo-lodówki, aby uniknąć ich rozmrożenia. Jeśli od razu po przyjściu do domu chcemy sporządzić z nich potrawę, można je przenieść w zwykłej siatce na zakupy.

3. Po wejściu do domu przełóż natychmiast mrożonki do zamrażalnika

Mrożonki są przechowywane w niskiej temperaturze, dlatego wyjęte z siatki należy od razu schować do zamrażalnika. Jeśli o tym zapomnimy mrożonki zaczną się odmrażać i trzeba będzie przyrządzić z nich posiłek.

4. Nie zamrażaj ponownie produktu

Rozmrażanie i ponowne mrożenie produktu może spowodować zmianę smaku i wytworzenie się  bakterii. Kupując mrożonki sprawdź czy nie były rozmrażane. Rozchylona, pozlepiana, zbrylona zawartość opakowania jest dowodem, że produkt uległ częściowemu rozmrożeniu, a potem znów go zamrożono.

5. Nastaw zamrażalnik na temperaturę -180 C lub niższą

Mrożonki są przechowywanie w niskiej temperaturze, aby nie ulec rozmrożeniu. W odróżnieniu od lodówki, produkty mrożone przechowywane w zamrażarce należy układać ciasno aby urządzenie pracowało sprawnie.

6. Przed spożyciem wyłóż do rozmrożenia owoce

Zamrożone owoce wymagają czasu, aby się rozmrozić. Po wyjęciu z zamrażalnika lub z siatki wyłóż je do miski na 3 godziny w temperaturze pokojowej lub przez 6 godzin trzymaj w lodówce, a potem godzinę w temperaturze pokojowej.
 

Mieszanki warzywno-owocowymi, pierogi, knedle, pyzy nie wymagają rozmrażania. Można je smażyć i gotować bez wcześniejszego przygotowania, ponieważ pod wpływem wysokiej temperatury szybko wracają do stanu sprzed zamrożenia. Z mrożonek można przygotować wiele smacznych potraw.  Są bardzo wygodne do użycia: umyte, obrane i wstępnie pokrojone. Wystarczy wyjąć je z opakowania, rozmrozić lub wrzucić od razu na patelnię lub do garnka. Ich duszenie, smażenie i gotowanie zajmuje zaledwie kilka minut. Należy jednak pamiętać, że najważniejszy jest prawidłowy sposób przechowywania i rozmrażania. Wpływa on na jakość, smak i wartości odżywcze spożywanych produktów. 

Mrożonki są doskonałą alternatywą dla świeżych produktów. Mają niemal takie same wartości odżywcze, a ponadto nie rozwijają się w nich drobnoustroje. Dzięki temu nie gniją, nie pleśnieją i nie zmieniają aromatu i smaku. Mrożonki są dużo tańsze od świeżych produktów i dostępnie w każdym sklepie.

Suplementy i preparaty witaminowe nie zastąpią cennych witamin zawartych w warzywach i owocach. Dlatego warto sięgnąć, po mrożonki i uzupełnić braki. Jeśli chcesz odżywiać się zdrowo i sporządzać błyskawiczne posiłki wybierz mrożonki! 

naturalneoczyszczanie.pl

Wartościowe mrożonki

Kiedy kończy się sezon na nasze ulubione owoce i warzywa, jedynym wyjściem są mrożonki. Wielu z nas ich nie docenia i uważa za mało wartościowe… Tymczasem produkty mrożone zawierają wiele cennych składników odżywczych. Są zdrowe, niskokaloryczne i bardzo łatwe do przygotowania.

W okresie późnej jesieni, zimy i wczesnej wiosny świeże, dorodne, dobre warzywa i owoce są prawie nie do kupienia. Dużo z nich jest niedojrzałych, niesmacznych i pozbawionych wartości odżywczych ze względu na długi czas przechowywania. Mrożenie produktów sięga czasów prehistorycznych. Ludzie używali wówczas śniegu i lodu do przechowywania upolowanej zdobyczy.

Mrożonki powstają poprzez zamrożenie świeżo zebranych, umytych i oczyszczonych produktów. Dzięki temu nie tracą cennych witamin i minerałów. Wszystko zależy jednak od ich przechowywania i odmrażania.

Nie zatrać cennych wartości mrożonek i stosuj się do rad!


1. Zawsze sprawdzaj datę ważności

W sklepach i hipermarketach krócej ważne produkty są wykładane na wierzch. Ważne jest aby zwrócić na to uwagę, ponieważ każdy zamrożony produkt przechowuje się przez określony czas:
- owoce 8 – 12 miesięcy
- warzywa do 1 roku
- zielenina np. koper, pietruszka do 6 miesięcy
- frytki 18 – 24 miesięcy

2. Przenoś kupione mrożonki w specjalnym opakowaniu

Po zakupie mrożonek należy spakować je do torby termoizolacyjnej lub przenośnej torbo-lodówki, aby uniknąć ich rozmrożenia. Jeśli od razu po przyjściu do domu chcemy sporządzić z nich potrawę, można je przenieść w zwykłej siatce na zakupy.

3. Po wejściu do domu przełóż natychmiast mrożonki do zamrażalnika

Mrożonki są przechowywane w niskiej temperaturze, dlatego wyjęte z siatki należy od razu schować do zamrażalnika. Jeśli o tym zapomnimy mrożonki zaczną się odmrażać i trzeba będzie przyrządzić z nich posiłek.

4. Nie zamrażaj ponownie produktu

Rozmrażanie i ponowne mrożenie produktu może spowodować zmianę smaku i wytworzenie się bakterii. Kupując mrożonki sprawdź czy nie były rozmrażane. Rozchylona, pozlepiana, zbrylona zawartość opakowania jest dowodem, że produkt uległ częściowemu rozmrożeniu, a potem znów go zamrożono.

5. Nastaw zamrażalnik na temperaturę -180 C lub niższą

Mrożonki są przechowywanie w niskiej temperaturze, aby nie ulec rozmrożeniu. W odróżnieniu od lodówki, produkty mrożone przechowywane w zamrażarce należy układać ciasno aby urządzenie pracowało sprawnie.

6. Przed spożyciem wyłóż do rozmrożenia owoce

Zamrożone owoce wymagają czasu, aby się rozmrozić. Po wyjęciu z zamrażalnika lub z siatki wyłóż je do miski na 3 godziny w temperaturze pokojowej lub przez 6 godzin trzymaj w lodówce, a potem godzinę w temperaturze pokojowej.


Mieszanki warzywno-owocowymi, pierogi, knedle, pyzy nie wymagają rozmrażania. Można je smażyć i gotować bez wcześniejszego przygotowania, ponieważ pod wpływem wysokiej temperatury szybko wracają do stanu sprzed zamrożenia. Z mrożonek można przygotować wiele smacznych potraw. Są bardzo wygodne do użycia: umyte, obrane i wstępnie pokrojone. Wystarczy wyjąć je z opakowania, rozmrozić lub wrzucić od razu na patelnię lub do garnka. Ich duszenie, smażenie i gotowanie zajmuje zaledwie kilka minut. Należy jednak pamiętać, że najważniejszy jest prawidłowy sposób przechowywania i rozmrażania. Wpływa on na jakość, smak i wartości odżywcze spożywanych produktów.

Mrożonki są doskonałą alternatywą dla świeżych produktów. Mają niemal takie same wartości odżywcze, a ponadto nie rozwijają się w nich drobnoustroje. Dzięki temu nie gniją, nie pleśnieją i nie zmieniają aromatu i smaku. Mrożonki są dużo tańsze od świeżych produktów i dostępnie w każdym sklepie.

Suplementy i preparaty witaminowe nie zastąpią cennych witamin zawartych w warzywach i owocach. Dlatego warto sięgnąć, po mrożonki i uzupełnić braki. Jeśli chcesz odżywiać się zdrowo i sporządzać błyskawiczne posiłki wybierz mrożonki!

naturalneoczyszczanie.pl